Najdorf Mieczysław

Mieczysław Najdorf - Personal data
Date of birth: 15th April 1910
Place of birth: Warszawa
Date of death: 5th July 1997
Place of death:
Related towns: Warsaw

Najdorf Mosze, Mieczysław, Miguel (15.04.1910, Warszawa – 5.07.1997, Malaga) – arcymistrz szachowy

Mosze, Mieczysław, a w końcu Miguel Najdorf urodził się w 1910 r. w Warszawie w domu przy ul. Siennej, w rodzinie żydowskiej. Początkowo nosił imię Mosze albo Mendel. Istnieje też inna wersja, że Najdorf urodził się w 1915 r. w Grodzisku Mazowieckim. Sam arcymistrz pytany o datę i miejsce urodzin najczęściej ze śmiechem podawał różne wersje, więc bardzo trudno rozstrzygnąć, co jest prawdą.

Jako dziecko mieszkał na Pradze przy ul. Targowej 46. Jego ojciec zajmował się handlem skórami i chciał, aby syn przejął rodzinną firmę „export-import". Jednak los chciał inaczej, bo dziewięcioletni Mosze nauczył się przypadkowo grać w szachy od ojca swojego kolegi Rubena Fridelbauma, który – chorując – szukał partnera do gry.

Wkrótce nikt z grona rodzinnego nie mógł dorównać Moszemu, więc chłopak zaczął przesiadywać w kawiarniach szachowych. Najpierw ojciec odnajdywał go w małej kawiarence na Nalewkach, potem - wraz ze wzrostem szachowych umiejętności - nastoletni Najdorf odwiedzał słynne lokale Lemańskiego i Kwiecińskiego przy ul. Marszałkowskiej.

W Warszawie uzdolniony szachowo młodzieniec coraz częściej używał polskiego imienia Mieczysław. Uczęszczał do stołecznego liceum Staszica, ale nie zamierzał już robić kariery handlowej. Chciał poświęcić się szachom i dopiął swego. Gdy w drugiej połowie lat 30. XX w. odbywał służbę wojskową jego nazwisko w szachowym światku było już na tyle znane, że gdy oddalił się z jednostki ułanów w Toruniu bez przepustki wystarczył jeden telefon od Kazimierza, brata Józefa Piłsudskiego (był wówczas jednym z działaczy Polskiego Związku Szachowego), aby cała sprawa zakończyła się dla szachisty pomyślnie - po prostu o niej zapomniano. Dla słabego gracza nikomu nie chciałoby się zawracać głowy wojskowym służbistom.

W latach 1935-1939 Najdorf czterokrotnie reprezentował Polskę na olimpiadach szachowych i przywiózł cztery medale: dwa srebrne i dwa brązowe. Ostatni występ był dramatyczny. 27 lipca 1939 r. razem z drużyną Najdorf odpłynął na statku „Piriapolis” z Antwerpii do Buenos Aires. Po napaści Niemiec na Polskę właśnie z agresorem mieli Polacy toczyć decydujący o złotym medalu olimpijskim mecz. Organizatorzy zadecydowali, że bez gry uznany on będzie za remisowy.

W ten sposób Polacy zajęli „tylko” drugie miejsce i m.in. Najdorfowi uciekła jedyna życiowa szansa zdobycia złotego medalu na szachowej olimpiadzie. Wtedy nie spodziewał się jeszcze, że zaczyna się w jego życiu osobistym najtragiczniejszy okres. Po wybuchu II wojny światowej, będąc Żydem nie mógł wrócić do Europy, po jej zakończeniu nie miał do kogo...

Pod koniec wojny próbował dać znać rodzinie, że żyje. W tym celu pobił rekord świata w grze „na ślepo” zmagając się równocześnie z rywalami na 45 szachownicach. Jednak choć świat dowiedział się o wyczynie Najdorfa to niestety nie mógł o tym usłyszeć nikt z jego bliskich. W warszawskim getcie zginęła cała jego rodzina, żona, 4-letnia córka, bracia, rodzice, krewni, przyjaciele, w sumie około 300 osób. Mieczysław Najdorf postanowił w 1944 r. przyjąć obywatelstwo argentyńskie, założył rodzinę i zamieszkał w Buenos Aires.

Do połowy lat pięćdziesiątych, teraz już jako Miguel Najdorf, zaliczany był do dziesiątki najlepszych szachistów świata. Dwukrotnie – w 1950 i 1953 r. grał w turniejach kandydatów i zajmował szóste miejsce. W barwach Argentyny zdobył jeszcze trzy srebrne i jeden brązowy medal olimpijski.

Jednak wówczas można było żyć z szachów tylko w ZSRR. Na zachodzie, a tym bardziej w Argentynie szachy nie dawały szans na utrzymanie się. Najdorf podjął pracę w towarzystwie ubezpieczeniowym, po latach kupił je i zdobył majątek liczony w milionach dolarów. Rodzina powiększała się, najpierw dwie córki, potem wnuczęta. Towarzystwo ubezpieczeniowe stało się rodzinnym interesem prowadzonym przez Miguela Najdorfa i jego zięciów. Ale od szachów Najdorf nie odszedł. Codziennie po pracy szedł do jednego z klubów szachowych i grał kilkanaście szybkich partii. A tzw. siedmiominutówkach był mistrzem niedościgłym – w połowie lat 90.XX w., a więc na kilka lat przed śmiercią mając grubo ponad 80 lat pokonał samego Anatolija Karpowa.

Jego szachowymi partnerami byli m.in. wszyscy mistrzowie świata od Emanuela Laskera poczynając a na Garrim Kasparowie kończąc. Nie grał tylko ze Steinitzem.  Oprócz gry praktycznej przez 40 lat prowadził znakomity dział szachowy w piśmie „Clarin de Buenos Aires”. Na trwałe wpisał się do teorii szachów rozpracowując jeden z wariantów obrony sycylijskiej nazwany potem jego nazwiskiem. Nie trzeba chyba dodawać, że nie jest kwestią przypadku, że jest to ostra, dynamiczna kontynuacja.

Jego styl tak scharakteryzował Stanisław Gawlikowski na łamach miesięcznika „Szachy”:

„Najdorf nie jest filozofem, myślicielem szachowym, jest przede wszystkim praktykiem (...) główna siła jego gry leży w grze środkowej, taktycznych finezjach".

Jak sam o sobie mówił był najstarszym czynnym arcymistrzem na świecie.

Przez całą wojnę i później Najdorf utrzymywał żywy kontakt z polską emigracją. Wiele czasu spędzał z innym szachistą Paulinem Frydmanem. Jego serdecznym przyjacielem był Kazimierz Krukowski „Lopek". W towarzystwie Najdorfa można było także spotkać Witolda Małcużyńskiego i Witolda Gombrowicza.

Losy wielkiego pisarza i Mieczysława Najdorfa były bardzo podobne. Obaj przybyli do Buenos Aires tuż przed wybuchem wojny i obaj z jej powodu zostali tu już na zawsze. Gdy żona Gombrowicza, Rita zbierała materiały do wspomnień o mężu, przeprowadziła wiele rozmów z Najdorfem, który był kopalnią wiadomości o wojennych losach Gombrowicza. Po wojnie Najdorf kilkakrotnie przyjechał do Polski, spotykał się z przyjaciółmi, rozgrywał towarzyskie partie. W Argentynie zawsze pomagał Polakom, którzy odwiedzali Buenos Aires. Prezydent Argentyny Carlos Menem mówił mu, że jest „naznaczony polskością”.

W 1992 r. podczas wizyty w Warszawie Najdorf tak wspominał swojego przyjaciela: 

„Gombrowicz był zawsze szalenie lubiany, nie tylko jako pisarz, ale i jako człowiek. Niedawno był o nim wielki artykuł w największym argentyńskim dzienniku „La Nation”. Dobrze, że teraz odzyskał należne mu miejsce w Polsce. To był niebywały człowiek. Jego Transatlantyk to wspaniała książka. Gombrowicz był prawdziwym patriotą, czemu bynajmniej nie przeczy podstawowe przesłanie Transatlantyku - wyzwolić się z kompleksu Polaka i polskości. Powiedziałem, że nasze losy były podobne. Ja też utożsamiam się z ideą Transatlantyku. Z domu rodzinnego, chociaż był to dom żydowski, wyniosłem polskość. A dziś jestem obywatelem świata. Nie chodzę ani do synagogi, ani do kościoła. Argentyna jest moją drugą ojczyzną”.

Najdorf nie zajmował się szachami dla pieniędzy. Zarabiał w swoim towarzystwie ubezpieczeniowym około pięciu tysięcy dolarów dziennie. Był jedynym szachistą-milionerem, który rokrocznie wydawał 200 tysięcy na organizowanie turnieju szachowego swego imienia (początek zawsze 15 kwietnia w swoich dniu urodzin).

Najdorf często mówił, że szachom zawdzięcza to, że przetrwał najtrudniejsze chwile w swym życiu, gdyż to one nauczyły go walki do końca. Miał w życiu trzy miłości - rodzinę, szachy i pracę. Szachy były jakby narkotykiem, od którego nie chciał się wyzwolić, gdyż kształtowały charakter.

Zmał 5 lipca 1997 r. w Hiszpanii, parę godzin po operacji zastawki aorty. Załabł podczas turnieju szachowego. Pochowany został na cmenatrzu La Tablada w Buenos Aires. 

 

Stefan Gawlikowski

Czytaj więcej

Bibliografia:

  • Gawlikowski S., Złota era polskich szachów, Warszawa 2016
  • Najdorf L., „Najdorf o Najdorfie”, Warszawa 2014
  • Wolsza T., Najdorf: Od Warszawy do Buenos Aires, Warszawa 2010
  • Wolsza T., Słownik biograficzny szachistów polskich 4, Warszawa 2003

 

 

Print
In order to properly print this page, please use dedicated print button.