Powyższy tekst publikujemy dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „Studnia Pamięci”.

 

17 września 1939 r., w godzinach wieczornych wojska niemieckie wkroczyły na teren Lublina opuszczonego wcześniej przez polską załogę wojskową. Rozpoczął się okres okupacji miasta. Już podczas jego zajmowania żołnierze niemieccy dopuszczali się grabieży i ataków na Żydów. W pierwszych tygodniach okupacji wojskowy nadzór nad Lublinem sprawował Wehrmacht, który rozpoczął organizowanie struktur władzy okupacyjnej, mianowanie tymczasowych urzędników i wprowadzanie pierwszych antypolskich i antyżydowskich zarządzeń.

Wraz z utworzeniem Generalnego Gubernatorstwa, 26 paździenika 1939 r., Lublin stał się jego częścią jako stolica dystryktu, a tym samym siedzibą niemieckich władz wojskowych i policyjnych. Funkcję gubernatorów pełnili w Lublinie kolejno Friedrich Schmidtt (do lutego 1940 r.), Ernst Zörner (do kwietnia 1943 r.), gubernator warszawski Ludwig Fischer (przez krótki okres) i Richard Wendler (od kwietnia 1943 r. do końca okupacji).

W okupowanym Lublinie ludność żydowska poddawana była ciągłym represjom. Tak jak w całym Generalnym Gubernatorstwie Żydzi zostali zmuszeni do noszenia opasek z gwiazdą Dawida. Poza dzielnicą żydowską nie wolno im było korzystać ze środków transportu publicznego, zakładów usługowych, bibliotek i szpitali. Rozwiązane zostały szkoły, pozamykano synagogi, a wysokie kontrybucje i rekwizycje utrudniały działalność gospodarczą. Na ulicach miasta okupanci często dopuszczali się antysemickich ekscesów – głównie pobić, odbierania mienia osobistego i nieruchomości. Mieszkanka okupowanego miasta, Regina Winograd wspomina jedno z podobnych zajść:

„Pamiętam, gdy raz wracaliśmy. Mieliśmy ćwiartkę chleba w ręku i przed halą Niemcy złapali jakiegoś Żyda i strasznie go bili. Zebrali tam ludzi, żeby wszyscy stali dookoła i żeby wszyscy się patrzyli, jak oni jego biją. Wracaliśmy z tej piekarni i zatrzymaliśmy się przy hali, i wszyscy tam stali. Myśmy były dziećmi, więc nam nic nie powiedzieli i poszłyśmy dalej. Przyszłyśmy do domu i powiedziałyśmy rodzicom wszystko, co widziałyśmy, i byłyśmy strasznie poruszone. Wtedy mamusia powiedziała, że musimy coś zrobić, żeby uciec stąd. Ale dokąd można uciekać?”​

Żydzi, objęci od końca 1939 r. obowiązkiem pracy przymusowej, wykorzystywani byli również jako bezpłatna siła robocza do różnego rodzaju prac porządkowych, a nawet doraźnych prac dla indywidualnych osób. Jeszcze w 1939 r. utworzono w Lublinie pierwszy obóz pracy, mieszczący się przy ul. Lipowej 7, do którego skierowani zostali jeńcy – byli żołnierze Wojska Polskiego pochodzenia żydowskiego. W 1940 r. utworzona została w Lublinie, jako organ samorządowy dla ludności żydowskiej, Rada Żydowska (Judenrat) – w praktyce zmuszona głównie do realizacji zarządzeń porządkowych okupanta (jednocześnie z Judenratem powołano do życia Żydowską Służbę Porządkową). Przewodniczącym liczącej początkowo 24 członków Rady został inż. Henryk Bekker, jego zastępcami dr Marek Alten i Salomon Kestenberg. Dwaj ostatni mężczyźni, a w szczególności dr Alten (o którym krążyły w getcie niesprawdzone plotki, że pracuje dla gestapo) zostali przez mieszkańców getta zapamiętani jako osoby, które gorliwie współpracowały z władzami niemieckimi, wykraczające wręcz w owej współpracy poza nałożony na nich zakres obowiązków. Pochlebne opinie wyrażane były tylko na temat Bekkera. W następujący sposób członków Rady Żydowskiej opisuje Ida Gliksztajn, jedna z nielicznych ocalałych po wojnie spośród lubelskich Żydów:

„Członkowie Judenratu pozostali w przedwojennych mieszkaniach. Korzystali ze wszystkich przywilejów i ich nieprzystępność rosła z dnia na dzień. Dr Alten dla zwykłych śmiertelników nie był dostępny. Wiernie służył Niemcom. O Szlomie Kestenbergu opowiadano, że jakiś Żyd zatrzymał go na ulicy, aby dowiedzieć się czegoś. Na to Kestenberg odpowiedział: Czy śmiałbyś na ulicy podejść do lubelskiego wojewody? Pozostawił zdumionego Żyda nie pozwalając mu nawet skończyć pytania”.

Rola Lublina i Lubelszczyzny w polityce ludnościowej III Rzeszy nie była od początku sprecyzowana. Początkowo planowano wykorzystać region jako swojego rodzaju „rezerwat” dla Żydów, jako niechcianego elementu etnicznego. Plany te zostały jednak dość szybko (wiosna 1940) zarzucone. Mimo to, w lutym 1940 r. w ramach tego projektu w okolice Lublina deportowano 1200 Żydów niemieckich ze Szczecina i Pomorza. Osadzono ich głównie w podlubelskich Piaskach, Głusku i Bełżycach. Lubelszczyzna miała się stać bazą surowcową i rezerwuarem siły roboczej dla realizacji ekspansji i kolonizacji Wschodu po inwazji na ZSRS. Ludność Żydowska włączona została w „realizację zadań państwowo-politycznych”. Rozpoczęły się wysiedlenia Żydów i Polaków z terenów Wieniawy związane z planami budowy nowej dzielnicy niemieckiej. Liczba żydowskich mieszkańców Lublina powiększyła się w ciągu 1940 r. o kolejne kilka tysięcy w wyniku napływu uchodźców z zachodniej Polski i terenów wcielonych do Rzeszy, a także z Krakowa, stolicy Generalnego Gubernatorstwa, gdzie w tym czasie Niemcy radykalnie zmniejszali liczbę ludności żydowskiej. Dlatego też w wyniku fali przymusowych wysiedleń do małych miasteczek zorganizowanych przez władze dystryktu w marcu 1941 r. zmniejszono ją do 34 000.

24 marca 1941 r. w specjalnym zarządzeniu gubernator dystryktu lubelskiego, Zörner poinformował mieszkańców miasta o utworzeniu getta żydowskiego w Lublinie.

„Ze względu na dobro publiczne zostaje z natychmiastową mocą utworzona w Lublinie zamknięta żydowska dzielnica mieszkaniowa (getto), celem przeprowadzenia tegoż zarządzam:

1. Granice getta w Lublinie są wyznaczone następującymi ulicami: od rogu Kowalskiej poprzez Kowalską, Krawiecką wzdłuż bloku domów zaznaczonych na planie, przecinając wolne pole Siennej do Kalinowszczyzny aż do rogu Franciszkańskiej, Franciszkańską poprzez Unicką aż do rogu Lubartowskiej, Lubartowską aż do rogu Kowalskiej. Domy użyteczności publicznej i inne domy zajęte przez urzędy i formacje oraz kościoły nie objęte są tym rozporządzeniem.
2. W tej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej winni zamieszkać wszyscy w Lublinie osiadli Żydzi. Poza gettem jest Żydom stały pobyt wzbroniony”.

Na terenie getta znalazły się również kamienice przy ulicy Grodzkiej oraz Rybnej o numerach nieparzystych jako siedziby Judenratu, policji żydowskiej i ochronki dla dzieci. Polscy mieszkańcy sąsiadujących z nimi domów Starego Miasta zostali z nich wysiedleni.

Od samego początku jego utworzenia getto lubelskie było znacznie przeludnione, co wpływało na tragiczny stan warunków sanitarnych i bytowych. Stale panował głód i choroby, ciągle obecne było zagrożenie powracającymi epidemiami tyfusu. Większość mieszkańców dzielnicy żydowskiej pozbawiona była możliwości pracy zarobkowej. Przez cały 1941 r., dzielnica pozostała jednak gettem otwartym, o rosnącej (głównie w wyniku powrotu wcześniej wysiedlonych z Lublina Żydów) liczbie mieszkańców. O stałym napływie ludności do przeludnionej dzielnicy pisze również Ida Gliksztajn:

„Lublin nie miał zamkniętego getta, ale swoboda ruchów była z dnia na dzień coraz bardziej ograniczona. Nie wolno było używać Żydom żadnych środków komunikacyjnych, nie wolno było wydalić się z miasta. Koło, które wokół nas zakreślano, stawało się coraz ciaśniejsze. Głód wypędzał ludzi z getta warszawskiego, obdarci, wynędzniali z narażeniem życia przybywali nie wiadomo jakim cudem do Lublina, który cieszył się jeszcze sławą sytego miasta. W getcie spotykało się co krok leżące na ulicy wyschłe szkielety ludzi, byli tak nędzni, że zgroza ogarniała na ich widok”.

W lutym 1942 r. getto zostało ogrodzone i podzielone na dwie części – mniejszą, przeznaczoną dla pracujących w przedsiębiorstwach i administracji niemieckiej Żydów wraz z rodzinami (w tym pracowników Judenratu), zwaną „gettem B” oraz większą, pozostałą część dzielnicy żydowskiej, zwaną „gettem A”. „Getto B” obejmowało teren ograniczony ulicami Grodzką do Rybnej, stamtąd do Krawieckiej, Krawiecką do rogu z Podwalem i stamtąd z powrotem do Grodzkiej. Można je było opuszczać tylko w określonych godzinach przez wyznaczone bramy. Przemieszczanie się z oddzielonej części A do B i odwrotnie wymagało posiadania specjalnej przepustki. Podział dzielnicy żydowskiej, a przede wszystkim oddzielenie jej przydatnych, „produktywnych” mieszkańców, chronionych czasowo przed deportacją było wstępem do likwidacji getta.

W nocy z 16 na 17 marca 1942 r. ulica Lubartowska została oświetlona lampami i reflektorami. SS-mani i ukraińscy żołnierze formacji pomocniczych SS wyciągali z kamienic ich mieszkańców, na miejscu zabijając protestujących, starszych, chorych oraz małe dzieci. Zebraną grupę około 1500 osób popędzono w kierunku synagogi Maharszala ulokowanej u stóp lubelskiego zamku. Po nocy spędzonej w synagodze ludzie ci zmuszeni zostali do przejścia na rampę kolejową w pobliżu rzeźni miejskiej (obecna ul. Turystyczna). Stamtąd w zamkniętych wagonach kolejowych wywiezieni zostali w kierunku Tomaszowa Lubelskiego, jako pierwszy transport do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Bełżcu. W ten sposób, początek likwidacji lubelskiego getta rozpoczął realizację operacji znanej jako Akcja Reinhard.

Już wcześniej jednak Lublin stał się miejscem szczególnym dla realizacji niemieckich planów zagłady Żydów. To tutaj, znajdował się główny sztab operacji, mieszczący się w Koszarach im Juliusa Schrecka – dawnym Gimnazjum im. Stefana Batorego (dzisiejsze Collegium Iuridicum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przy ul. Spokojnej 1) – a także jej centralne magazyny, w których składowano i segregowano mienie zagrabione Żydom (ul. Chopina 27 – dzisiejsza biblioteka KUL). Również w Lublinie (róg dzisiejszych ulic Wieniawskiej i Czystej) rezydował bezpośrednio odpowiedzialny za organizację i przeprowadzenie Akcji Reinhard Odilo Globocnik, dowódca policji i SS w dystrykcie lubelskim (prywatna willa Globocnika znajdowała się przy ul. Bocznej Lubomelskiej).

W czasie gdy w lubelskim getcie trwały już wysiedlenia, Hermann Worthoff, odpowiedzialny w lokalnym gestapo za sprawy żydowskie, zwołał prezydium lokalnej Rady Żydowskiej, któremu podyktował „zarządzenie w kwestii wysiedlenia”. Jego treść, informująca o planowanych wysiedleniach Żydów z getta na Podzamczu „do pracy na Wschód”, została odczytana na posiedzeniu Judenratu 17 marca, a następnie w formie plakatów rozwieszona na ulicach getta. W tym samym czasie pierwszy transport z lubelskimi Żydami był już w drodze do Bełżca. W czasie akcji deportacyjnej Rada Żydowska zwoływana była tylko kilka razy i to na wyraźny rozkaz oficerów SS nadzorujących wysiedlenia.

Logistykę deportacji do obozów zagłady nadzorował bezpośrednio zastępca Odilo Globocnika, SS-Hauptsturmführer Hermann Höfle. W sporządzonej po rozmowie z Höflem notatce służbowej Reutera, pracownika urzędu gubernatora dystryktu lubelskiego zachowały się szczegóły dotyczące organizacji owych transportów:

„Byłoby rzeczą właściwą przybywające do dystryktu lubelskiego transporty Żydów dzielić już na stacji odjazdowej na zdolnych i niezdolnych do pracy. Jeśli dokonanie tego podziału na stacji odjazdowej jest niemożliwe, należałoby ewentualnie przejść na rozdzielanie według powyższej zasady transportów w Lublinie. Wszyscy niezdolni do pracy Żydzi mają być przewożeni do Bełżca, najdalszej stacji granicznej powiatu Zamość […] Na zakończenie oświadczył on [Höfle], że mógłby przyjmować dziennie 4-5 transportów po 1000 Żydów, skierowanych do stacji Bełżec. Żydzi ci, przekroczywszy granicę, nigdy już nie wrócą do Generalnej Guberni”.

Pierwszy etap akcji deportacyjnej obejmującej uznanych za niepracujących Żydów z lubelskiego getta trwał bez przerwy do 26 marca 1942 roku. W tym czasie, po odbywających się głównie nocami selekcjach deportowano ponad 18 000 osób. Wiesława Majczakowa w następujący sposób wspomina okres likwidacji getta:

„Pod oknami naszego domu prowadzono Żydów na rampę do rzeźni. To się zaczynało około 10,11 wieczór. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zaczyna iść ten pochód ponieważ zaczynały się krzyki, strzały, i w uszach do dzisiejszego dnia dźwięczy mi taki szum. Szum, bo to trudno nazwać inaczej. To był szum tych szurających po bruku nóg i dźwięku rozmów, brzęczenia jak gdyby. No i naturalnie krzyków, i naturalnie strzałów. Na ogół wczesnym rankiem, po takiej nocy, to było prawie noc w noc - jeździł taki wóz i zbierano tych którzy nie żyli. A któregoś dnia gdy szłam do szkoły, szkoły mieściła się w drewnianym budyneczku, stoi zresztą do dzisiaj, naprzeciwko ulicy Siennej, gdzie się kończy kirkut. I też będę tą cyfrę pamiętała do końca życia. Spotkałam 11 zwłok, jako dziecko po prostu liczyłam. Szłam do szkoły i liczyłam. A na wprost wejścia do naszego domu leżała na trotuarze dziewczynka, może moja rówieśnica, miałam wtedy 11 lat. Normalnie zwłoki były zakrwawione, a na niej nie było nic. Nie było śladu krwi. Pamiętam ją taką leżącą na ulicy, zwiniętą w kłębek, więc nie wiem do dzisiaj jak zmarła. Przeważnie to byli ludzi starzy. Ten obraz będzie mnie prześladował do końca życia”.

Wielu Żydów zostało zastrzelonych w getcie lub w czasie masowych egzekucji. W ten sposób zamordowano sieroty z ochronki znajdującej się przy ul. Grodzkiej, które wraz z 3 wychowawczyniami rozstrzelane zostały na łąkach w dzielnicy Tatary. Podobny los spotkał pacjentów Szpitala Żydowskiego (ul. Lubartowska) i szpitala epidemicznego. Po kilkudniowej przerwie w wysiedleniach, 31 marca rozpoczęła się ich kolejna fala, obejmująca również osoby uznane dotychczas za uprzywilejowane. Od 1 kwietnia przed deportacją chroniło jedynie posiadanie tzw. J-Ausweisu, dokumentu poświadczającego przydatność do pracy, który otrzymało około 4200 osób. Wielu mieszkańców getta nieposiadających takiego dokumentu próbowało ukrywać się w piwnicach i budowanych naprędce schronach i kryjówkach.

Bilans trwających do połowy kwietnia wysiedleń z Podzamcza i Starego Miasta to ok. 26 tysięcy osób wywiezionych do obozu zagłady w Bełżcu i około 1500 osób rozstrzelanych w czasie trwania akcji. Dnia 16 kwietnia zarządzeniem Ernsta Zörnera utworzone zostało dla pozostałych przy życiu kilku tysięcy lubelskich Żydów nowe, „wzorcowe” getto na Majdanie Tatarskim, w rejonie dzisiejszych ulic: Rozdroże, Pogodnej, Krańcowej i Rudlickiego.

Wkrótce po przesiedleniu Żydów do nowej dzielnicy, władze SS zorganizowały spis ludności getta, mający ustalić liczbę Żydów przebywających tam bez zezwolenia. Wybrane osoby, przede wszystkim kobiety i dzieci, zostały przepędzone do obozu na Majdanku. Po kolejnej selekcji pozostawiono tam niewielką liczbę zdolnych do pracy mężczyzn, zaś resztę grupy wywieziono do znajdującego się przy drodze Lublin-Zamość lasu krępieckiego, gdzie zostali oni rozstrzelani. 

Mimo zapewnień władz okupacyjnych, że nowe getto w Lublinie będzie miejscem, w którym przebywający legalnie Żydzi będą mogli w spokoju żyć i pracować, szybko okazało się, że również jego mieszkańcy nie są wolni od prześladowań. W dniach 2 września i 25 października przeprowadzono kolejne selekcje, w wyniku których deportowano do getta w Piaskach i niemieckiego nazistowskiego obozu na Majdanku kolejne grupy Żydów, w tym również część pracowników Judenratu. 9 listopada 1942 r. przystąpiono do ostatecznej likwidacji getta na Majdanie Tatarskim. Pozostałych przy życiu mieszkańców, w liczbie ok. 3000, przeniesiono na Majdanek. Tam po przeprowadzonych selekcjach uśmiercono w komorach gazowych osoby starsze, chore i niezdolne do pracy. Teren opustoszałego getta po uprzednim rabunku podpalono.

Po likwidacji dzielnicy żydowskiej na Majdanie Tatarskim z ponad 30 tysięcznej społeczności żydowskiej miasta ocaleli jedynie nieliczni, ukrywający się zbiegowie. „Od razu po rozpoczęciu się likwidacji polowano w mieście na Żydów. Wiele osób uciekło z getta bez żadnego planu, bez żadnych widoków ocalenia. Kręcili się oni po ulicach Lublina, otępiali z rozpaczy, zaniedbani i brudni. Niemcy wyławiali ich łatwo i odprowadzali na Majdanek”, wspomina Ida Gliksztajn.

Oprócz Majdanka, resztka lubelskich Żydów przebywała również w obozach przy ulicy Lipowej i tzw. Flugplatzu – terenie byłych zakładów lotniczych przy ulicy Wrońskiej. Większość z nich zginęła jednak w czasie realizacji ostatniego etapu Akcji Reinhard, operacji o kryptonimie Erntefest 3 listopada 1943 roku.

Powyższy tekst publikujemy dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „Studnia Pamięci”.

 

Print