המאמר לא זמין בשפה זו, נכון לעכשיו

Steinhaus Hugo Dyonizy

Hugo Dyonizy Steinhaus - מידע אישי
תאריך לידה: 14th ינואר 1887
מקום לידה: Jasło
תאריך פטירה: 25th פבואר 1972
מקום של מוות: Wrocław
מקצוע: mathematician, founding father of the Lwów School of Mathematics
Related towns: Lviv

Steinhaus Hugo Dyonizy (14.01.1887, Jasło – 25.02.1972, Wrocław) był jednym z dwóch ojców-założycieli Lwowskiej Szkoły Matematycznej. Do końca życia powtarzał, że jego największym matematycznym odkryciem było odkrycie Banacha. Ale to bardziej kokieteria niż prawda. Miał wystarczająco wiele sukcesów i osiągnięć, dzięki którym zajmuje własne miejsce w historii matematyki.

Pochodził z bogatej żydowskiej rodziny kupców i bankierów z Jasła, brat ojca posłował nawet do austriackiego parlamentu. Już w komunistycznej Polsce w ankietach personalnych w rubryce pochodzenie pisał ironicznie „arystokracja plus burżuazja”.

Urodził się 14 stycznia 1887 r. w Jaśle, tam też ukończył gimnazjum (późniejsze Państwowe Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego). Rozpoczęte w 1905 r. we Lwowie studia matematyczne kontynuował od 1906 r. na uniwersytecie w Getyndze, gdzie teorię matematyki wykładała europejska czołówka. Promotorem pracy doktorskiej Steinhausa, zatytułowanej Neue Anvendungen des Dirichlet'schen Prinzips był w 1911 r. jeden z największych wówczas matematyków, David Hilbert.

Po doktoracie wrócił na kilka lat do Jasła. Po wybuchu w 1914 r. wojny został wcielony do organizowanych przy ck. armii austro-węgierskiej Legionów Polskich, ale rodzinie udało się go z wojska wyreklamować. Podjął pracę w Centrali Odbudowy Kraju w Krakowie.

W 1917 r. habilitował się we Lwowie na podstawie rozprawy O niektórych własnościach szeregów Fouriera. Po wojnie, gdy część lwowskich matematyków wyjechała, by organizować wydział matematyczny na polskim Uniwersytecie Warszawskim, Steinhaus objął wykłady na Uniwersytecie Lwowskim. W 1920 r. został profesorem nadzwyczajnym matematyki i kierownikiem I Katedry Matematyki Uniwersytetu (już) Jana Kazimierza.

W 1923 r. był już profesorem zwyczajnym. To oznaczało stabilizację. Sukces tym większy, że zdobycie uniwersyteckiego etatu nie było proste. „Był jednym z niewielu polskich profesorów o żydowskim pochodzeniu” – napisał Stanisław Ulam, który poznał go pod koniec lat 20. XX wieku. To uproszczenie. Profesorów żydowskiego pochodzenia było na uczelniach dużo więcej. Ale był jednym z nielicznych, którzy nie zmienili dla kariery wyznania.

Marek Kac wspominał, że niewiele było powodów, które mogły przeszkodzić Steinhausowi w wykładzie. Kiedyś przeprowadził zajęcia dla dwóch zaledwie studentów (jednym był Kac), uzasadniając to łacińską sentencją Tres faciunt collegium (trzy osoby tworzą zgromadzenie). Gdy słuchacze zaprotestowali, że jest ich zaledwie dwóch, odparł, że przecież trzecim jest on sam. Następnym razem na wykład przyszedł już tylko Kac, ale uczony jak gdyby nigdy nic rozpoczął zajęcia. Na pytanie, jak to się ma do zasady, że potrzeba co najmniej trzech osób, nie zrażony odpowiedział: "Przecież Pan Bóg jest obecny zawsze".  „Tak na marginesie, był zdeklarowanym ateistą” – napisał o nim Marek Kac.

Marceli Stark zapamiętał, dlaczego wykłady Steinhausa nie cieszyły się powodzeniem: „Mimo starannego przygotowania wykład był za trudny dla przeciętnego studenta”. On sam najbardziej lubił te zajęcia, podczas których Steinhaus po zapisaniu dowodami kolejnych tablic, gubił się w wywodzie. „Wtedy uczyliśmy się, jak się robi matematykę” – wspominał Kac. Steinhaus wychodził z roli wyniosłego profesora i wciągał studentów w dyskusję, podczas której odtwarzał od początku naukowy wywód: „…zadowolony, gdy poddawaliśmy dobry pomysł”.

Hugo Steinhaus próbował znaleźć dla swoich teorii matematycznych zastosowanie praktyczne. Nie zawsze skutecznie. Nie udało mu się na przykład przekonać Poczty Polskiej do urządzenia, które potwierdzałoby treść listu poleconego. Pisząc list na specjalnej maszynie, nadawca otrzymywałby dowód, iż zawartość koperty jest identyczna z kopią, którą posiada. Nie dogadali się. W efekcie Poczta do dziś, wydając poświadczenie nadania listu poleconego potwierdza jedynie, że wysłana została koperta. W środku może być wszystko albo… nic.

Steinhaus starał się też rozwiązać zagadkę, jak stwierdzić umiejscowienie jakiegoś obiektu wewnątrz ludzkiego ciała. Dwuwymiarowe zdjęcie rentgenowskie ujawniało jedynie obecność przedmiotu, a matematyk chciał skonstruować urządzenie pozwalające podczas operacji widzieć ciało pacjenta tak, jakby było trójwymiarowe i przezroczyste. Prototyp introwizora, będącego zapowiedzią tomografu, powstał we lwowskim szpitalu wojskowym. Pierwszą udaną operacją było wyciągnięcie odłamka igły z ręki kaprala Reguły. W 1938 r. Steinhaus uzyskał patent na introwizor w Polsce, później także w USA.

Innym opatentowanym przez uczonego urządzeniem był longimetr, czyli przyrząd służący do pomiaru długości krzywych na mapach. Był też autorem prac z zakresu teorii gier, analizy funkcjonalnej, teorii mnogości, a nawet medycyny, m.in. wykorzystując rachunek prawdopodobieństwa opracował metodę ustalania ojcostwa. Okazał się również świetnym popularyzatorem matematyki, w 1938 r. opublikował Kalejdoskop matematyczny, przy tworzeniu którego pomagał mu Marek Kac. Książkę przetłumaczono na dziesięć języków i wznawiano kilkukrotnie także po wojnie.

Brał udział w posiedzeniach w słynnej lwowskiej Kawiarni Szkockiej – w tzw. Księdze Szkockiej znalazło się dziewięć problematów jego autorstwa, ale w wielogodzinnych sesjach z udziałem Banacha uczestniczył rzadziej. Był abstynentem, nie pił i nie palił, dbał, by niczym nie uchybić profesorskiemu sznytowi. No i wolał od Szkockiej wytworną cukiernię Ludwika Zalewskiego przy pl. Akademickim, gdzie podawano najlepsze we Lwowie ciastka.

Po zajęciu Lwowa przez Związek Sowiecki Steinhaus pozostał kierownikiem jednej z sześciu matematycznych katedr na Uniwersytecie Iwana Franki. Został też, jak inni, zapisany do Ukraińskiej Akademii Nauk i otrzymał dodatkowe uposażenie. Odpuszczono mu nawet prowokacyjne pytania zadawane partyjnym komisarzom uczelni: „Jak się różniczkuje po marksistowsku?”.

Gdy w 1941 r. Lwów zajęli Niemcy, wyjechał. Resztę wojny spędził w okolicach Gorlic i Jasła. Ukrywał się przez prawie cztery lata jako Grzegorz Krochmalny, chłop spod Przemyśla. Do polskiego rządu osadzonego przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 r. w Lublinie nie miał przekonania. „Przypominają wilka przebranego za babcię w bajce o Czerwonym Kapturku" – napisał w dzienniku „Półinteligenci, kilku doktrynerów, kilku oportunistów gotowych zrobić wszystko, co każe im Stalin"..

Jesienią 1945 r. trafił do Wrocławia, gdzie współorganizował Wydział Matematyczny na połączonych Uniwersytecie i Politechnice. To była trudna decyzja. Jeszcze pod koniec czerwca zanotował: „Przed Wrocławiem ostrzegają: miny, pełno trupów, okoliczne wsie zniszczone, żyje się konserwami”. Gdy pod koniec września przyjechał, dodał: „Największa kupa dziadów na największej kupie cegieł i rumowiska w Europie”.

Szybko zaczęto mówić o wrocławskiej szkole matematycznej, będącej kontynuacją szkoły lwowskiej. W roku 1946 Steinhaus zainaugurował nawet zapisywanie Nowej Księgi Szkockiej, ale przetrwała tylko kilka lat (potem zmieniła nazwę na Księgę Wrocławską) i nie dorównała sławą lwowskiej. Zasłynął pracami z teorii gier i bezwzględnym egzekwowaniem reguł polszczyzny u matematyków. Wszyscy wiedzieli, że praca pisana u Steinhausa musi być nie tylko oryginalna pod względem matematycznym, ale także napisana dobrze po polsku. „Miał wielkie wyczucie językowe, czasami bywał wręcz pedantyczny” – zapamiętał jeszcze z czasów przedwojennych Ulam.

– Ten pan dostanie być może kiedyś Nagrodę Nobla, ale dopóki ja będę miał tu coś do powiedzenia, doktorem nie będzie, bo doktor powinien znać język ojczysty – powiedział kiedyś o jednym z młodych adeptów matematyki. Nie podobały mu się komunistyczne sposoby na upowszechnianie oświaty. Kiedyś powiedział: „Że można dziś czytać, pisać i publikować, nie znaczy, że przestało się być analfabetą".

Już we Wrocławiu zaczął powstawać Słownik racjonalny Steinhausa, zbiór aforyzmów i kalamburów, porównywanych z Myślami nieuczesanymi Stanisława Jerzego Leca. Nową rzeczywistość skomentował: „Taki, co się obywa bez wszystkiego – obywatel”. Usłyszawszy najsłynniejszy chyba aforyzm Steinhausa: „Kula u nogi – Ziemia”, Julian Tuwim ukląkł przed matematykiem.

Zmarł 25 lutego 1972 r. we Wrocławiu. Prowadzony przez niego niemal przez całe życie dziennik ukazał się pod tytułem Wspomnienia i zapiski w Londynie na początku lat 90. XX wieku. W Polsce został opublikowany jeszcze później, w 2002 roku.

Na nagrobku umieszczono myśl Steinhausa, którą towarzyszyła mu przez całe życie – była m.in. tytułem wyboru jego prac – „Między duchem a materią pośredniczy matematyka”.

Na Politechnice Wrocławskiej działa Centrum im. Hugona Steinhausa, stawiające sobie za cel poszukiwanie praktycznych zastosowań metod z pogranicza matematyki, ekonomii, nauk przyrodniczych oraz inżynierii dla rozwiązywania problemów świata.

Pojęcie matematyczne związane z nazwiskiem Steinhausa:

- twierdzenie Banacha-Steinhausa
- notacja Steinhausa-Meiera
- aksjomat o determinacji Steinhausa-Mycielskiego
- longimetr Steinhausa

 Mariusz Urbanek

Czytaj więcej: 

 

Bibliografia:

  • Steinhaus H.,Wspomnienia i zapiski, , Londyn 1992.
  • Steinhaus H.,Słownik racjonalny, Wrocław 1989.
Print
In order to properly print this page, please use dedicated print button.