Co roku jezioro Rusałka odwiedza tysiące poznaniaków – kapią się, korzystają z wypożyczalni sprzętu wodnego, smażalni ryb, punktu z lodami. Roześmiane dzieci bawią się na placu zabaw, a starsi korzystają z plenerowej siłowni. Mimo swojej radosnej teraźniejszości, poznańskie jezioro skrywa tragiczną przeszłość.

Budowa jeziora Rusałka (niem. Elsensee) ruszyła w maju 1941 roku. Trwała 16 miesięcy. Wówczas tereny te znajdowały się pod okupacją niemiecką, a ówczesne miasto Posen miało zamienić się w modelowe miasto germańskie. Jezioro miało powstać w wyniku spiętrzenia wód Bogdanki, a jego plany były gotowe już w listopadzie 1939 roku. Do morderczej pracy przy nowo powstającym akwenie zmuszeni zostali Żydzi i Polacy.

W celu umocnienia brzegów wykorzystywano fragmenty nagrobków ze zlikwidowanych wcześniej cmentarzy. Jednym z nich był cmentarz żydowski przy ul. Głogowskiej. Cmentarze w kulturze żydowskiej to miejsca niezwykle ważne – zmarli czekają tam na przyjście Mesjasza. Nie wolno kremować czy przenosić ciał, nie wolno też ekshumować grobów. Umieszczenie macew na dnie jeziora, jest więc szczególnie bestialskie i bolesne z punktu widzenia tradycji żydowskiej i religii.

W maju 2019 r. Biuro Konserwatora Zabytków w Poznaniu otrzymało zgłoszenie o fragmencie nagrobka znajdującym się na brzegu jeziora Rusałka. W wyniku wizji lokalnej Miejski Konserwator Zabytków ustalił, że znalezione kamienne elementy to prawdopodobnie macewy. Jako pierwszy o interwencję zwrócił się radny Koalicji Obywatelskiej w Poznaniu Andrzej Rataj. Jak się okazało bezskutecznie, bo względy finansowe uniemożliwiły podjęcie działań w tym zakresie.

Gdy sprawa nabrała rozgłosu, w walkę o wydobycie nagrobków z jeziora zaangażowali się Maciej Krajewski ze Stowarzyszenia Łazęga Poznańska oraz Aleksander Przybylski, dziennikarz współpracujący ze Stowarzyszeniem Mieszkańców Abisynia. Wystosowali oni list do prezydenta, w którym zaoferowali znaczącą pomoc – zebranie wolontariuszy, którzy wydobyliby, oczyścili i przewieźli nagrobki. Jedyny warunek do spełnienia to obniżenie poziomu wody w jeziorze o 2 metry. Prezydent Jacek Jaśkowiak przychylił się do tego pomysłu zastrzegając, że nie uda się wyciągnąć wszystkich nagrobków.

„Nie przeniesiemy nagle jeziora w inne miejsce. Nie damy rady usunąć wszystkich elementów i doprowadzić do sytuacji, że żadna płyta nie będzie spoczywała w tym jeziorze. Ale to, co się da usunąć i wydobyć przy racjonalnych kosztach zostanie wydobyte” – zadeklarował.

Prezydent dodał także, że uratowane nagrobki staną w miejscu pamięci. W ubiegłym tygodniu rozpoczęły się rozmowy aktywistów z przedstawicielami Urzędu Miasta. Jak poinformował na stronie „Łazęga Poznańska” Maciej Krajewski, na spotkaniu ustalono, że nad jeziorem zostaną umieszczone tablice informacyjne z historią jego powstania, a miasto przeprowadzi prace rozpoznawcze mające na celu wydobycie części kamieni nagrobnych spoczywających najbliżej linii brzegowej. Jednocześnie rozpoczną się prace koncepcyjne nad formą upamiętnienia z wykorzystaniem wydobytych macew.

Drukuj