Ze Smoleńska do Lubawicz jedzie się około półtorej godziny. Droga na odcinku ostatnich 20 km przypomina szwajcarski ser – dziury, dziury, dziury… Kierowcy w trosce o podwozie starają się wymijać wyrwy w asfalcie lub jechać jednym kołem po piaszczystym poboczu. Jednak na dłużej to wysiłki daremne.

Kiedy wjeżdża się na główny plac wsi, można odnieść wrażenie, że nic tu nie ma. Przez plac leniwie idzie krowa, z jednej strony stoi nieużywany pawilon z wybitymi szybami, z drugiej – obskurny sklep i przystanek, na którym rzadko można zobaczyć autobus, a znacznie częściej mężczyzn raczących się alkoholem.

O dawnej świetności Lubawicz przypomina budynek osiemnastowiecznego klasztoru, obecnie używany jako cerkiew. Ma odrapaną fasadę i potwornie zardzewiałe ozdobne ogrodzenie. Z mizerią głównego placu zaskakująco kontrastuje wysoki na 3 m. elegancki mur z cegły. O nim jednak za chwilę.

Lubawicze to jednak znacznie większa wieś, niż mogłoby się wydawać po wjeździe do jej centrum. Od placu rozchodzą się długie ulice. Nie mają nazw, a na domach nie uświadczysz tabliczek z numerami. Aby znaleźć jakiś dom, należy pytać przechodniów.

Charakterystycznym widokiem w Lubawiczach są opuszczone domy. Wieś leży daleko od dużych miast i jednocześnie blisko granicy z Białorusią. To sprawia, że z pracą jest ciężko. „Szkołę zamknęli, szpital zamknęli. Młodzi wyjeżdżają, starzy wymierają” – mówi 85-letnia kobieta. Ona sama jest dziś jedyną, ostatnią mieszkanką uliczki biegnącej wzdłuż rzeki. Po drodze do niej mija się kilkanaście budynków. Wszystkie są opuszczone.

Jednak do tej zdawałoby się depresyjnej wsi co roku przyjeżdżają tysiące osób z całego świata. To właśnie tu na początku XIX w. osiadł Dow Ber Schneerson – jeden z twórców potężnego ruchu chasydzkiego Chabad Lubawicz. Po jego odejściu funkcję rebbe w Lubawiczach pełnili Menachem Mendel Schneerson, Szmuel Schneerson, Szalom Dow Ber Schneerson. W Lubawiczach pisali swoje księgi, tu także założyli jesziwę.

W 1939 r. w Lubawiczach mieszkało 1069 Żydów. Kiedy wybuchła wojna, część z nich postanowiła szukać schronienia w głębi Związku Radzieckiego. Pozostałe 483 osób Niemcy rozstrzelali 4 listopada 1941 r. na skraju wsi. Po wojnie na masowym grobie postawiono skromny pomniczek z pięcioramienną gwiazdą. W 2011 r. staraniem organizacji żydowskich i kościoła ewangelickiego tuż obok odsłonięto pomnik, którego forma nawiązuje do rozwiniętej Tory. Wiedzie do niego Aleja Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Mieszkańcy nie przypominają sobie, by po wojnie ktoś z miejscowych Żydów powrócił do Lubawicz. Może tak było, ale nie wiedzą lub nie pamiętają. We wsi zamieszkała nauczycielka Galina Mojsiejewna Lipkina. Była Żydówką, ale jej rodzina nie pochodziła z Lubawicz. O swoim pochodzeniu mówiła niechętnie. Zmarła w 2003 r. i została pochowana na cmentarzu prawosławnym. Na dole jej nagrobka napisano: „Od przyjaciół i wdzięcznych uczniów”.

Z dawnej zabudowy Lubawicz zostało niewiele. Wieś została niemal doszczętnie spalona podczas walk w 1943 r. We wsi jest już tylko kilka osób, które pamiętają przedwojenne czasy. Najpiękniej opowieści snuje Rajsa Jefimowna. Szklą się jej oczy, kiedy wspomina swoich znajomych: Rozę, Meira, Tulę. Opowiada o żydowskich sąsiadach, którzy często zapraszali ją do siebie, bo tylko w jej obecności ich córka Luboczka nabierała apetytu.

W 2001 r. w pobliżu głównego placu wsi, w miejscu zniszczonego dworu lubawiczowskiego Rebbe, zbudowano przestronny drewniany budynek, a cały teren otoczono wysokim murem z cegły, z dwiema majestatycznymi bramami. Wewnątrz urządzono synagogę oraz pokoje gościnne dla pielgrzymów. Tablice umieszczone przy drodze oraz nad wejściem do budynku dumnie informują, że jest to Dwór Rebbe z Lubawicz. Dziś to najbardziej okazała posesja w całych Lubawiczach.

Na wprost bramy, po drugiej stronie drogi, betonowe schody wiodą w dół nad rzekę Berezynę, do niewielkiego zadaszenia na żelaznych słupkach, bez ścian. To mykwa na świeżym powietrzu. Widać ją dość dobrze z pobliskiego mostu. Znajomy profesor z Jerozolimy żartuje, że mieszkańcy mogą tu podziwiać „żydowski sex show”.

Dla tysięcy osób najważniejszym miejscem jest cmentarz żydowski, położony na zachodnim skraju wsi. Przy prowadzącej do niego polnej drodze stoi niewielka chatka, zwana szumnie Domem Schneersona, w której pielgrzymi mogą odpocząć i posilić się. Stąd do cmentarza jest już około 300 m.

Odbudowany w ostatnich latach ohel został w 2015 r. odremontowany. Wewnątrz wzniesiono murek, oddzielający modlących się od macew cadyków, wstawiono drugie drzwi.

W ohelu spoczywają:

  • rebe Menachem Mendel Schneerson,
  • Baruch Szalom Schneerson, syn Menachema Mendla.
  • rebe Szmuel Schneerson,
  • Awraham Sender, zmarły w wieku 9 lat  syn Szmuela Schneersona.

Miejsce pochówku cadyków jest odwiedzane niemal codziennie. Przyjeżdżają tu grupy i pojedyncze osoby. Groby w ohelu pokrywa gruba warstwa kwitlech. Kilkadziesiąt metrów za ohelem znajdują się groby żon cadyków: Szajny, Sterny i Chai Muszki.

Sam cmentarz to rozległa polana. Jeszcze niedawno znaczną jej część gęsto porastały chaszcze. W 2015 r. zarośla wykarczowano, a częściowo wypalono. Na cmentarzu jest około 200 macew, ale to tylko niewielki procent przedwojennego stanu. Większość nagrobków bezpowrotnie zaginęła. Wiele z nich padło łupem okolicznych chłopów, którzy kamienie zużyli do budowy domów.

Mieszkańcy Lubawicz przywykli już do chasydzkich pielgrzymów. Przywykli, choć trzeba przyznać, że są dla nich przybyszami z innego świata. „Są inni niż nasi Żydzi. Ci są czarni, a nasi Żydzi byli tacy bardziej rosyjscy” – kręcą głowami babuszki.

Pod wieczór chasydzi opuszczają Lubawicze. Odjeżdża ostatnia marszrutka. Rosjanie siedzą w domach. Ciszę zakłócają jedynie okrzyki dzieci, które na głównym placu, ubrane w koszulki z podobizną Władimira Putina, bawią się w wojnę.

Krzysztof Bielawski

Drukuj