Marek Edelman został zapamiętany jako jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim, ceniony kardiolog i opozycjonista. Coraz rzadziej przypomina się jego zaangażowanie w sprawy społeczne: interwencje humanitarne w czasie wojen na Bałkanach i w Czeczenii; obronę kubańskich opozycjonistów skazywanych przez sądy kapturowe oraz Romów w Polsce i Czechach; reagowanie na przejawy antysemityzmu, na prześladowania nosicieli wirusa HIV. Do końca życia zajmował stanowisko w ważnych społecznie sprawach, występując na konferencjach, podejmując trudne tematy w czasie wystąpień publicznych i wywiadów, podpisując się pod apelami oraz pisząc kolejne listy, w których wstawiał się za prześladowanymi.

Ze szczególną uwagą Edelman śledził doniesienia medialne dotyczące wojen w byłej Jugosławii i w Czeczenii. Wieści o bombardowaniach, wysiedleniach, uprowadzeniach, obozach koncentracyjnych, mordach i gwałtach na ludności cywilnej zmobilizowały go do nagłaśniania obserwowanych spraw i apeli o zbrojną interwencję NATO. Powtarzał:

„Byłem świadkiem ludobójstwa i byłem ścigany przez ludobójców. Wiem, co to znaczy”.

Już w styczniu 1993 roku, jeszcze przed masowymi mordami bośniackich muzułmanów, podpisał apel do przywódców państw zachodnich i organizacji międzynarodowych w sprawie zakończenia konfliktu i ratowania prześladowanych. Niebawem, 31 lipca tego samego roku, ponadsiedemdziesięcioletni Edelman dołączył do akcji „Pokój teraz” i wraz z innymi ochotnikami ruszył do Sarajewa. Warunkiem uczestnictwa w konwoju było zabranie dla siebie prowiantu i śpiwora (spano na gołej ziemi), zapasu wody na pięć dni oraz 15 kg suchej żywności dla potrzebujących. Choć z powodu nasilonych walk w okolicy miasta ostatecznie nie udało się do niego dotrzeć, z jeszcze większym zaangażowaniem uczestniczył w kolejnych inicjatywach mających na celu zakończenie prześladowań bośniackich muzułmanów.

Słowa Marka Edelmana były niewygodne. Gdy 14 grudnia 1994 r., w obliczu zbliżającej się trzeciej rocznicy oblężenia stolicy Bośni, przemawiał w Parlamencie Europejskim na sesji „1000 dni Sarajewa”, swoje wystąpienie zatytułował „Z Auschwitz do Sarajewa, czyli o nikczemności Zachodu”. Krajom zachodnim wytykał bierność, obojętność na cierpienia tysięcy ludzi; decyzje przywódców NATO porównywał do postawy aliantów wobec zagłady Żydów kilkadziesiąt lat wcześniej. O Europie zachodniej mówił, że „wzniosła nowy mur dzielący ludzi, sama zamknęła się w getcie dla bogatych”. Parlamentarzystom niemieckim, którzy przez wzgląd na wydarzenia z przeszłości byli niechętni interwencjom zbrojnym, odpowiedział ostro: „To bzdura. Z tego powodu, że niemieckie SS było bydlakami w czasie wojny, Niemcy mają dziś obowiązek interweniować”.

Bez oporów kierował swoje słowa do osób mających wpływ na politykę międzynarodową: prezydentów, premierów, kanclerzy, ministrów. W dzienniku „New York Times” 21 kwietnia 1999 r. opublikowano jego list otwarty w sprawie kontynuowania nalotów lotniczych i wprowadzenia wojsk do Kosowa. Apel wystosowany do przywódców państw i sekretarza generalnego NATO był cytowany kilka dni później przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Billa Clintona, uzasadniającego konieczność interwencji zbrojnej w tej części świata. W czasie, gdy media relacjonowały zdarzenie, Edelman pisał już kolejny list, z równie dosadnym apelem:

„Występuję w imieniu trzech milionów wysiedlonych polskich Żydów, z których połowa zginęła z nędzy, z głodu i chorób, a reszta w komorach gazowych. Mam do tego prawo, bo byłem jednym z nich. Wysiedlenie to śmierć. Dziś w Kosowie przeprowadzane są takie same wysiedlenia, jakie widzieliśmy w latach czterdziestych na ziemi polskiej. (…) Nie trzeba się bać. Trzeba więcej sumienia i więcej odwagi. Dlatego zwracam się do Pana, Panie Prezydencie, o szybkie posłanie wojsk lądowych do Kosowa”.

Przestrzegał przed wstrzymywaniem się od zdecydowanych reakcji na toczące się konflikty na świecie, uzasadniając, że to „krótkowzroczne i samobójcze”. Argumentował, że tlące się wojny nieuchronnie prowadzą do destabilizacji regionów oraz zachęcają do inicjowania kolejnych wojen. Kryzys ekonomiczny i humanitarny w jednym miejscu – tłumaczył – prędzej czy później będzie miał wpływ na resztę świata: „mur chroniący bogatych nie ostoi się długo, gdyż głód nie zna i nie respektuje granic, ani żadnych przeszkód: miliony głodnych ludzi przenikną przez najmniejszą szczelinę”.

Mówił bez ogródek:

„Bitemu obojętne jest, kto udziela pomocy”, „Jeśli prawo zezwala na to, by umierali ludzie, to takie prawo jest nieludzkie, złe i trzeba je zmienić”, „Skoro każdy ma prawo oczekiwać pomocy, to istnieje prawo osądzania tych, którzy pomocy nie udzielili”.

Wzywał do czujności na potrzeby drugiego człowieka i reagowania, gdy dzieje mu się krzywda. Uzasadniał: „Najłatwiej od potworności odwrócić głowę. Ale to nie pomaga, i tak pozostajesz świadkiem. Oswajasz się ze zbrodnią i chociaż nie bierzesz w niej udziału, jeśli nie protestujesz, zmieniasz się, stajesz się innym człowiekiem, który udaje, że nic się nie zdarzyło”. „Jak się przyglądasz złu i odwracasz głowę albo nie pomagasz, kiedy możesz pomóc, to stajesz się współodpowiedzialny. Bo twoje odwrócenie głowy pomaga tym, którzy dopuszczają się zła”.

Cenił bezpośredniość. W swoim niewielkim mieszkaniu w 1998 r. gościł Vaclava Havla, ówczesnego prezydenta Czech i legendę czechosłowackiej opozycji demokratycznej („Havel? Sam chciał tu przyjechać. Na początku proponowali, żebym z nim poszedł na jakąś oficjałkę, ale powiedziałem – jak chce, niech przyjedzie do mnie do domu”). Kilka lat później, w mieszkaniu Jacka Kuronia, spierał się z Dalajlamą na temat sensu stawiania oporu bez użycia przemocy. Nie przekonał go, choć bardzo się starał.

Niezależnie od okoliczności, do końca życia opowiadał nie tylko o tym, co sam przeżył, ale też o doświadczeniach tych, którzy tu i teraz są w potrzebie. Jeden z wywiadów w latach 90., którego oś stanowić miały wspomnienia z powstania w getcie warszawskim, zakończył znacząco:

„Wszystko możesz skreślić, ale zostaw o Bronisławie Kajszczaku z Łomianek, który woził nam do zagajnika jedzenie (…). I o Jugosławii. Bo ja to wszystko opowiadam tylko dlatego, żeby przy okazji powiedzieć o Jugosławii”.

 

Bibliografia:

  • Bereś W., Burnetko K., Marek Edelman. Życie. Do końca, Warszawa 2013.
  • Edelman M., Bereś W., Burnetko K. (red.), Marek Edelman: Bóg śpi, Warszawa 2020.
  • Edelman M., Sawicka P., Burnetko K. (red.), Prosto się mówi, jak się wie, Warszawa 2013.

 

Drukuj