Prezydenci Białegostoku, Gdańska, Poznania i Warszawy podpisali 27 czerwca w Muzeum POLIN apel do innych prezydentów i burmistrzów o prowadzenie polityki „zerowej tolerancji dla uprzedzeń, ksenofobii i antysemityzmu”.

W spotkaniu „Nie dla Nienawiści: Miasta wobec uprzedzeń etnicznych i religijnych” zorganizowanym w Muzeum POLIN udział wzięli prezydenci:

  • Białegostoku – Tadeusz Truskolaski,
  • Gdańska – Paweł Adamowicz,
  • Poznania – Jacek Jaśkowiak,
  • zastępca prezydent Warszawy – Włodzimierz Paszyński.

Włodarze rozmawiali o zmaganiach z rasizmem, ksenofobią i antysemityzmem w rządzonych przez siebie miastach.

„Najgorszy jest brak reakcji. Sprzeciwianie się nienawiści jest obowiązkiem moralnym, powinniśmy też protestować jako Polacy, ludzie o określonym doświadczeniu historycznym – mówiła na początku spotkania prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Mieszkam w Wawrze, gdzie studenci z innych krajów chodzą do sklepu grupami, po pięć osób, i to nie jest przypadek, oni się po prostu boją”.

Prezydent Poznania opowiadał o swoim udziale w wydarzeniach przeciwstawiających się nienawiści i tych organizowanych przez mniejszości. Jaśkowiak mówił m.in. o walce z mową nienawiści na stadionach. Jak wskazał „transparenty skierowane przeciwko innym narodom zostały zamienione na transparenty przeciwko jemu samemu”.

Zdaniem Jaśkowiaka istotną rolę do odegrania ma Kościół, który obecnie może łagodzić napięcia. Według prezydenta Poznania abp Stanisław Gądecki i prymas Wojciech Polak robią wiele, by przeciwstawić się uprzedzeniom i nienawiści, ale cały episkopat nie potrafi sobie jeszcze radzić z tymi problemami.

„Nie radzi sobie także policja, podlegająca ministrowi spraw wewnętrznych. (…) Policjanci wypowiadają się na zebraniach związków zawodowych i mówią, że mają problem, bo dostają z góry polecenia ograniczające ich działania np. wobec kibiców” – tłumaczył prezydent Poznania.

Prezydent Gdańska przyznał, że stosunki jego urzędu z policją ochłodziły się i policja podchodzi do współpracy ostrożnie. Podobnie jest w Białymstoku.Nie widziałem się z komendantem policji półtora roku. Zapewne ma zakaz od ministra. Ale efekty naszych długoletnich działań są jednak widoczne, policjanci zamknęli kilkudziesięciu nacjonalistów” – mówił prezydent Truskolaski.

Zdaniem Adamowicza każdy incydent powodowany nienawiścią powinien spotkać się z potępieniem. „Po próbie podpalenia meczetu w Oliwie, niedaleko domu Lecha Wałęsy, wpłaciłem pieniądze na konto wspólnoty na jego odbudowę, wyznaczyłem nagrody dla policji za schwytanie sprawców i zwołałem jako prezydent Gdańska wiec przeciwko rasizmowi” – wyliczał. Przypomniał, że w Gdańsku powołał radę imigrantów, która doradza prezydentowi i deklarował, że stara się budować „włączającą kulturę społeczną”.

Truskolaski ubolewał, że od 2013 roku, gdy podpalono mieszkanie jednej pary, Białystok jest symbolem rasizmu w Polsce. Przyznał, że brakuje mu instrumentów, aby ograniczać działania Obozu Narodowo-Radykalnego. „Gdy burmistrz Hajnówki odmówił im marszu, poszli do sądu i wygrali, bo zgodnie z prawem działają legalnie. Odmowa burmistrza w efekcie jedynie nagłośniła akcję ONR. Nie mamy instrumentów, by przeciwdziałać tej organizacji” – zaznaczył prezydent Białegostoku. Jak szacuje, samych ONR-owców jest w Białymstoku kilkunastu, a nacjonalistów kilkuset. 

Wszyscy prezydenci przyznali, że nie sprawdzają skutków swoich działań przeciwko zachowaniom powodowanym nienawiścią, ograniczają się do zamawiania badań socjologicznych i współpracy z ośrodkami badawczymi. Byliby otwarci na pomysły stałej ewaluacji ich działań przez wyspecjalizowane organizacje pozarządowe.

Spotkanie zorganizowały wspólnie American Jewish Committee Central Europe i Urząd Miasta Stołecznego Warszawy.

Drukuj