Podczas drugiej wojny światowej w dawnym carskim forcie w Pomiechówku naziści utworzyli podporządkowane Gestapo więzienie karno-śledcze, w dokumentach polskiego ruchu oporu określane jako "obóz śmierci". Przebywali w nim obywatele polscy - w tym także osoby pochodzenia żydowskiego - oraz Rosjanie, Ukraińcy i Węgrzy. Począwszy od marca 1941 roku do Pomiechówka masowo zwożono Żydów z miast północnego Mazowsza - między innymi z Nowego Dworu, Mławy, Ciechanowa, Sierpca, Zakroczymia i Raciąża.

Obóz mieścił się na terenie Fortu III. Więźniowie mieszkali w dziesięciu podziemnych celach, pozbawionych łóżek oraz jakichkolwiek urządzeń sanitarnych. Obóz był znany z wyjątkowego terroru. Więźniów bito, szczuto psami, torturowano, zabijano. Znane są przypadki topienia więźniów - w tym dzieci - w dole kloacznym. Kobiety były gwałcone. Michał Grynberg w książce zatytułowanej "Żydzi w rejencji ciechanowskiej" wzmiankuje osobę SS-mana Maksa Ringa, znanego z wyjątkowego okrucieństwa. Wobec przyjaciół Ring "chełpił się", że codziennie przed śniadaniem musi zabić dziesięciu Żydów. Podczas jednej z "zabaw", Maks Ring rozkazał obciąć piersi dwóm czternastoletnim dziewczynkom, a chłopcom pod karą śmierci zlizywać spływającą z nich krew. Do podobnych dramatów dochodziło w Pomiechówku każdego dnia. Na placu apelowym stała długa szubienica, na której jednorazowo wieszano kilkudziesięciu więźniów.

Niemcy w szczególnie okrutny sposób traktowali Żydów, którzy często nie otrzymywali w ogóle pożywienia. Przeciętna dzienna porcja chleba ważyła 60 gram. Głód i urągające jakimkolwiek standardom warunki sanitarne powodowały wysoką zachorowalność i śmiertelność. Wiele ofiar zebrała epidemia tyfusu.

Na porządku dziennym były doraźne egzekucje o mniejszej lub większej skali. Do więźniów strzelano z wież wartowniczych. W dawnej łaźni Niemcy urządzili salę tortur. Na przymocowanej pod sufitem szynie wieszali więźniów, w ich ciała wbijano gwoździe, przypalano ich ogniem. Na placu apelowym stała długa szubienica, na której jednorazowo wieszano kilkudziesięciu więźniów. Tylko w ciągu kilku dni września 1941 r. w Pomiechówku naziści zgładzili około dwóch i pół tysiąca osób. Co piątek Niemcy masowo palili ciała zamordowanych Żydów. Kobiety - zwłaszcza młode dziewczęta - gwałcono.

Michał Grynberg w opracowaniu "Obozy w rejencji ciechanowskiej" (Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 1/117, I-III 1981 r.) przytoczył fragmenty wspomnień żydowskich więźniów Pomiechówka:

Abram Blaszka z Nowego Dworu: "Głód zaczął dokuczać. Widoków na chleb nie było. Płacz dzieci upominających się o chleb dochodził z każdego kąta".

Rajza Końskowolska, lat 30, z Żuromina: "Kiedy rozpoczęły się bóle, milicjant Mejłoch zaprowadził mnie do specjalnego pokoju dla położnic, który tym się różnił od innych, że na asfalcie było wyłożone siano. Poród odbył się w ciemności. Kobieta Hinda z Nowego Dworu odebrała dziecko. Pomocy lekarskiej nie miała żadnej. Pierwszego dnia kucharze podali trzem położnicom jeden pieczony kartofel".

Icko Herckowicz z Płońska: "Kiedyśmy szli po wodę i pchaliśmy się po nią, strzelano do nas. Bez powodu, za śpiew strzelano do nas. Wyciągano nas na śmierć w nocy".

Chaskiel Rejbak, 20 lat, z Płońska: "Danzig Icek z Drobina został zabity, ponieważ miał złoto. Zadenuncjował go Mejłoch. Dancig Ita, trochę osłabiona tylko, została zabrana na górę. Kon Moszek, chory, zabrany na górę, nie wrócił".

Michałowicz Chuna, lat 16, z Płońska: "Co dzień łapano kogoś innego do grzebania, bo co dzień było kilkadziesiąt trupów".

Czarnoczapka Małka z Raciąża: "Hiller Pesa Ruchla z Raciąża została rozstrzelana. Marjem, chora, została rozstrzelana. Cztery kobiety, których nazwisk nie pamiętam, zostały rozstrzelane. W tym dwie obłąkane, zwariowały z głodu".

Szyja Sokół, krawiec z Płońska: "Brata mego, Moszka, lat 40, rozstrzelano za nic. W nocy go wzięli".

Srogal Chaim, robotnik, lat 46: "Tuchendler z Warszawy, Stawki 42 m 28, został rozstrzelany. Endel z Sierpca poszedł meldować się, że nie otrzymał paczki, bo ją Mejłoch skradł i też został rozstrzelany. Sura Tuchendler kopnięta przez szturmowca, gdy siedziała na progu, skonała".

Inny więzień Pomiechówka, Władysław Grylak po latach zeznał przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie: ,,Obóz w Pomiechówku mogę krótko określić jako jedną z największych katowni i najbardziej ohydne miejsce zbrodni, jakie istniało podczas okupacji na trenie III Rzeszy i terenach zagarniętych przez wojska niemieckie. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Podczas okupacji przeszedłem aż przez pięć obozów hitlerowskich – Pomiechówek, Oświęcim, Mauthausen, obóz w Jugosławii i Neumark. Katownia w Pomiechówku pod każdym względem była najgorsza. W najbardziej zwyrodniały sposób faszyści niemieccy znęcali się nad więźniami . Więźniów mordowano masowo, bez jakichkolwiek podstaw, w sposób szczególnie wyrafinowany i zwyrodniały. W Pomiechówku było również najgorsze wyżywienie i najgorsze warunki sanitarne".

Wieści o losie Żydów osadzonych w Pomiechówku dotarły do okupacyjnych Rad Żydowskich w Płońsku, Nowym Dworze i Zakroczymiu. Apele urzędników Judenratów spowodowały wizytę w obozie Landrata z Płońska oraz dowódcy SA w Pułtusku. W wyniku ich interwencji udało się uzyskać zgodę na wywiezienie żydowskich więźniów Pomiechówka na tereny Generalnego Gubernatorstwa. Eskortujący kolumnę wozów strażnicy z obozu raz jeszcze pokazali swe oblicze. W okolicach wsi Jeziorna naziści podpalili potężną stertę słomy, a następnie kazali Żydom przebiegać przez ogień. Wielu z nich spłonęło żywcem lub uległo rozległym poparzeniom. Cześć rozstrzelano na miejscu. W Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie przechowywane są wspomnienia Rózi Kapłan, która tak opisuje tą tragedię: "Nagle ogień. Ogień był wszędzie, pod nami, nad nami, niebo się paliło. (...) Kto miał siły i mógł iść, ten uciekł, kto był słaby lub chorym, ten spalił się ze słomą. (...) W popiele zostały zwęglone zwłoki, a dookoła ogniska dziesiątki trupów, poparzeni i ranni wołali o pomoc".

Na początku 1944 roku, w obliczu zbliżającego się frontu wschodniego, Niemcy przystąpili do zacierania śladów popełnionych zbrodni. W tym celu do fortu w Pomiechówku sprowadzono grupę robotników pochodzenia żydowskiego, którym nakazano wykopywanie i palenie zwłok pomordowanych osób.

W dniu 30 lipca 1944 r. pozostali w obozie więźniowie zostali skuci i wyprowadzeni na stację Modlin. Po bezskutecznym oczekiwaniu na pociąg ewakuacyjny, więźniów ponownie sprowadzono do obozu. Wszyscy z nich zostali rozstrzelani z broni maszynowej.

Ze względu na brak ewidencji obozowej, nie jest znana liczba ofiar Pomiechówka. Według różnych źródeł przez cele obozu przeszło od pięćdziesięciu tysięcy do stu tysięcy więźniów, z których od piętnastu tysięcy do sześćdziesięciu tysięcy zostało zamordowanych.

Po wojnie fort stał się więzieniem dla żołnierzy Armii Krajowej.

 

Obecnie teren fortu jest ogrodzony i strzeżony przez pracowników ochrony. Jego zwiedzanie jest możliwe wyłącznie pod opieką przewodnika z Fundacji Park Militarny Twierdzy Modlin, siedziba: ul. Mickiewicza 99, 05-100 Nowy Dwór Mazowiecki, adres do korespondencji: ul. Andersa 26, 00-201 Warszawa, tel: 604 607 092 (w godz. 9.00 - 16.00 od poniedziałku do piątku), e-mail: info@ twierdzamodlin.pl 

Przed wejściem do fortu znajduje się tablica informacyjna oraz pomnik z napisem: "W hołdzie żołnierzom Armii Krajowej oraz NSZ, BCh, AL i wszystkim, którzy zostali zamordowani w latach II wojny światowej w Forcie III w Pomiechówku. Zginęli za wolną Polskę. Niech wiecznie żyją w naszej pamięci. Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz północne Mazowsze i społeczeństwo".

Drukuj