SS-Sonderkommando Sobibor – niemiecki obóz zagłady w Sobiborze [przez Niemców nazywany także obozem pracy SS-Arbeitslager Sobibor lub obozem przejściowym Durchgangslager Sobibor] funkcjonował od marca 1942 do października 1943 roku. Zbudowany został w Generalnym Gubernatorstwie na okupowanych ziemiach polskich przy Stacji Kolejowej Sobibór, 17 km od miejscowości Włodawa. Przywożono tu Żydów z Polski, Niemiec, Austrii, Czech, Słowacji, Francji, Holandii i okupowanych terenów ZSRR. Zdecydowaną większość przybyłych kierowano do natychmiastowej zagłady. Mając na uwadze wszystkie dotychczasowe próby określenia liczby ofiar sobiborskich, można przyjąć, że w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze zamordowano, co najmniej, 250 tys. osób – spoza Generalnego Gubernatorstwa ponad 111 tys. i z terenu Generalnego Gubernatorstwa 150–165 tys. Masowa i systematyczna eksterminacja Żydów w Sobiborze trwała od końca marca 1942 do października 1943 roku.

Od momentu rozpoczęcia budowy w listopadzie 1941 r., niemiecki obóz zagłady w Sobiborze podlegał zespołowi [później nazwanym Sztabem „Akcji Reinhardt”] Odila Globocnika – Dowódcy SS i Policji w dystrykcie lubelskim Generalnego Gubernatorstwa. Celem „Akcji Reinhardt” była biologiczna eksterminacja Żydów z Generalnego Gubernatorstwa, rozszerzona następnie na Żydów europejskich. Za początek akcji uznawany jest 17 marca 1942 r., kiedy to z getta w Lublinie skierowano pierwszy transport Żydów do obozu zagłady w Bełżcu. „Specjalistą do spraw żydowskich” w „Akcji Reinhardt” Globocnik mianował SS-Hauptsturmführera Hermanna Höflego. Ze względu na stale poszerzający się zakres zadań „Akcji Reinhardt”, Globocnik postanowił koordynować działalność obozów śmierci w Bełżcu, Sobiborze i Treblince za pomocą wyodrębnionych, nowych struktur administracyjnych swojego sztabu. W porozumieniu z centralą Akcji „T-4” [„Aktion T4”, nazywana także eutanazją osób upośledzonych, była pierwszym masowym mordem ludności dokonywanym przez państwo niemieckie, dokonywanym „technologią” grupowego zabijania, stosowaną później w niemieckich obozach zagłady] i Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Rzeszy, którym SS-Sonderkommando Sobibor także podlegał, Globocnik powołuje 1 sierpnia 1942 r. Urząd Inspektora ds. Komand Specjalnych „Akcji Reinhardt”, czyli „inspektorat obozów śmierci” (Inspekteur f.d. Sonderkommandos „Einsatz Reinhard”). Na jego czele stanął dotychczasowy komendant obozu zagłady w Bełżcu Christian Wirth, który od tej pory decydował o ogólnej strukturze wewnętrznej obozów. Najważniejszym jego zadaniem był nadzór nad organizacją zagłady oraz zarządzanie zgromadzonym w obozach mieniem po zamordowanych.       

Budową niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze kierował szef Zarządu Budowlanego SS i Policji w Zamościu, SS – Hauptsturmfűhrer Richard Thomalla, jednocześnie pierwszy „nieformalny” komendant obozu. Na potrzeby obozu przeznaczono około 32 hektary obszaru leśnego po zachodniej stronie linii kolejowej Chełm – Włodawa.

Organizacja i zmiany infrastruktury niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze przechodziły trzy fazy. Pierwsza to okres zasadniczej budowy, który trwał od jesieni 1941 r. do końca lipca 1942. Pod koniec lipca 1942 wstrzymano na krótko masowe deportacje do Sobiboru ze względu na naprawy linii kolejowej między Lublinem a Chełmem. Wpływ na czasowe zawieszenie pracy sobiborskiego ośrodka zagłady miały pojawiające się wówczas problemy (już od czerwca 1942) z rozkładającymi się zwłokami, które składane były po wyjęciu z komory gazowej w wielkich dołach. Zaistniała konieczność podjęcia decyzji o ich wykopaniu i spaleniu. Zaplanowano rozbudowę i modernizację obozu. Doświadczenia pierwszych miesięcy pracy ośrodka zagłady wskazywały na istniejące mankamenty. Niewykluczone, że wszystkie te problemy łączono wówczas także z planami całkowitego zamknięcia obozu zagłady w Bełżcu (co faktycznie nastąpiło w połowie grudnia 1942 r.) oraz przewidywanymi od początku 1943 r. deportacjami do Sobiboru, Żydów holenderskich i francuskich. Etap modernizacji obozu (rozbudowa komory gazowej, wydobycie zwłok i ich spalenie, przygotowanie polowych krematoriów, modernizacja infrastruktury obozu) trwał od końca lipca do października 1942. Jesienią 1942 r., obóz całkowicie zmienił swój wygląd, stał się bardzo sprawnie działającą „fabryką śmierci”. Został również dokładnie zakamuflowany. Na wyganianych z bydlęcych wagonów Żydach, robił wrażenie dobrze zagospodarowanego majątku.

Trzeci etap związany z funkcjonowaniem obozu to okres od lipca do października 1943 r., czyli do momentu jego likwidacji. Decyzje Heinricha Himmlera z 5 lipca 1943 r. zakładały przekształcenie sobiborskiego ośrodka zagłady w obóz koncentracyjny. Ostatecznie zdecydowano o podtrzymaniu jego dotychczasowej działalności, ale przystąpiono do rozbudowy w celu przygotowania, w nowej wydzielonej części, magazynów do przechowywania zdobytej broni radzieckiej oraz warsztatów do jej naprawy oraz demontażu. Był to tak zwany Nord Lager (obóz północny lub obóz IV). W związku z budową obozu IV, została dodatkowo wzmocniona ochrona całego obozu. Na zachód od obozu I w bezpośrednim jego sąsiedztwie, Niemcy zorganizowali tzw. obóz V, który przeznaczony był dla trzech plutonów ukraińskich wachmanów, przysłanych do Sobiboru w celu ochrony obozu IV. Żołnierze ci nie mieli żadnego kontaktu z zasadniczym obozem zagłady i nie brali udziału w jego funkcjonowaniu.

Wzdłuż całego zewnętrznego ogrodzenia obozu rozmieszczono wieże wartownicze. Część terenu na zewnątrz tego ogrodzenia została zaminowana. Obiekty obozowe w Sobiborze stanowiły kilka odrębnych kompleksów zabudowań [obóz nr I, II, III, IV i V]. Każda z tych części otoczona była dodatkowymi wewnętrznymi ogrodzeniami, tworząc odrębną i odizolowaną od innych całość.

Przedpole obozowe (Vorlager), położone było w pobliżu stacji kolejowej i stanowiło miejsce rozładunku transportów z ofiarami. Pełniło także funkcję strefy mieszkalnej dla załogi.

Obóz I leżał na zachód od Vorlagru i był zapleczem dla żydowskich więźniów (Arbeitsjuden). Mieszkali tu w barakach i pracowali wybierani z transportów więźniowie, których zadaniem była praca utrzymująca sprawność funkcjonowania obozu. W obozie II znajdowało się biuro obozowej administracji, które pełniło także rolę magazynu na zrabowane ofiarom pieniądze, kosztowności, lekarstwa i kosmetyki. Obok biura stał magazyn zrabowanego obuwia, chlew, stajnia i kurnik. W pobliżu obozu II znajdował się ogród warzywny, którego plony były przeznaczone dla członków załogi. Był tu również barak, w którym zainstalowano silnik diesla, produkujący energię elektryczną dla całego obozu. Centralną strefę obozu II stanowił plac otoczony wysokim płotem z desek. Było to miejsce, gdzie Żydzi rozbierali się przed udaniem się do komór gazowych. Wejście na ten plac prowadziło przez barak, który służył jako magazyn bagażu przywiezionego przez Żydów. Przylegały do niego prostopadle trzy baraki-sortownie, w których więźniowie-robotnicy segregowali całość pozostawionego przez ofiary bagażu i rzeczy osobistych, przygotowując je do wywiezienia z obozu. Plac obozu II łączył z komorą gazową korytarz, ogrodzony drutem kolczastym, przeplatanym iglastymi gałęziami, który Niemcy nazywali „drogą do nieba” (Himmelfahrtstraße). Szeroki był na ok. 3–4 m, a jego długość wynosiła około 250 m. Na końcu tej drogi stały trzy połączone ze sobą baraki,  pełniące [w drugiej fazie działalności obozu] funkcję rozbieralni i „fryzjerni” dla kobiet i dzieci. Obóz III był strefą komory gazowej, krematoriów naziemnych i dołów, w których ukrywano ciała zagazowanych Żydów, a po reorganizacji obozu już tylko prochy ofiar. Znajdował się tu także barak i kuchnia dla pracujących w tym sektorze około 100-150 żydowskich więźniów, wartownia dla załogi, niewielkie baraki-magazyny i wieża strażnicza.

Żydów przywożono do Sobiboru koleją. Czasami Niemcy korzystali w tym celu także z samochodów ciężarowych i furmanek. Żydów z najbliższych miejscowości i okolicznych obozów pracy pędzono do Sobiboru pieszo. Gdy transport z ofiarami dotarł na rampę, załoga obozowa rozdzielała kobiety i dzieci od mężczyzn. Osobno gromadzono osoby niezdolne do poruszania się o własnych siłach: starców, inwalidów, rannych i chorych, małe dzieci bez opiekunów. Czasami przeprowadzano selekcję, wybierając fachowców do pracy w komandach roboczych: zespół rzemieślników (złotnicy, krawcy, szewcy, stolarze, kucharze), Bahnhofkommando – grupa ta zajmowała się „przyjmowaniem” przyjeżdżających transportów z Żydami i całością prac na rampie kolejowej, Pakietenkommando – ci więźniowie przygotowywali posortowane rzeczy po ofiarach do załadowania na wagony, Sortierkommando – najliczniejszy oddział sortujący i przeglądający (przede wszystkim usuwający z ubrań „Gwiazdy Dawida“) odzież i rzeczy pozostające po ofiarach obozu, Friseurkommando – do tej grupy należeli więźniowie, którzy obcinali włosy kobietom, prowadzonym do komory gazowej, Waldkommando – grupa liczącą kilkudziesięciu więźniów utworzona w celu ścinania drewna budowlanego oraz służącego do ogrzewania i gotowania w obozie. Kiedy zaczęto kremować ciała ofiar liczebność tej grupy zwiększono, ponieważ dostarczała również drewno wykorzystywane na stosy, na których palono ciała, Baumkommando – murarze, cieśle, malarze, mechanicy – ok. 20 mężczyzn, „Pucerzy” – osoby, które sprzątały niemieckie i ukraińskie kwatery oraz inne pomieszczenia wykorzystywane przez załogę obozową, Soderkommando obozu III [ok. 100-150 Żydów], zajmujące się obsługą komory gazowej, krematoriów i masowych grobów. Zadaniem wszystkich tych grup [łącznie ok. 500-550 osób] była, tylko wyłącznie, praca utrzymująca wysoki poziom funkcjonalności obozu. Decyzją Christiana Wirtha, Niemcy angażowali do procesu zagłady samych Żydów. Praca każdego Kommando była niezbędna i obecna na każdym etapie eksterminacji.

Przybycie każdego transportu oznaczało podporządkowanie całego obozu jednemu celowi – natychmiastowej eksterminacji więźniów. Zarówno esesmani, jak i ukraińscy strażnicy zatrudniani byli przy rozładunku i zabezpieczaniu drogi przemarszu więźniów. Czynności zawsze były te same. Żydów zdolnych do poruszania się o własnych siłach prowadzono do dużego baraku w obozie II, gdzie zmuszani byli do pozostawienia bagażu. Następnie ofiary zaganiano na plac-rozbieralnię. Nagie ofiary, Niemcy i wachmani prowadzili „drogą do nieba” do obozu III. Tam wszystkich wpędzano do komór gazowych. Komory gazowe były urządzone w taki sposób, że przypominały łaźnie. W początkowym okresie mieściły one ponad 500 osób jednocześnie [4 cele]. Po rozbudowie [łącznie 8 cel, 5mx7m każda] pojemność komór uległa podwojeniu. Ofiary uśmiercano gazami spalinowymi doprowadzanymi do cel ze specjalnej przybudówki przy komorze, w której znajdował się silnik benzynowy. Proces uśmiercania trwał około 15–20 minut. Gdy oprawcy upewnili się, że wszystkie ofiary są martwe, żydowscy więźniowie [Sonderkommando obozu III] wyciągali zwłoki, wyrywali ofiarom złote zęby i mostki dentystyczne, sprawdzali naturalne otwory ciała w poszukiwaniu ukrytych kosztowności, czyścili komory ze śladów krwi, wymiocin i odchodów. Zwłoki ładowano na wagoniki kolejki wąskotorowej i przewożono nad masowe groby i tam je zakopywano. Sobibór był pierwszym obozem zagłady „Akcji Reinhardt”, w którym grzebanie zwłok zastąpiono kremacją. Latem 1942 r. masowe groby uległy przepełnieniu. W rezultacie w okolicy zaczął rozchodzić się fetor rozkładających się zwłok, a obozowym i okolicznym studniom groziło zatrucie. Jesienią sprowadzono koparkę, przy pomocy której otwarto masowe groby, wydobyto kilkadziesiąt tysięcy rozkładających się zwłok, a następnie spalono je na naziemnych krematoriach, wykonanych z szyn kolejowych. Od jesieni 1942 r., wszystkie ciała ofiar były palone.

Osoby niepełnosprawne, oczekujące na rampie, były informowane, że zostaną zabrane do tzw. „lazaretu”, gdzie otrzymają pomoc lekarską, W rzeczywistości zawożono je furmankami, a po reorganizacji obozu wagonikami kolejki wąskotorowej, do obozu III i tam rozstrzeliwano.

W ciągu 18 miesięcy funkcjonowania ośrodka zagłady w Sobiborze pełniło w nim służbę ok. 120 niemieckich żołnierzy. Jednocześnie w Sobiborze „pracowało” ok. 25–30 niemieckich członków załogi. Pierwszym komendantem ośrodka zagłady w Sobiborze mianowany został Franz Stangl, który pełnił tę funkcję do sierpnia 1942 roku. Drugim, a zarazem ostatnim dowódcą obozu był Franz Reichleitner. Niemal cały niemiecki personel obozów zagłady pochodził z „akcji eutanazji” osób upośledzonych [Akcja „T4”]. Wszyscy bez wyjątku komendanci obozów zagłady byli weteranami tego "programu".

Część załogi w niemieckim ośrodku zagłady w Sobiborze, stanowiły pomocnicze pododdziały strażników obozowych, którzy przyjeżdżali tu bezpośrednio z obozu szkoleniowego SS w Trawnikach k. Lublina [Ausbildungslager Trawniki der SS]. Oficjalnie były to Oddziały Wartownicze Pełnomocnika Reichsfuhrera SS i Szefa Policji Niemieckiej ds. Utworzenia Baz SS i Policji na Nowych Terenach Wschodnich, a od marca 1942, Oddziały Wartownicze SSPF [SS- und Polizeiführer] na dystrykt lubelski. Wartowników z Trawnik nazywano askarysami, Trawnikimanner, Hiwis (skrót od niemieckiego słowa Hilfswilliger, czyli „chętny do pomocy”), „czarnymi”, od koloru munduru, jaki nosili lub „wachmanami”. Początkowo, ich rekrutacja prowadzona była wyłącznie wśród sowieckich jeńców wojennych [byli to głównie etniczni Niemcy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Łotysze, Estończycy i Tatarzy], a następnie wśród cywilnych ochotników. Można przypuszczać, że przez formacje wartownicze w Sobiborze przewinęło się ok. 400 osób. Wachmani wykonywali wszystkie bieżące „obozowe zadania”, łącznie z tymi, które były związane z bezpośrednią eksterminacją Żydów. Wymierzali kary, torturowali więźniów, wykonywali egzekucje. Cynizm Hiwis nie ustępował premedytacji esesmanów. Każdy z nich dopuszczał się wielu zbrodniczych czynów, choć wszyscy podkreślali, że zawsze działali na rozkaz i świadomi konsekwencji odmowy wykonania rozkazów nie mieli innego wyjścia. Większość z nich bardzo szybko wchodziła w rytm procesu eksterminacji i z ogromną gorliwością wykonywała powierzane im zadania. Byli powszechnie znani ze swojego okrucieństwa i brutalności w stosunku do Żydów.

14 października 1943 r. wybuchło w obozie powstanie zbrojne więźniów, którym kierował Aleksander „Sasza” Peczerski. Zakończyło się ono masową ucieczką więźniów. Zbiegło z obozu ok. 300 osób [z tej grupy ok. 130 więźniów zostało zatrzymanych lub zabitych w trakcie pościgu, 56 w czasie ukrywania się po ucieczce zostało zabitych „z rąk innych niż niemieckie”, los ok. 30 jest nieznany]. Organizatorzy buntu zdawali sobie sprawę, że przebywając w obozie zagłady nie są pozbawieni szans na sukces i ucieczkę. Ci, którym udało się uciec i przeżyć wojnę wspominali, że nie mieli marzeń o wyzwoleniu i wolności. Liczyli tylko na zniszczenie obozu i śmierć od kul zamiast od gazu. Istotnym czynnikiem, który w zdecydowany sposób upewnił więźniów w szansie na ostateczny sukces buntu była obecność silnego przywódcy, który kierował „energią” i zapałem więźniów. Aleksander Peczerski był w stanie podtrzymać istnienie grupy oporu w warunkach obozowych represji. Więźniowie byli przekonani, że Niemcy planują likwidację obozu. Członkowie ruchu oporu w sobiborskim ośrodku zagłady wierzyli, że zorganizowanie udanej ucieczki jest możliwe i z zadowoleniem patrzyli na ewentualność śmierci w powstaniu. Plan powstania przygotowany był bardzo precyzyjnie.

Sukces zorganizowanego powstania spowodował podjęcie przez Niemców decyzji o natychmiastowym zamknięciu obozu. Bardzo szybko przystąpiono do jego likwidacji. Wszelkie ślady zbrodniczej działalności usiłowano starannie zatrzeć. Komory gazowe, baraki i ogrodzenia rozebrano. Gruz i materiały z demontażu wywieziono. Na całym terenie obozu zasadzono las sosnowy.

W połowie grudnia 1943 r., ukończono wszystkie prace związane z likwidacją niemieckiego ośrodka zagłady w Sobiborze. Pozostawiono jedynie budynek byłego nadleśnictwa, wykorzystywany w obozie jako kwatera komendanta obozu oraz kilka baraków z przedpola obozowego, w których mieszkali ukraińscy wachmani. Pozostawione budynki obozowe oraz dalej sprawowany przez Niemców nadzór nad terenem po byłym obozie wskazuje na to, że już w trakcie jego likwidacji dowództwo obozu wiedziało o dalszym przeznaczeniu tego miejsca. Kontrolę nad nim, już od stycznia 1944 r., przejął Urząd Służby Budowlanej (Baudienst) z Chełma. Kilkudziesięciu tak zwanych „junaków” zostało przeniesionych z Chełma do Sobiboru i zakwaterowanych na terenie po byłym niemieckim ośrodku zagłady. Codziennie pod nadzorem niemieckich i ukraińskich strażników wychodzili do pracy nad rzekę Bug, gdzie budowali różnego rodzaju fortyfikacje obronne.

W lipcu 1944 r. okolice, na których znajdował się teren po byłym obozie zagłady opanowane zostały przez oddziały Armii Czerwonej i LWP. Baraki pozostawione przez Niemców oraz obozową rampę kolejową, od września 1944 r., nowe władze polskie wykorzystywały jako stację kolejową do gromadzenia, w celu przesiedleń, ludności ukraińskiej. W latach 1944–1947 Ukraińcy ze wschodniej części okręgu lubelskiego byli wywożeni na Ukrainę lub do zachodnich części Polski. Ukraińcy oczekujący na swoje pociągi (czasem nawet dłużej niż tydzień) potrzebowali drewna na ogniska. Rozebrali pozostałe baraki obozowe dopełniając dzieła ostatecznego zatarcia, już ostatnich śladów po niemieckim ośrodku zagłady w Sobiborze. Dzieła całkowitego zniszczenia tego wszystkiego, co pozostało po obozie, łącznie z rozkopywaniem ziemi w celu odnalezienia spodziewanych „drogich rzeczy po Żydach”, dokonała okoliczna ludność.

Znane są nazwiska 128 osób, które przeżyły II wojnę światową i były więźniami Sobiboru, za takich się podawały lub potwierdzały to oświadczenia i relacje świadków. 112 osób poświadczyło w postaci relacji, zeznań, oświadczeń, wywiadów swój pobyt w  ośrodku zagłady w Sobiborze. Są to więźniowie, którzy uciekli z obozu w trakcie powstania 14 października 1943 r., uciekli z obozu przed powstaniem oraz osoby, które były deportowane do Sobiboru i stąd, w dniu przyjazdu lub dnia następnego, odesłane zostały do innych obozów. 16 osób, jako byli więźniowie niemieckiego obozu w Sobiborze, opisani zostali przez świadków – innych byłych więźniów Sobiboru oraz osoby i instytucje badające historię obozu. Można przyjąć [mając na uwadze uzasadnione oceny krytyczne oraz zastrzeżenia wobec wybranych źródeł, dotyczących tego zagadnienia],  że II wojnę światową, przeżyło co najmniej 96 byłych więźniów niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze, w tym 69 uczestników buntu z 14 października 1943 roku.  Do dzisiaj żyje troje z tych osób [Selma Engel, Lea Białowicz, Siemion Rozenfeld].

W latach 60. XX w. w ZSRR odbyło się kilka procesów sądowych ujawnionych i zdemaskowanych byłych ukraińskich strażników Sobiboru. W latach 1962–1963 w Kijowie odbywał się proces 11 byłych wachmanów. Aleksander Peczerski uczestniczył w tym procesie jako główny świadek oskarżenia. W kwietniu 1963 r., sąd skazał 10 oskarżonych na karę śmierci a jedenastego, Iwana Tieriechowa, na 15 lat pozbawienia wolności. W czerwcu 1965 r. sąd w Kijowie skazał na śmierć jeszcze 3 byłych strażników obozów zagłady w Bełżcu i Sobiborze. W 1965 r. w Krasnodarze rozpoczął się nowy proces byłych wachmanów. Jednym ze świadków tego postępowania był uczestnik powstania w Sobiborze Aleksy Wajcen, który rozpoznał wachmana Zajcewa. Wśród szóstki oskarżonych był także niejaki Podienok, któremu udało się ukryć przed sprawiedliwością i pracował przez cały czas po wojnie, jako nauczyciel. W maju 2011 r., sąd pierwszej instancji w Monachium skazał byłego sobiborskiego wachmana, Iwana Demianiuka na karę 5 lat więzienia za współudział w zamordowaniu 29 060 Żydów, których zgładzono w Sobiborze w okresie, gdy pełnił tam służbę. Demianiuk zmarł w marcu 2012 r., przed zakończeniem postępowania apelacyjnego.

Pierwsze procesy Niemców z sobiborskiej załogi, miały miejsce na początku lat 50. W maju 1950 r., sąd w Berlinie skazał Ericha Bauera na karę śmierci, zamienioną, po ogłoszeniu nowej niemieckiej konstytucji, na dożywocie. 25 sierpnia 1950 r., sąd we Frankfurcie nad Menem skazał Huberta Gomerskiego na karę dożywotniego więzienia, a Johanna Kliera uniewinnił. Najważniejszy proces przeciwko członkom załogi sobiborskiego ośrodka zagłady rozpoczął się we wrześniu 1965 r. w Hagen. Sąd Krajowy w Hagen ogłosił wyroki 20 grudnia 1966 r. Jeden z oskarżonych został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności, a pięciu na kary pozbawienia wolności od trzech do ośmiu lat. Pięciu oskarżonych uniewinniono. Kurt Bolender odpowiedzialny za funkcjonowanie obozu III w sobiborskim ośrodku zagłady popełnił samobójstwo. Franz Stangl, były komendant sobiborskiego obozu w 1967 r., został aresztowany w Brazylii i ekstradowany do RFN. W 1970 r., sąd w Dusseldorfie skazał go na karę dożywotniego pozbawienia wolności. 

Idea upamiętnienia ofiar zamordowanych w niemieckim obozie natychmiastowej zagłady w Sobiborze zrodziła się w połowie lat 60. z  inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Miejsce kaźni upamiętniono kopcem – mauzoleum z prochami pomordowanych oraz pomnikiem.  Od 1993 r. na terenie po byłym obozie funkcjonuje Muzeum – Miejsce Pamięci.

 

dr Marek Bem

 

Drukuj