Wybuch II wojny światowej we wrześniu 1939 r. był wielką tragedią dla Polski i Polaków, ale dla polskich Żydów okazał się być początkiem drogi prowadzącej do Zagłady.

Urodzony w Warszawie w 1927 r. Zalman Akerman po latach stwierdził:

Moja Zagłada zaczęła się, kiedy miałem 12 lat. 1 września 1939 Niemcy zbombardowali Warszawę.[1.1]

Początkowo wojna dotykała wszystkich tak samo. Na Warszawę spadały bomby, płonęły domy, ginęli ludzie bez względu na pochodzenie czy wyznanie. Już po zajęciu Warszawy przez wojska niemieckie, w październiku 1939 r., władze okupacyjne zaczęły stopniowo prawnie oddzielać Żydów od  innych mieszkańców stolicy.    

Warszawa przed 1939 r. była jednym z najważniejszych ośrodków kultury żydowskiej na świecie. Według statystyk liczyła 1,2 mln mieszkańców, z czego ok. 370 tys. stanowili Żydzi (ok. 30% ogółu).  

Początkowo mało kto zdawał sobie sprawę, do czego doprowadzą niemieckie prześladowania, antyżydowskie regulacje prawne, ograniczające stopniowo ich normalne funkcjonowanie. Żydzi „zostali poddani prześladowaniom. Musieli nosić opaski z Gwiazdą Dawida, co odróżniało ich od reszty społeczeństwa”[1.2]. Na mocy niemieckich rozporządzeń Żydom zablokowano konta bankowe, przejęto ich przedsiębiorstwa, zamknięto synagogi, zabroniono jazdy koleją czy wstępu do restauracji.

Wybuch wojny oznaczał dla wszystkich dzieci dodatkową przerwę w edukacji. Rok szkolny rozpoczął się dopiero 10 października. Po miesiącu Niemcy nakazali zamknięcie szkół, aby 7 grudnia otworzyć jedynie polskie szkoły powszechne i zawodowe (licea i uniwersytety oficjalnie pozostały zamknięte). Szkoły żydowskie nie wznowiły działalności, a ich majątki zostały przejęte. Dzięki oddolnym inicjatywom Żydzi rozpoczęli organizowanie edukacji dla swoich dzieci.

Organizowano się w domach, gdzie uczył ktoś z rodziny, powstawały też grupy przedszkolne. Halina Aszkenazy opowiadała,  że jej matka, Maryla, otworzyła przedszkole i uczyła kilka grup w domu. Nauczyciele przedwojennych szkół tworzyli kółka edukacyjne w domach prywatnych i kuchniach społecznych. Rachel Ubfal, która przed wojną uczęszczała do szkoły Jehudija, w początkowym czasie okupacji uczyła się na tajnych kompletach prowadzonych przez nauczyciela Jehudiji i współpracownika Emanuela Ringelbluma Abrahama Lewina. Niektóre dzieci zdołały w czasie wojny ukończyć nawet kilka lat szkoły. Urodzonej w 1933 r. Halinie Sztarkman „udało się ukończyć 4 klasy szkoły w getcie”[1.3].

Nina Zinger uczęszczająca przed wojną do szkoły dla dziewcząt Cecylii Goldman-Landauowej wspominała:

Myśmy się uczyły, przecież nam się nie wolno było uczyć, to rodzice organizowali, nie tylko moi rodzice – dużo; kursy takie były 3, 4, 5 dziewczynek, które się uczyły i ktoś pilnował, żeby nas nie złapali, bo nie wolno było, Niemcy nie pozwalali, żeby się uczyć. Myśmy się uczyły, ja się cały czas w getcie uczyłam[1.4]

Kolejnym ciosem dla ludności żydowskiej Warszawy była zarządzenie o utworzeniu getta jesienią 1940 r., które zmusiło wielu warszawskich Żydów do przeprowadzki w granice wyznaczonej przez Niemców dzielnicy. Szacuje się, że blisko 230 tys. osób (Żydów oraz nie-Żydów) zostało wówczas zmuszonych do zmiany miejsca zamieszkania. Dodatkowo do Warszawy przesiedlano ludność żydowską z innych miejsc: podwarszawskich miasteczek, innych dużych miast Polski, a także zagranicy. Wielu Żydów przeżywało trudności związane ze znalezieniem nowego lokum.

Aleksandra Brandwajn, której rodzina mieszkała poza gettem, przy ul. Granicznej 13, opowiadała:

Próbowaliśmy zamienić się na mieszkania z polską rodziną, mimo iż ich mieszkanie było mniejsze. Niemcy jednak zawęzili teren jeszcze bardziej i okazało się, że to mieszkanie jest poza granicami getta. […] Pozostaliśmy więc bez domu, bez mebli i bez zarobku. W końcu moja mama znalazła pokój w mieszkaniu przyjaciół i zatrzymaliśmy się tam na jakiś miesiąc. Potem wynajęliśmy pokój u innej rodziny.[1.5].

W najlepszej sytuacji znajdowali się ci, którzy mieszkali już na wyznaczonym przez Niemców obszarze. Jednak musieli liczyć się z tym, że to do nich ktoś się wprowadzi.

Rodzina Niny Zinger, która wcześniej mieszkała przy ul. Hipotecznej 3, czyli poza terenem getta, dokonała zamiany z nie-Żydem, który miał mieszkanie przy Nowolipkach.

Mieszkanie w getcie – to była wielka rzecz, bo przecież kto, nie mieszkał w tej okolicy, to było bardzo trudno znaleźć mieszkanie w ogóle, bo przecież z tych wsi wiosek takich i małych miasteczek, wszystkich przenieśli do Warszawy.[1.1.4] 

Żydzi odcięci w getcie od świata zewnętrznego stracili możliwość pracy i zarobkowania. Szukano źródła dochodów. Jeśli ktoś miał jakieś cenne przedmioty, to szukał nabywcy po „stronie aryjskiej” dzięki starym kontaktom lub przekradając się na drugą stronę. Często zadanie zaopatrzenia rodziny w jedzenie spadało na dzieci. Dzięki swojej drobnej budowie i elastyczności dzieci przedzierały się przez mur getta i przenosiły różne produkty. Wiele z nich przypłaciło to życiem. Jurek Płoński (ur. 1926), który szmuglował mięso do getta, został złapany i umieszczony w Gęsiówce. Miał zostać rozstrzelany, ale udało mu się uciec. Jakow Frajman (ur. 1929) nawet kilka razy dziennie wydostawał się poza mur, aby przemycić jedzenie kupione w zaprzyjaźnionych sklepach po „aryjskiej stronie”. 

Niekiedy sposobem na zdobycie zarobku stawały się występy artystyczne – śpiew czy gra na instrumentach na ulicy i podwórkach. Jedna z osób przebywających w getcie, Rachel Ubfal, po latach wspominała, że widziała „w getcie żydowskie prostytutki. To były eleganckie kobiety, dobrze ubrane”[1.6].

Ostatnim rozpaczliwym krzykiem o pomoc było żebranie na zatłoczonych ulicach. Wiosną 1941 r., na nieco ponad 300 ha, Niemcy stłoczyli blisko 450 tys. ludzi, pozbawionych normalnego, bieżącego zaopatrzenia w pożywienie, miejsca pracy, przebywających w stale pogarszających się warunkach higienicznych.

Raya Ratajzer opowiada, że „w getcie był wielki tłok”[1.7]. W relacji Niny Zinger czytamy zaś, że na ulicach było „przede wszystkim bardzo dużo żebraków, bardzo dużo trupów, bardzo dużo ludzi wygłodniałych, nie mogłaś chodzić z paczką, bo ci ją wyrwali”.[1.8]

Ilana Rotenstein wspomina, że „warunki były straszne: ludzie walczyli o jedzenie i wielu zmarło z głodu”[1.9]. Dzienna wartość kaloryczna przydziałów kartkowych na początku 1941 r. wynosiła 200–240 kalorii na osobę, co stanowi 15% normalnego zapotrzebowania kalorycznego. Instytucje społeczne próbowały ratować głodujących, prowadząc kuchnie ludowe bazujące na wsparciu i przydziałach produktów przede wszystkim z Judenratu oraz Jointu.  

Chleb był traktowany jak rarytas. Natalia Strzelecka na swoje urodziny w getcie dostała od swojej znajomej „jedyny kawałek chleba, jaki ona miała i świętowały razem jakby to był tort urodzinowy”[1.10]. Mama Haliny Sztarkman „robiła ciasta z marchwi, bo brakowało podstawowych produktów. Chleb był robiony z niezmielonego ziarna pszenicy. Był tylko erzac kawy zrobiony z pieczonych ziaren, brakowało cukru, w zamian za to używano sacharyny”[1.11].  

Poza głodem w codziennym bytowaniu w getcie ludziom doskwierało zimno oraz choroby zakaźne rozprzestrzeniające się błyskawicznie, przede wszystkim tyfus oraz gruźlica.

Aleksandra Brandwajn wspominała:

Zima 1940/1941 była bardzo ciężka, wielu ludzi zmarło w getcie z głodu i zimna. Ja też bardzo cierpiałam z zimna. Moje ręce i stopy spuchły i stały się niebieskie. Tej zimy mój dziadek zachorował na zapalenie płuc i zmarł. […] W getcie zaczęła rozprzestrzeniać się okropna choroba – tyfus. Było wiele ofiar, wśród nich mój wujek.[1.12]

Szacuje się, że na skutek głodu i chorób zakaźnych w getcie zmarło blisko 100 tys. osób.

W tym strasznym czasie, jakby przeczuwając, że może być jeszcze gorzej, ludzie decydowali się na wyjście z getta lub przynajmniej na uratowanie dzieci. Niespełna 8-letnia Chawa Szczypior z rocznym braciszkiem Jakowem zostali przeszmuglowani na „stronę aryjską”. Urodzona w 1938 r. Elżbieta Zaks została ukryta przez rodziców w kuble na śmieci, który został następnie przekazany śmieciarzowi, aby go wywiózł poza getto.

8-letnia wówczas Teresa Jawic pamięta:

Nocą ojciec kazał mi przygotować się do ucieczki z getta. Spakowałam małą walizeczkę z moimi zabawkami i zdjęcie przytulających się rodziców. Niosłam tę walizeczkę, jakbym szła na wycieczkę szkolną. Ale mój ojciec delikatnie wyjął mi ją z ręki i powiedział „nie możesz” i odstawił. To traumatyczne wspomnienie, którego nie mogę się pozbyć. Wiele dni płakałam tęskniąc za lalką, za zdjęciem i innymi pamiątkami pozostawionymi w walizce.[1.13]

Dramatyczną cezurą w losach warszawskiego getta był 22 lipca 1942 r., kiedy to Niemcy rozpoczęli „Wielką Akcję” likwidacyjną. Przez 2 miesiące jej trwania wywieźli do niemieckiego nazistowskiego ośrodka zagłady Treblinka II ponad 250 tys. osób – ok. 75% Żydów zamkniętych wówczas w getcie.

Wśród tysięcy Żydów w getcie byli tacy, którzy wierzyli w zapewnienia Niemców, że to wyjazd do „pracy na wschód” i dobrowolnie szli do pociągu. We wspomnieniach Ocalałych wymieniane są bliskie osoby, które wówczas „zniknęły” na zawsze: matki, ojcowie, rodzeństwo, ciotki, wujowie, dziadkowie, babcie, przyjaciele. Czasem docierały informacje, że ktoś został złapany. Przychodziły kartki z pożegnaniem napisanym w drodze albo na samym Umschlagplatzu. Siostra Racheli Ubfal, Tosia, „została aresztowana przez żydowskiego kapo (policjanta). Została wysłana z innymi Żydami i on przyniósł rodzinie kartkę z pożegnaniem. Rodzina już nigdy o niej nie usłyszała”[1.14]. Jakow Frajman, który kiedy zaczęła się „Akcja” przebywał akurat poza gettem, szukając jedzenia, po powrocie nie zastał już rodziców i brata.

Gdy ktoś trafiał na Umschlagplatz szanse na ratunek stawały się znikome. Tylko nielicznym udało się stamtąd wydostać, czy to dzięki znajomościom, czy przekupieniu żydowskich policjantów.

Po „Akcji” wiele osób, które ocalało, podejmowało decyzję, aby ratować się poza gettem. Ci, którzy pozostali sami, nie mieli już nic do stracenia i w wydostaniu się z dzielnicy zamkniętej widzieli jedyną szansę na przeżycie. Rodzice próbowali ratować przynajmniej swoje dzieci. 9-letnia Ilana Rotenstein i jej 2-letnia siostra Karmela zostały wyprowadzone przez budynek Sądów przy Lesznie na „stronę aryjską”. Późną jesienią 1942 r. 13-letnia Jadzia Epsztajn „została dołączona do grupy robotników, w której znajdował się Jechiel [jej ojciec] i która wczesnym rankiem wyruszyła do pracy”[1.15] poza gettem. Pod koniec 1942 r. Zofia Lampert zabrała swego 7-letniego syna, Norberta, i również z grupą robotników zdołała wymknąć się z getta.

Dzięki sieci kontaktów organizowano im ratunek po drugiej stronie muru. Dzieci trafiały do zakonów, domów dziecka, otrzymywały fałszywą tożsamość.

Wielu Ocalałych podkreśla, że w uratowaniu pomagał im tzw. dobry wygląd (np. blond włosy, jasne oczy), czy mówienie po polsku bez akcentu. Niestety nie zawsze to wystarczało. Wera Frister uciekająca z matką ze Lwowa tak oto opisuje przybycie do Warszawy:

Moja matka wsiadła ze mną do pociągu, przyjechała do Warszawy. Wyglądała tak: włosy podmalowane na blond, zielone oczy i perkaty nosek. W Warszawie wysiadła z pociągu, wyszła na ulicę i złapał ją szmalcownik wciągnął ja do bramy, zdjął wszystko, co miała na rękach, jakieś pierścionki, obrączki. Zabrał pieniądze, które miała. A ona miała do niego tylko jedno pytanie: skąd pan wiedział? A on: po oczach, dwa tysiące lat niewoli.[1.16]

Jesienią 1942 r., ci, którzy decydowali się pozostać w getcie, przystąpili do akcji budowania kryjówek na wypadek kolejnych akcji deportacyjnych. Pod kamienicami i podwórkami powstawały bunkry z elektrycznością, kanalizacją, wentylacją. Niektóre miały łączność z kanałami. Gromadzono zapasy żywności, aby móc przetrwać długi czas bez wychodzenia na powierzchnię. W niektórych schronienie mogło znaleźć nawet kilkaset osób.  

W grudniu 1942 r. na terenie tzw. getta szczątkowego żyło 34 969 zarejestrowanych Żydów. Pracowali oni i mieszkali w tzw. szopach (zakładach produkcyjnych zorganizowanych przez Niemców na terenie getta). Poza tym na terenie getta przebywali jeszcze tzw. dzicy Żydzi, niezarejestrowani w żadnym szopie, zatem pozbawieni „numerków życia” i w każdej chwili narażeni na rozstrzelanie lub deportację.

Po kolejnej akcji wywózkowej, przeprowadzonej przez Niemców 18 stycznia 1943 r, która tym razem spotkała się już z oporem bojowników żydowskich, liczba uwięzionych w getcie zmniejszyła się o klika tysięcy.

Kiedy wybuchło powstanie, na terenie getta przebywało ok. 50 tysięcy Żydów. Do walki z Niemcami stanęło kilkuset bojowców z Żydowskiej Organizacji Bojowej i być może drugie tyle z Żydowskiego Związku Wojskowego. Cywile skryli się w przygotowanych wcześniej bunkrach, na strychach. Aleksandra Brandwajn, która zdołała wyjść z getta w styczniu 1943 r., dużo później dowiedziała się o losie swoich bliskich, którzy mieli opuścić getto po święcie Pesach.

Rodzina zeszła do bunkra, skoro nie było innej ucieczki. W bunkrze szpitalnym jedzenia mogło starczyć na długo. I chociaż Niemcy podpalali dom za domem, a dym wdzierał się na dół, do bunkrów przez różne otwory, zdecydowali [rodzina] zostać tam i nie wychodzić na ulicę, ale ktoś ich wydał i wszyscy zostali wypędzeni. Niemcy zastrzelili mojego wuja. Moja mama i ciotka zostały prawdopodobnie wysłane do Treblinki.[1.1.12]

Jednak w sytuacji, kiedy Niemcy zaczęli podpalać dom po domu, pozostanie w nagrzewającym się bunkrze, bez dopływu powietrza było niemożliwe. Zdając sobie sprawę, że Żydzi ukrywają się w bunkrach i kanałach, Niemcy zaczęli wpuszczać do nich trujący gaz. Żydzi wychodzili na powierzchnię, aby nie spłonąć żywcem i nie podusić się.

Zalman Akerman z matką przebywał w jednym z największych bunkrów w getcie, przy Franciszkańskiej 22. Razem „z matką zostali złapani i wysłani pociągiem do jednego z obozów zagłady. Zalman wyskoczył z pociągu i uciekł, nigdy więcej nie zobaczył już swojej matki”[1.17].   

Felka Zilberstein przebywała w bunkrze do 2 maja. Wtedy to bunkier został wysadzony, a ludzie zabrani na Umschlagplatz; stamtąd Felka trafiła do obozu na Majdanku. Ten sam los spotkał Zofię Rozensztrauch  i jej rodzinę. Nieliczni ratowali się ucieczką kanałami, jak np. Jurek Płoński. 

Po drugiej stronie muru, ci, którym udało się uciec z getta, Żydzi ukrywający się na terenie Warszawy widzieli dym, łunę nad miastem. Wiedzieli, co to oznacza. Dawid Szwarc ukrywający się pod fałszywą tożsamością wspominał:

W czasie powstania w getcie mogłem z oddali patrzeć na płonące domy. Starałem się zachować spokój, kiedy polscy mieszkańcy wokół mnie okazywali radość widząc, jak Niemcy „zajmują się” Żydami.[1.18]

Walki w getcie trwały do początku maja 1943 roku. 8 maja Niemcy odkryli bunkier dowództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej przy Miłej 18. Większość zgromadzonych tam bojowców popełnia samobójstwo, aby nie wpaść w ręce okupanta.

16 maja 1943 r. Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę przy Tłomackiem, a Jürgen Stroop zanotował „żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie przestała istnieć” – miało to być symboliczne zakończenie powstania w getcie.

Na terenie zrujnowanego getta pozostali jeszcze pojedynczy ludzie, którzy ukrywali się dalej w piwnicach i bunkrach. Ci, których Niemcy nie wywieźli do obozów w Treblince lub na Majdanku, zostali rozstrzelani na miejscu. Byli też tacy, którzy zdołali przetrwać w ukryciu długie miesiące. 

Według szacunkowych wyliczeń podaje się, iż w czasie II wojny światowej w Warszawie zginęło ok. 98% warszawskich Żydów czyli ok. 350 tys. ludzi – przede wszystkim cywilów: dzieci, kobiet, mężczyzn.

 

Tekst powstał na podstawie relacji Rachel Ubfal Rotem, Ilany Rotenstein Furman, Davida (Jurka) Płońskiego, Felki Zylberstein Openheim, Haliny Sztarkman Kornblum, Aleksandry Brandwajn Płoński, Jakowa Michaeli (Frajmana-Michlewicza), Avivy (Wiktorii) Blum Wachs, Dova Kornbluma, Hanny Avrutzky (Mandelsberger), Rai Ratajzer Gutman, Zalmana Akermana, Naomi Judkowski, Niny Zinger Dinar, Very Hefter Frister, Teresy Jawic (Tirzy Potter), Dawida Szwarca z projektu Polish Roots in Israel.

Relacje

Bibliografia

  • Engelking B., Leociak J., Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, wyd. 2, Warszawa 2013.
  • Paulsson G. S., Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1940–1945), Kraków 2009.
  • Sakowska R., Ludzie z dzielnicy zamkniętej. Z dziejów Żydów w Warszawie w latach okupacji hitlerowskiej, październik 1939 – marzec 1943, Warszawa 1993.

 

Print
Fußnoten