Podczas II wojny światowej w budynkach dawnych zakładów lotniczych „Plage & Laśkiewicz” i ośrodku szkoleniowym pilotów polskiej armii przy ul. Wrońskiej, Niemcy utworzyli obóz pracy przymusowej, zwany „Obozem na Flugplatzu”. Początkowo, w lipcu 1940 r., w kilku małych warsztatach zatrudniono około 150 żydowskich robotników. Z czasem obóz rozszerzono. W fabrykach m.in. szkła, szczotek, obuwia pracowało około 2000 osób pochodzenia żydowskiego. Służbę wartowniczą pełnili Ukraińcy, przeszkoleni w ośrodku w Trawnikach. W 1942 r. placówka została oficjalnie podporządkowana administracji obozu koncentracyjnego na Majdanku.

Oprócz katorżniczej pracy, więźniowie byli poddawani rozlicznym szykanom. Zmuszano ich do bezsensownych prac, polegających na przykład na przenoszeniu kamieni z miejsca na miejsce. Na porządku dziennym było dotkliwe bicie. Brak było odpowiedniej infrastruktury sanitarnej, szerzyły się choroby. Racje żywnościowe nie zaspokajały podstawowych potrzeb. Wszystko to powodowało wysoką śmiertelność. Słabi, wycieńczeni robotnicy byli wysyłani do obozu na Majdanku i tam zabijani. W drugiej połowie 1942 r., w związku ze zmianą kierownictwa obozu, warunki socjalne uległy niewielkiej poprawie. Miało to służyć przede wszystkim zwiększeniu wydajności więźniów.

Na terenie obozu znajdowała się komora gazowa, używana do dezynfekcji odzieży. Według ustaleń Roberta Kuwałka, pracownika Muzeum na Majdanku, znany jest co najmniej jeden przypadek zagazowania w niej grupy ludzi. Wiesław Dobrowolski w książce Pięć lat na muszce. Wspomnienia więźnia Majdanka tak opisał gazowanie więźniów:

„Co dwa tygodnie, a czasami nawet co tydzień, przyjeżdżała cała ekipa esesmanów z Majdanka, aby urządzić selekcję więźniów. [...] Ustawiano nas na asfaltowej drodze, a na jej końcu przy bramie głównej stawało w odległości stu pięćdziesięciu metrów grono esesmanów, którzy dokonywali selekcji. Na dany znak trzech–czterech więźniów musiało biec w ich kierunku. Kto jako tako się poruszał, kierowany był na prawo od esesmanów, a kogo nogi źle niosły, ten kierowany był na lewą stronę. Zawsze zebrało się kilkudziesięciu wybrakowanych więźniów i tych pod silną eskortą odstawiano do piątego baraku. Był to tak zwany gaz-barak, służący do dezynfekcji futer. W tym samym baraku po każdej selekcji gazowano więźniów. Byłem świadkiem jak do gazu zakwalifikowano Wolanowa, znanego kiedyś w całej Warszawie właściciela najpopularniejszego kantoru sprzedaży losów loterii państwowej. Z baraku rozlegały się przeraźliwe krzyki i jęki, gdy zapędzono do gazu Wolanowa. Doszły one do uszu jego siedemnastoletniego syna, stojącego pod budynkiem. Biedny chłopiec nie mógł opanować niekończących się spazmów”[1.1].

Największy rozwój obozu przypadł na okres trwania tzw. Akcji Reinhardt. Obóz stał się wówczas miejscem sortowania mienia osób zamordowanych w obozach zagłady. Przywożona tu wagonami odzież i inne przedmioty były przeglądane przez więźniów. Ich zadaniem było także wyszukiwanie ukrytego złota, pieniędzy, cennych zbiorów filatelistycznych i innych kosztowności. Posegregowaną odzież wywożono do Rzeszy.

Obóz funkcjonował do jesieni 1943 roku. W dniu 2 listopada 1943 r. większość żydowskich więźniów została wyprowadzona na Majdanek i tam – w ramach Akcji Erntefest – rozstrzelana. Przy ul. Wrońskiej zostały magazyny pełne odzieży. Do jej sortowania Niemcy wykorzystywali polskich robotników.

Obecnie teren byłego obozu zajęty jest przez różne przedsiębiorstwa. Z dawnych zabudowań pozostały jedynie hangary oraz jeden z budynków. Komora gazowa została zburzona kilka lat temu.

Drukuj
Przypisy
  • [1.1] Cyt. za: Dobrowolski W., Pięć lat na muszce. Wspomnienia więźnia Majdanka, Lublin 1994.