Noblista urodził się w 1924 r. w Dąbrowicy na Polesiu w żydowsko-polskiej rodzinie jako Jerzy Charpak. Jego rodzice Chana (Anna) z domu Szapiro i Mozes (Maurice) Charpak byli biednymi, ciężko pracującymi ludźmi. Imali się różnych zajęć, a niedługo po przyjściu na świat Jerzego zdecydowali się na emigrację do Palestyny. Tam przez dwa lata zajmują się tłuczeniem kamieni. Nie wytrzymują i wracają do Polski. W 1928 r. rodzi się w Sarnach ich drugi syn, Andrzej (Andriej, Andre) Charpak, który potem we Francji skończy prestiżowe liceum Lycee Henri-IV, a w dorosłym życiu zostanie znanym w Europie (i poza nią) aktorem filmowym i teatralnym, scenarzystą dramaturgiem i reżyserem. Jednym z jego bardziej znanych filmów jest Prowokacja (1970) z Jeanem Marais i Marią Schell.

W Sarnach mały Grisza (tak na niego wołają) idzie do szkoły. Jako jedyny z całej rodziny (w domu mówiło się w jidysz) uczy się polskiego. Potem do końca życia będzie płynną polszczyzną wypowiadał zdanie „Jestem Francuzem. Nie mówię po polsku”. Rodzinie nie jest łatwo. W 1932 r. ponownie decydują się na emigrację, tym razem do Francji.

Ten moment jest dla ośmioletniego chłopca przełomowy. I bardzo bolesny. Wyjeżdżając musi rozstać się z ukochanym psem. „Opuszczając Frygę, żegnałem się z całym światem, jaki symbolizował mój pies” – napisze po latach w swojej autobiografii – „Postanowiłem więcej o tym nie myśleć. Rana była zbyt bolesna. Lepiej było zapomnieć. O Polsce, o moim domu, o szkole, o śniegu, o jidysz, o rosyjskim, o całym moim świecie dzieciństwa, w którym nosiłem imię Grisza”. Jednak po latach w rozmowie ze Sławomirem Zagórskim (Nobel nr 137, „Gazeta Wyborcza”) powie, że czuje do rodziców ogromną wdzięczność za ten krok, bo choć we Francji wcale nie było łatwo, rodzina mieszkała w jednym słabo oświetlonym pokoju, mama pracowała jako szwaczka, ojciec rozwoził po restauracjach śledzie, nie czuli się biedakami, jak w Polsce. Rodzicom udało się posłać obu synów do jednych z najlepszych w Paryżu liceów.

Edukację Charpaka na dobrych kilka lat przerwała wojna. Georges miał zdecydowane lewicowe poglądy, wstąpił i aktywnie dział we Francuskim Ruchu Oporu. W 1943 r. został aresztowany i skazany przez sąd w Vichy na dwa lata więzienia. Całej kary nie odbył, bo w czerwcu 1944 r. wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Dachau, jako więźnia politycznego. Tam musiał się bardzo pilnować, by nie rozpoznano w nim Żyda. Raz nawet zbudzony w środku nocy, nieopatrznie odpowiedział w jidysz. Uratował go wybitnie „aryjski” wygląd – Charpak był wysokim (1,90 m) niebieskookim blondynem. 

Po wyzwoleniu obozu, wrócił do Francji i w 1945 r. podjął studia na prestiżowej Akademii Górniczej w Mines, które ukończył po trzech latach ze stopniem inżyniera. W tym samym 1946 r. na fali naturalizacji polskich górników, pracujących na północy Francji, Charpak wystąpił o francuskie obywatelstwo. Od tej pory mógł pełnoprawnie nazywać siebie Francuzem. O Polsce pamiętać nie chciał. Mówił, że tam pozostały jedynie groby jego krewnych.

W 1949 r. rozpoczął kolejny etap studiów w Collage de France w Paryżu, w laboratorium samego Frederica Joliot-Curie. Chodził też na wykłady Ireny Joliot-Curie (córki Marii Skłodowskiej-Curie) na Sorbonie.

W 1953 r. ożenił się z Dominique Vidal, z którą potem mieli trójkę dzieci: dwóch synów i córkę. Charpak przyznawał, że fizyka była dla jego żony i życia rodzinnego zawsze potężną rywalką. Jakoś to ułożyli. W 1954 r. obronił doktorat na temat rozpadów jądrowych beta i objął prestiżowe badawcze stanowisko w Narodowym Centrum Badań Naukowych (CNRS), gdzie pracował do 1959 roku. Kariera w CNRS zapoczątkowała jego marzenia o wykrywaniu cząstek elementarnych. W tamtych czasach (jak i dziś) większość fizyków jądrowych śniła o pracy w CERN (Europejskie Centrum Badań Jądrowych), natomiast Georges Charpak, komunista i uczeń komunisty, Fredericka Joliot-Curie, marzył o zgoła innym kierunku. Złożył papiery do Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej, w ZSSR. Potwierdzenie od radzieckiej Akademii Nauk otrzymał dość szybko, ale zgoda na wizę została wstrzymana przez stronę francuską. Sam uczony podejrzewał, że maczała w tym palce Francuska Partia Komunistyczna, z której w 1956 r., po zajściach na Węgrzech, wystąpił i z którą był w konflikcie. Charpak w owym czasie nie entuzjazmował się już postacią Józefa Stalina. Podczas Kongresu Młodzieży Demokratycznej w Berlinie ostentacyjnie nie wstał z miejsca, gdy sala skandowała" "Stalin! Stalin!". Ten zwrot polityczny zapewne zadecydował o kształcie jego kariery. Bezskutecznie czekając na wizę do ZSSR, zabijał czas wymyślaniem coraz to nowych detektorów cząstek elementarnych. Mniej więcej po roku, pojechał na kongres fizyków wysokich energii, by przedstawić tam swoje urządzenie. Po dobrym wystąpieniu podszedł do niego światowej sławy fizyk, Leon Lederman i zaproponował pracę w CERN. Charpak zapomniał o Dubnej i rozpoczął naukowy rozdział swojego życia w Genewie.

Pracując w CERN-ie był bezpośrednio zaangażowany w kilka przełomowych odkryć w dziedzinie fizyki, jak zmierzenie magnetycznego momentu dla mionów, czy odkrycie, że miony nie są oddzielnymi cząstkami elementarnymi tylko ciężkimi formami elektronów. Był też świadkiem innych niezwykłych odkryć np., że rzeczywistość i jej lustrzany obraz to nie to samo zarówno w makro, jak i mikroświecie.

Charpak był niezwykle utalentowanym eksperymentatorem. „Zaprojektowałem wiele urządzeń, niektóre były eleganckie, ale mało funkcjonalne, lecz część wyszła mi świetnie” – mówił. Za jedno z nich otrzymał w końcu Nagrodę Nobla. Na początku pracy w CERN Lederman namówił go do wejścia w inne niż projektowanie detektorów badania. Wkrótce potem japońscy uczeni Shuji Fukui i Sigenori Miyamoto zbudowali komorę iskrową. Legenda głosi, że Charpak pobiegł do Ledermana z okrzykiem: „Przez ciebie straciłem Nobla! Komory iskrowe działają”. Wrócił do detektorów, by po mniej więcej 10 latach zbudować lepszą komorę – wieloprzewodową komorę proporcjonalną (MWPC), a w 1992 r. otrzymać za nią nagrodę od Szwedzkiej Akademii Królewskiej. Inna legenda opowiada o tym, jak Charpak dochodził do swojej słynnej MWPC. Razem z zespołem przez siedem miesięcy precyzyjnie dokładali kolejne przewody do powstającej komory. Pewnego dnia uczony siedząc na metalowym laboratoryjnym krześle na kółkach podjechał zbyt blisko komory. Oddziałujące pole magnetyczne wypchnęło spod Charpaka krzesło, które wpadło w komorę, psując ją doszczętnie, podczas gdy badacz runął wprost na podłogę. Robotę trzeba było zaczynać od początku, ale przynajmniej było jasne, że udało się wytworzyć naprawdę silne pole magnetyczne. Wymyślanie detektorów sprawiało Charpakowi ogromną radość. Powtarzał, że badania naukowe mają sens tylko wówczas, gdy są pasjonujące. Nie uznawał ograniczania się do jednej wąskiej dziedziny. Nie znosił też hierarchii i pracy w zbyt dużych naukowych zespołach. Cenił niezależność i wolność akademicką. Pewnie dlatego skupił się w swoich projektach przede wszystkim na detektorach przeznaczonych dla biologii i medycyny. Jego urządzenia do dziś mają zastosowanie w radiologii (diagnostyce) i leczeniu. A jednak mimo takiego sukcesu „wdrożeniowego”, Charpak na swoich odkryciach nie zarobił dużych pieniędzy. „Nagrody Nobla Nagrodami Nobla, ale biznes, to już zupełnie inna sprawa” – mówił.

Georges Charpak, od 1985 r. członek Francuskiej Akademii Nauk,  był nie tylko wybitnym naukowcem, lecz także człowiekiem aktywnym i zaangażowanym w zmiany. Przez lata walczył o udoskonalenie francuskiego systemu oświaty. Opracował i był wielkim propagatorem, wzorowanego na amerykańskim programu oświatowego „La Main a la Pate” („Hands On”, co można przetłumaczyć: „dotknij swoimi rękoma”). Chodziło o to, by dzieci uczyły się poprzez samodzielne doświadczenia. Po Noblu jego program nabrał rozpędu we Francji, a podobne programy w tej chwili działają w wielu krajach Europy.

Z ciekawostek: postać Charpaka pojawia się w słynnej książce Dana Browna Anioły i demony, w scenie, która rozgrywa się w CERN.

Georges Charpak zmarł w Paryżu w 2010 roku. Miał 86 lat.

Patrycja Dołowy

Źródła:

Drukuj