Włosy

Nagle ona wyszła z pokoju, gdzie kobiety się rozbierały, gdzie ich wszystkie ubrania były. I to wszystko parowało, to była zima. Ona wyszła tak jakby zza mgły przez te drzwi i usiadała na takim stołku podłużnym.

I zapytała, jak długo to trwa. To jej powiedziałem, że parę minut.

Potem powiedziała nazwisko swoje. Rudorf Maria. Do dzisiejszego dnia pamiętam. Chociaż mam bardzo słabą pamięć do nazwisk.

Włosy to się obcinało normalnie, tak kawałek po kawałku… Do materaców do łodzi podwodnych brali. Bo włos nie przyjmował… wody... wilgoci…

Wszystko zostawało wykorzystane.

Szajsmajster

To był Żyd, więzień, który został mianowany, żeby pilnować ubikacji, żeby nie dłużej być jak półtorej minuty. Tam więzień nie mógł więcej być jak półtorej minuty.

Miał na sobie ubranie chazana takiego z bożnicy z taką specjalną czapką. I on bat miał.

On był tą postacią tragiczną.

Bo on krzyczał do nieba.

Do kogo?

On krzyczy do niebieskiego nieba polskiego.

Nie do Boga.

Boga tam nie było w Treblince.

Odłamek

Po ucieczce z obozu szukali nas. Szedłem do Bugu. Tam była granica między Niemcami a Rosjanami. Byli tam ludzie, którzy zajmowali się szmuglem. Nie wydawali uciekinierów. To był zupełnie inny element: nie rolnik, nie chłop. Człowiek do nich szedł, płacił i przewozili go.

W trakcie ucieczki ranił mnie odłamek od kuli. Trafiłem do wsi Wólka Nadbużna. Spotkałem jednego Polaka. I przyniósł mi na łyżeczce od herbaty kilka kropel jodyny. Wtedy nie było nic innego. Tak mi zaopatrzył nogę. Powiedział, gdzie się schować.

Ja jestem mierniczy i mam świetną pamięć terenową. Po 50 latach tam wróciłem i spotkałem tego Polaka. Ostatni dom, w górze rzeki. Objął mnie i mówi: „W życiu bym nie uwierzył, że ty zostaniesz przy życiu...”

Papierosy

Po czterech dniach od ucieczki, odważyłem się wejść do sklepu. Wioska Skolimów. Stacja Kostki. Kiedyś była tam linia kolejowa Siedlce-Małkinia. Czekałem aż ze sklepu wyszło paru chłopców. Była tam młoda dziewczyna. Poprosiłem ją o szklankę wody. Poczęstowała mnie. Czystą wodą!

I nagle ona powiedziała, tu jacyś żandarmi byli tu wczoraj, chcieli zabić jakiegoś krewnego, bo nie miał wąsów, a jest nienormalny. Sołtys musiał zatwierdzić, że to jest tutejszy. Szukali uciekinierów z Treblinki.

Zapytałem się jej, o której stąd odjeżdża pociąg. O piątej. No dobrze. Ale nie miałem na bilet. Miałem sto dolarów z sortowni w obozie, ale ich nie mogłem wyciągnąć i pokazać jej. A ona nagle daje mi dwadzieścia złotych. Tak że dostałem dwadzieścia złotych. Ceny liczyłem jak przed obozem, czyli dziesięć miesięcy wstecz. A tymczasem ceny skalały.

Mówię do niej: „Pani mi da, bo mi jeszcze starczy, piętnaście papierosów, bo pięć złotych ma bilet kosztować”. „To ci nie zostanie na bilet” - odpowiedziała. Zapakowała te piętnaście papierosów, zapałki mi dała i poszedłem dalej i przespałem się w stogach.

Pojechałem do Siedlec. Spotkałem tam kobietę, która przyjechała z kiełbasą czy z mięsem. Bałem się dojść do kasy. Zaproponowałem: „Ja będę pani nosić bagaż, a pani mi kupi bilet”. W porządku. Kupiła. Dojechałem do Siedlec i w tym samym dniu byłem w Warszawie.

Bóg

W sortowni w Treblince znalazłem ubranko. Mojej siostry. Paletko. Zielone. Krzycząca zieleń.

Materiał tak jakby z kanapy, wie pani, ucięty. Pluszowy.

To się zorientowałem, że to mojej siostrzyczki. I tam pod nim była mojej siostrzyczki starszej spódniczka. Przewieźli je do Treblinki.

Ja wierzyłem w Boga przed wojną. Nie jakoś tradycyjnie. Chodziliśmy na święta wielkie do synagogi. Ten Bóg był zawsze mistyczny, nienamacalny.

Po Treblince przestałem wierzyć.

Kompletnie.

Dla mnie religia, nie ważne jaka, to jest absurd.

Potem jeszcze w dodatku czytałem literaturę różną. Także ja się upewniłem co do tego.

***

Samuel Willenberg – geodeta, artysta rzeźbiarz. Pochodził z Częstochowy. Więzień obozu zagłady w Treblince. Podczas selekcji powiedział, że jest murarzem. To mu uratowało życie. Pracował m.in. w sortowni. Uczestnik buntu więźniów w Treblince w 1943 r. i powstania warszawskiego w 1944 roku. Po wojnie wyjechał do Izraela. Zmarł w 2016 r.

Wywiad i opracowanie: Joanna Król 

Print