Przedwojenny Bełżec był typową galicyjską miejscowość, gdzie obok siebie żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. W okresie międzywojennym Bełżec znajdował się w powiecie rawskim w województwie lwowskim, a po wybuchu II wojny światowej na terenie Kreishauptmannschaft Zamosc.

Podział polskich ziem przez III Rzeszę i ZSRR przesądził o losie tej niewielkiej miejscowości. Bełżec od jesieni 1939 r. był przygraniczną miejscowością w niemieckiej strefie okupacyjnej. W wyniku strategicznego położenia Komando Budowlane SS utworzyło obóz pracy w Bełżcu. Obóz funkcjonował od wiosny do jesieni 1940 roku. Należał do typu obozów fortyfikacyjnych, zakładanych m.in. w celu zabezpieczenia granicy ze Związkiem Sowieckim. W ciągu krótkiego istnienia obóz w Bełżcu pełnił funkcje obozu przejściowego, przymusowej pracy i karnego. W obozie bełżeckim i jego podobozach uwięziono ponad 11 tys. osób. Jako pierwszych przywieziono do Bełżca pod koniec maja 1940 r. 1140 Sinti, deportowanych z III Rzeszy. Znaleźli się tu również polscy Romowie, ale ich liczba jest trudna do ustalenia. Obok Romów i Sinti osadzono tu Żydów, którzy jednocześnie stanowili największą grupę uwięzionych. Wśród więźniów byli również polscy chłopi odbywających karę za nieoddanie kontyngentu lub nielegalny handel czarnorynkowy. Komendantem obozu był SS-Sturmbannführer Hermann Dolp.

Możemy założyć, że funkcjonowanie obozu pracy w 1940 r. miało przełożenie na decyzję o wyborze miejsca pod pierwszy z obozów „Akcji Reinhardt”. Najprawdopodobniej byli członkowie załogi obozu pracy Richard Thomalla i Georg Michalsen zaproponowali tą lokalizację szefowi SS i policji w dystrykcie lubelskim Odilo Globocnikowi. Obydwaj oficerowie byli włączeni do sztabu „Akcji Reinhardt”.

Bełżec, po ataku Niemiec na Rosję Sowiecką w czerwcu 1941 r. i włączeniu 1 sierpnia 1941 r. dystryktu galicyjskiego do Generalnego Gubernatorstwa, znalazł się na styku trzech dystryktów – lubelskiego, krakowskiego i galicyjskiego. Na tym obszarze mieszkało około 1 miliona Żydów. Na terenie dystryktu lubelskiego ludność żydowska stanowiła 10% ogółu populacji, w krakowskim 9%, a w galicyjskim – 14%. Dodatkowo licznie deportowano Żydów z Kraju Warty (Warthegau) oraz z III Rzeszy, Protektoratu Czech i Moraw oraz Słowacji w 1941 r. i w pierwszej połowie 1942 r. na teren dystryktu lubelskiego.

Kluczową rolę odegrała również logistyka deportacji. Przez Bełżec przebiegała linia kolejowa łącząca Warszawę ze Lwowem, a około 30 km od Bełżca znajdowała się stacja węzłowa w Rawie Ruskiej, która łączyła ten teren bezpośrednio z Krakowem.

Obóz zagłady usytuowano w odległości 1 km od centrum wsi Bełżec i 400–500 metrów od stacji kolejowej na wzniesieniu zwanym Kozielsko. Atutem tej lokalizacji była także bocznica kolejowa wybudowana przed I wojną światową przez Austriaków, którą wykorzystano na rampę obozową w 1942 roku.

Decyzję o budowie obozu zagłady w Bełżcu podjęto późnym latem lub na początku jesieni w 1941 roku. Nie zachował się żaden dokument świadczący o jednoznacznej decyzji. Nie mniej jednak pierwsza grupa SS przybyła do Bełżca pod koniec października 1941 roku.

Budowę obozu zagłady Niemcy rozpoczęli w dniu 1 listopada 1941 roku. Najprawdopodobniej prace trwały do przełomu lutego i marca 1942 roku. Obóz zajmował około 7 ha. Teren otoczono podwójnym płotem z drutem kolczastym. Dla zamaskowania wnętrza obozu wplatano w ogrodzenie ścięte drzewa iglaste. W każdym rogu znajdowały się wieżyczki strażnicze. Pierwszą grupą robotników byli mieszkańcy Bełżca i okolic w liczbie 20 osób. Konstruowali 3 obiekty bez świadomości ich przyszłego wykorzystania. W pracach budowlanych brali też udział byli jeńcy sowieccy z Trawnik. W dniu 23 grudnia 1941 r. miejscowych robotników zwolniono z pracy, a na ich miejsce przywieziono Żydów złapanych m.in. w pobliskiej Lubyczy Królewskiej. Ich liczyła oscylowała wokół 120–150 osób. Ta grupa dokończyła budowę obozu. W lutym bądź na początku marca 1942 r. zostali zamordowani podczas testowania komór gazowych. Obóz zagłady w Bełżcu był pierwszym ośrodkiem śmierci, gdzie Niemcy wybudowali i wykorzystali stacjonarne komory gazowe. Na początku do zabijania używano sprężonego w cylindrach dwutlenku węgla, ale ostatecznie do zabijania służyły spaliny produkowane przez motor wyciągnięty z sowieckiego czołgu.

Pierwszy transport do obozu zagłady w Bełżcu przybył w dniu 17 marca 1942 r. z getta w Lublinie, a po południu ze Lwowa. Od tego dnia po niemal połowę grudnia 1942 r. przybywały transporty. Liczba deportacji nie była równomierna. Wzmożenie akcji wysiedleńczej nastąpiło latem 1942 r. i było następstwem wydanego przez Heinricha Himmlera rozkazu zakończenia likwidacji gett w Generalnym Gubernatorstwie. W krótkiej historii funkcjonowania obozu możemy wyodrębnić dwie fazy: marzec – czerwiec oraz lipiec – grudzień. W ciągu kilku miesięcy do obozu w Bełżcu przybyło co najmniej 179 transportów, przy czym w pierwszym okresie 59, a w drugim 120.

Z reguły transporty przyjmowano tylko w porze dziennej. Pociągi, które przybyły późnym popołudniem bądź w nocy trzymano pod strażą na terenie stacji kolejowej.

W obozie Niemcy zamordowali ponad 430  tys. osób. Ofiarami byli głównie polscy Żydzi deportowani z trzech, wyżej wymienionych dystryktów oraz Żydzi niemieccy, austriaccy, czescy i słowaccy. Większość przywiezionych zginęła bez śladu, nie sporządzano bowiem list deportacyjnych. Oprócz Żydów życie w obozie straciła również stosunkowo niewielka grupa Romów oraz Polaków.

W okresie funkcjonowania obozu zagłady w Bełżcu w załodze SS służyło co najmniej 37 SS-manów – 35 Niemców i 2 Austriaków. Jednocześnie w obozie przebywało od 15–20 członków SS. Pierwszym komendantem był Christian Wirth, a od 1 sierpnia 1942 r. Gottlieb Hering. Wirth zorganizował obóz i udoskonalił mechanizm zagłady. Hering przebywał w obozie od kulminacyjnego okres funkcjonowania po jego likwidację. Przed wojną obaj komendanci pracowali w policji niemieckiej, a przed skierowaniem do Bełżca brali udział w akcji eutanazji pod kryptonimem T4.

Załogę obozową uzupełniali strażnicy rekrutujący się z jeńców sowieckich. Większości z nich była narodowości ukraińskiej. Wśród nich byli również volksdeutsche, etniczni Rosjanie oraz osoby o różnej narodowości z terenu ZSRR.

Całość prac fizycznych wykonywali wyselekcjonowani na rampie Żydzi. Początkowo zabijano więźniów po wykonaniu przypisanych im zadań. Następnie decyzją pierwszego komendanta zorganizowano stałe grupy robocze. Liczba więźniów żydowskich oscylowała wokół 500 osób.

Obóz był podzielony na dwie części. W obozie dolnym (Obóz I) przyjmowano ofiary a w obozie górnym (Obóz II) dokonywano mordu. Część dolna od górnej była odgrodzona płotem z drzewami iglastymi. Do komór prowadziło specjalne przejście zwane „śluzą” („schlauch”, „schleuse”). Początkowo w obozie znajdowały się 3 drewniane baraki tj. rozbieralna dla mężczyzn i kobiet oraz komora z trzema pomieszczeniami do zabijania. W pomieszczaniu dla kobiet golono im także włosy. Do przebudowy obozu doszło na przełomie czerwca i lipca 1942 roku. Wówczas to wybudowano murowaną komorę gazową z sześcioma pomieszczeniami do zabijania oraz rozbudowano rampę obozową. Wiosną 1942 r. jednorazowo mogło wjechać 8–10 wagonów do obozu, a od lata do 20 wagonów. W trakcie funkcjonowania obozu wybudowano również m.in. baraki dla więźniów żydowskich, warsztaty szewskie, ślusarskie i krawieckie, pralnię oraz baraki dla strażników. Komendantura obozu, garnizon SS oraz magazyny na zrabowane mienie żydowskiej znajdowały się poza obrębem obozu, w budynkach należący do kolei bełżeckiej.            

Wypracowany mechanizm postępowania w obozie w Bełżcu był nastawiony na maksymalną szybkość. Niemcom zależało na przeprowadzeniu procederu zabijania w jak najkrótszym czasie od wjazdu wagonów na rampę obozową do pogrzebania ciał w grobach masowych. Na jeden transport potrzebowali około 2–3 godzin. Po zamordowaniu wyrywano ofiarom złote zęby i sprawdzano każdy ludzki otwór ciała w celu poszukiwania kosztowności. Chorych, niepełnosprawnych, małe dzieci czy osoby nawołujące do buntu zabijano z broni nad grobem zwanym „Lazaret”.

Przez pierwsze tygodnie ciała ofiar grzebano w grobach masowych. W jednym grobie na głębokości 4-5 metrów układano kilka warstw ludzkich zwłok. Proces gnilny przebiegał jednak w przyśpieszonym tempie co skutkowało fetorem i groźbą wybuchu epidemii. Dla zahamowania rozkładu posypywano ciała chlorkiem, a później polewano cementem. Następnie rozpoczęto palenie ciał po zmieszaniu z koksem, gdyż gazy gnilne powodowały pękanie cementowych pokryw. Ten sposób nie spełnił oczekiwań i ostatecznie do palenia zwłok przygotowano ruszty. Do ich budowy użyto szyn i podkładów kolejowych. Stosy płonęły całą dobę od jesieni 1942 do wiosny 1943 roku. Ich liczba oscylowała od 3 do 5.

Po zakończeniu eksterminacji ludności żydowskiej Niemcy przystąpili do likwidacji obozu. Ostatecznie do lata 1943 r. zniszczono budynki oraz wyposażenie obozowe, a teren został splantowany i zalesiony. Po zatarciu śladów funkcjonowania obozu ostatnią grupę więźniów w liczbie około 300 deportowano dnia 26 czerwca 1943 r. do obozu zagłady w Sobiborze. Po przybyciu na miejsce wszczęli bunt na rampie obozowej, w konsekwencji czego ich rozstrzelano.

W niemieckich założeniach wszyscy deportowani do obozu zagłady w Beżcu mieli zginąć. Po wojnie tylko dwóch byłych więźniów złożyło pisemne relacje. Byli to Rudolf Reder (ur. 1881 r.) i Chaim Hirszman (ur. 1912 r.). Reder został deportowany w okresie „Akcji Sierpniowej” ze Lwowa, a Hirszman z żoną i półtorarocznym synem w listopadzie 1942 r. z Zaklikowa. Reder  uciekł w listopadzie 1942 r., gdy pięciu członków niemieckiej załogi zabrało go do Lwowa m.in. po zakup blachy. Chaim Hirszman, z kolei uciekł z pociągu jadącego z Bełżca do obozu w Sobiborze w czerwcu 1943 roku.

W okresie powojennym teren dawnego obozu zagłady pozostawał długo zaniedbany. W 1963 r. władze komunistyczne wzniosły na tym terenie pierwsze pomnikowe upamiętnienie. Pomnik nie oddawał jednak historycznego znaczenia tego miejsca oraz nie chronił istniejących masowych grobów. Charakteryzowała go również mało wymowna estetyka i nieczytelna symbolika. Pomnik miał kształt prostopadłościanu z krótkim napisem „Pamięci ofiar hitlerowskiego terroru zamordowanych w latach 1942-1943” i rzeźbą dwóch postaci. Na całość upamiętnienia składały się cztery postumenty ustawione wzdłuż utwardzonej alei, sześć betonowych zniczy, tablica informacyjna i tablica pamiątkowa.

Wiele osób nie mogło zaakceptować braku godnego upamiętnia ofiar. Wśród nich był Miles Lerman, który w 1987 r. jako przewodniczący Rady Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie rozpoczął rozmowy z władzami komunistycznej Polski o budowie nowego pomnika. Współpraca Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, Komitetu Żydów Amerykańskich oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zaowocowała powołaniem Muzeum – Miejsca Pamięci w Bełżcu, które uroczyście otwarto w dniu 3 czerwca 2004 roku. Nowo powołana instytucja stała się oddziałem Państwowego Muzeum na Majdanku. Przed rozpoczęciem prac budowlanych, w latach 1997–2000 na terenie byłego obozu zagłady przeprowadzono badania archeologiczne pod kierownictwem prof. Andrzeja Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W trakcie badan zlokalizowano 33 masowe groby, odkryto fundamenty po kilku obozowych budynkach oraz liczne przedmioty należące do ofiar.

Drugie założenie pomnikowo-muzealne autorstwa Andrzeja Sołygi, Zbigniewa Pidka i Marcina Roszczyka przybrało postać unikatowej, narracyjnej formy, zmieniając krajobrazowo i architektonicznie teren zbrodni. Najważniejszą część pomnika, chroniąca prochy i szczątki ludzi przykryto żużlem hutniczym, symbolizującym proces spalania ciał i mającym sprawiać wrażenie świeżo zaoranej ziemi, gdzie nic nie urośnie by zakryć miejsce zbrodni. Główną część pomnika z masowymi grobami przecina Droga – Szczelina prowadząca do Niszy – Ohel, zakończona symbolicznie granitową ścianą z umieszczonym fragmentem pochodzącym z księgi Hioba: „Ziemio nie kryj mej krwi, iżby krzyk mój nie ustawał”. Na przeciwstawnej ścianie wykonano dwa zagłębienia, gdzie wyryto 120 najpopularniejszych imion, występujących wśród społeczności żydowskiej przed II wojną światową, odwołując się do idei, że każda ofiara ma swoje imię. Całość terenu z masowymi grobami otoczono betonowym obejściem, na którym umieszczono nazwy miejscowości, z których deportowano ofiary. Przy wejściu na teren upamiętnienia usytuowano symboliczną rampę, którą z jednej strony zamyka konstrukcja ułożona z oryginalnych podkładów kolejowych, symbolizująca wagon deportacyjny oraz stos spaleniskowy. Po drugiej stronie znajduje się budynek Muzeum zaprojektowany w kształcie zastygniętego w betonie pociągu. Wewnątrz niego mieści się stała ekspozycja przedstawiająca historię obozu oraz Sala Kontemplacji – zaciemnione pomieszczenie z wymowną akustyką, służące do modlitwy, medytacji i zadumy nad ludzką naturą.

dr Ewa Koper

Drukuj