Ten projekt, który pragnę wcześniej czy później przedstawić światu pod nazwą „Hilelizm” jest najważniejszym ze wszystkich moich prac, które wykonałem do dziś. Przedstawia on w sposób i kompletny ideę, której poświęciłem moje życie; bowiem sprawa esperancka jest tylko częścią tej wspólnej idei, którą nazywam Hilelizmem. Aby wyjaśnić Panu odpowiednio tę ideę, mu­siałbym napisać nie list, ale grubą książkę – w przeciwnym przypadku nie zrozumie mnie Pan, a to, co przemyśliwałem przez całe życie, wyda się Panu zwykłą utopią jakkolwiek jest ona łatwa do zrealizowania, a jeśli miałbym tylko trochę więcej wolnego czasu i lepsze zdrowie, uskuteczniłbym to dzieło. Choć ryzykuję, że tymi krótkimi listowymi informacjami wydam się Panu utopistą, spełnię jednak Pana życzenie i napiszę tych kilka słów.

Celem Hilelizmu jest: zjednoczyć ludzkość w jedną wspólną rodzinę (proszę się nie wystraszyć, nie fantazjuję!). Ponieważ idea Hilelizmu jest bardziej złożona niż idea esperantyzmu i wielu esperantystów jej nie zaakceptuje, dlatego rzecz jasna, nie zamierzam narzucać jej esperantystom, ani łączyć ze sprawą esperanta, lecz pragnę najzwyklej w świecie zapropono­wać, aby ci esperantyści, którzy podzielają moje opinie stworzyli oddzielną sekcję esperantystów-hilelistów, tak jak na przykład istniejące sekcje esperantystów-pacyfistów czy esperantystów-katolików itp. Oto przypadek, dla którego – aby ominąć wszelkie nieporozumienia i wszelkie ataki przeciwko esperantu – w pierwszym punkcie „Deklaracji o istocie esperantyzmu”, wyraziłem się jasno: „Wszelkie inne idee lub nadzieje, tego czy innego esperantysty, które łączy on z esperantyzmem, są jego czysto prywatną sprawą, za którą esperantyzm nie ponosi odpowiedzialności”.

Hilelizm pragnie stworzyć nowy naród neutralnie ludzki, którego członków dzieliłyby gra­nice geograficzne i polityczne, ale nie granice językowe i religijne. Ten maleńki naród, który miałby swoje stałe kulturalne centrum w jednym z miast neutralnej Szwajcarii, reprezentował­by grupę założycielską, która stopniowo wsysałaby w siebie coraz więcej ludzi z wszelkich na­rodów i byłby początkiem językowo i religijnie zjednoczonej ludzkości. Proszę nie myśleć, że Hilelizm jest kosmopolityzmem; Hilelista mocno kocha swoją ojczyznę, lecz wyznaje dogmat że każda ojczyzna należy w pełni i na równych prawach do wszystkich jej synów, bez względu na to, jakim mówią językiem i jaką wyznają religię; Hilelizm nie ma na celu zburzenia istnieją­cych języków i religii, lecz walczy z tym barbarzyństwem, który postuluje niemal każdy euro­pejski kraj, że jego synowie mają mówić takim to a takim językiem i wyznawać taką to a taką religię. W przeciwnym przypadku, tacy ludzie są postrzegani jako „obcy”, chociaż urodzili się w tym kraju i spędzili w nim całe swoje życie.

Hilelista jest prawdziwym i uczciwym patriotą, to znaczy kocha on swój kraj bardziej niż inne, troszczy się o jego dobro, jak również o los współmieszkańców, wspomagając ich ze wszystkich sił. Lecz walczy on z patriotyzmem zakłamanym, to jest takim, który utożsamia in­teres swojego kraju z interesami konkretnej grupy etnicznej, religijnie i językowo motywowa­nej. Ten barbarzyński zakłamany patriotyzm (to znaczy chęć, by na tej czy innej piędzi ziemi królował bezwzględnie taki to język czy taka oto religia) jest chyba najważniejszym powodem wojen. Bez niego nie byłoby wojen.

Mam nadzieje, że dzięki Hilelizmowi, po wielu wiekach, cała ludzkość, stopniowo w dro­dze naturalnego postępu stanie się jednym narodem mówiącym jednym językiem i wyznającym jedną religię. Lecz ja sam nie mam najmniejszych intencji niweczyć obecnych języków i wyznania. Tak samo jak celem esperanta nie jest zastąpić inne języki, a jedynie być drugim językiem każdego człowieka, tak samo Hilelizm (przynajmniej obecnie) nie pragnie zastąpić, lecz być drugim wyznaniem każdego człowieka. W swoim domu każdy Hilelista może porozumiewać się w języku ojczystym i żyć według własnych zwyczajów, lecz w miejscach i w spra­wach publicznych Hilelista nie narzuca się innym ze swoim językiem czy wyznaniem i staraj się, by w miejscach publicznych królował język i religia neutralnie ludzka.

Zdziwi się Pan, jak można wyznawać religię neutralnie ludzką nie odrzucając (przynaj­mniej obecnie) swego wyznania, wyniesionego z domu. To jest całkiem możliwe. Można to łatwo osiągnąć (nie tylko wśród łudzi myślących logicznie) wprowadzając lekko zmodyfikowaną zasadę wywiedzioną od rabina Hillela (stąd nazwa Hilelizm), która (w mojej redakcji) zdefiniowana jest jako następujący dogmat: „Jedyne prawo, jaki dała nam misterna, moralna Siła rządząca światem to: «postępuj tak, jak chciałbyś, by postępowano z Tobą»; wszystko inne w religiach, to zasady ludzkie stworzone przez człowieka, które może on, ale nie musi respektować”.

Kiedy liczba Hilelistów (to jest zwolenników powyższej dewizy) zwiększy się, wtedy wcześniej czy później okaże się, że wszyscy ludzie na świecie posiadają jedną religię, która jest wpisana w serce każdego człowieka jako „sumienie”, a ludzie różnią się zwyczajami, które jako dzieła czysto ludzkie mogą być wciąż doskonalone, wzajemnie mogą się przenikać i jednoczyć.

Hilelizm będzie się składał z 8–10 dogmatów, które w formie „Deklaracji o Hilelizmie” będą zawierać całe polityczne i religijne wyznanie Hilelistów i będzie tak zredagowany, by każdy myślący i szlachetny człowiek mógł go podpisać, a podpisawszy, wstąpić do hilelistycznego ludu, nie grzesząc wobec swego sumienia, wobec swojego kraju albo wobec swego narodu.

Aby Hilelizm nie pozostał jakąś abstrakcyjną teorią i by mógł się coraz bardziej urze­czywistniać, kształtować i doskonalić, Hileliści podejmą następujące działania: wybiorą oni w neutralnej Szwajcarii jakieś określone miejsce, które stanie się dla nich duchowym centrum. W takim mieście będzie działał stały centralny komitet Hilelistów. Tam też będzie hilelistyczna świątynia, w której każdy człowiek będzie mógł służyć misternej moralnej Sile, która rządzi światem (oczywiście taka służba nie będzie miała nic wspólnego z tym, co się dzieje w innych kościołach; w hilelistycznej świątyni będzie się śpiewać hymny, rozprawiać o etyce, o naturze i jej prawach, będzie się czytać dzieła wielkich myślicieli itp.). Każdego roku w wyznaczone na stałe dni, które będą zarazem świętami, będzie się odbywać kongres Hilelistów z całego świata. Oczywiście w świątyni Hilelistów będzie panował język i zwyczaje neutralnie ludzkie.

W swoich domach każdy Hilelista (przynajmniej obecnie) będzie wypełniał (jeśli zechce) wszelkie tradycyjne powinności wobec swojego Kościoła, pamiętając o tym, że nie są to przy­kazania boże, lecz tylko ludzkie zwyczaje, praktykowane przez lud; oprócz tradycyjnych świąt i zwyczajów będzie musiał również obchodzić święta i respektować zwyczaje wspólne Hilelistom. Stopniowo święta te staną się czysto hilelistyczne, skonkretyzują się i dzięki corocznym kongresom Hilelistów w głównej świątyni święta i zwyczaje Hilelistów, jak również ich język, przeszyją serca Hilelistów, tak że po kilku dziesięcioleciach będziemy mieć gotową i w pełni uformowaną społeczność neutralnie ludzką, której członkowie będą posiadać najróżniejsze oj­czyzny, lecz jedno duchowe centrum w jednym z miast w neutralnie-ludzkim kraju, Szwajcarii. Usiłowałem Panu wytłumaczyć, na ile to było możliwe, istotę Hilelizmu. Jak Pan widzi Hilelizm niczego nie burzy, lecz jest wyłącznie pokojowym pomostem między różnymi reli­giami, tak samo jak esperanto, które jest pomostem pomiędzy różnymi językami, których nie unicestwia. Kiedy w mojej duszy zaistnieje definitywna forma Hilelizmu, okaże się, że nie będzie ona czymś skomplikowanym, i będzie ją można zawrzeć w jednym małym artykule. Lecz niestety, do dziś nie udało mi się jeszcze tego osiągnąć, ponieważ jeszcze do dziś waham się, co do sposobu, w którym mam ją zaprezentować światu. Te moje wahania trwają już przez sześć lat, sprawiając mi wielkie wewnętrzne rozterki, tak że do dziś jeszcze nie mogę dojść do ostatecznych rozwiązań. W przeciągu pewnego czasu miałem mocne przekonanie, że grupa pierwszych Hilelistów nie powinna składać się z ludzi wielu narodów, ale winna prezentować etnologicznie homogeniczną społeczność, która swoim utrwalonym tradycjom nada charakter hilelistyczny i w ten sposób w formie sekty stworzy dojrzałą i uformowaną grupę, która w sukcesji z pokolenia na pokolenie będzie przekazywać już czystą hilelistyczną naukę, tym samym zbuduje nowy naród, który obejmie z biegiem czasu całą ludzkość. Taką grupą społeczną mogą być tylko Żydzi. Mimo wszelkich starań zasymilowania się z otaczającymi ich ludami, Żydzi w oczach innych wciąż prezentują oddzielny naród; a przecież obecnie nie mają oni ani oj­czyzny, ani własnego języka a reprezentują wyłącznie naród czysto ideowy. Żydem nazywam nie tę osobę, która zamieszkuje taki kraj, nie osobę, która mówi takim językiem, ani nawet osobę, która ma takie wyznanie (wielu Żydów przecież nie respektuje własnej religii). Żydem nazywam wyłącznie tę osobę, która przejęła od starożytnych Hebrajczyków protest przeciwko wszelkiemu urojonemu bóstwu, i która nie może bez popełnienia zbrodni przeciwko własnej świadomości przyjąć jednej z istniejących religii. Żydzi utrzymują ten styl życia nie z miłości do swojego narodu (jak wielu myśli), gdyż wszystko, co narodowe, to jest swój język i kraj już dawno odrzucili – a działają wyłącznie tak ze względu na nieświadomy respekt przed spuścizną dziejową. Cała istota żydowskiego narodu zawiera się w idei o „jednym niewymyślonym Bogu dla całej ludzkości”. Dla tej idei Mojżesz stworzył naród żydowski, dla niej Żydzi cier­pią od dwu tysięcy lat, dla niej żyją wiecznie, choć wszystkie inne antyczne narody już dawno wymarły. Doskonalenie tej idei jest naturalną misją Żydów i ich „raison d'etre”. Historyczne okoliczności ułożyły się w ten sposób, że z jednej strony Żydzi mogą stanąć swymi stopami na trwałym fundamencie tylko wtedy, kiedy przestaną się oni narzucać różnym narodom czy marzyć o Palestynie, lecz gdy zrobią z idei neutralnie-ludzkiej cały cel swojej egzystencji; a z drugiej strony neutralnie-ludzka idea zwycięży tylko wtedy, kiedy ten naród bez własnego języka i bez własnej ziemi, zrobi z niej ideę przekazywaną w kulturowym spadku.

Tę ideę rozwinąłem w dostatecznie obszernej broszurze, którą w 1901 roku opublikowałem po rosyjsku pod tytułem, „Hilelizm jako rozwiązanie kwestii żydowskiej" pod zakamuflowa­nym pseudonimem „Homo sum”. Tę broszurę ślę Panu dzisiaj, wiedząc, że niestety nie będzie mógł Pan jej przeczytać po rosyjsku. Z broszury można dowiedzieć się i tego, że podczas ca­łego mojego życia nie byłem wyłącznie wojownikiem o zjednoczenie ludzkości, lecz również wielkim miłośnikiem żydowskiego narodu, a przed 25–30 laty nawet zapalonym syjonistą.

Moja broszura o Hilelizmie jako rozwiązaniu kwestii żydowskiej dostała się w ręce nieso­lidnego wydawcy, który po opublikowaniu jej zamknął swoje magazyny i w ten sposób moja broszura wcale nie dostała się do rak czytelników. Dopiero w 1903 roku po wielu zabiegach otrzymałem wszystkie egzemplarze mojej broszury i schowałem je do szafy, ponieważ wów­czas moje poglądy już się zmieniły i zacząłem się obawiać, że jeśli będę chciał wprowadzić moje idee w życie rozpoczynając od neutralnie-ludzkiej sekty żydowskiej, idea ta znajdzie zbyt wielu wrogów na świecie.

Już od sześciu lat nie daje mi spokoju sprawa czy należy rozpowszechniać Hilelizm naj­pierw wśród Żydów, czy też od razu zaproponować go ludziom wszelkich narodów. Ta moja niepewność do dziś nie została jeszcze definitywnie rozwiązaną, i to jest powód, dla którego nie chcę jeszcze definitywnie zaproponować istoty Hilelizmu i wystąpić z nim publicznie do czasu, kiedy w duszy mojej nie pojawi się pewność, że jest to już wersja ostateczna, niezmie­niania. Gdy będę w pełni zdecydowany na odrzucenie Hilelizmu żydowskiego, wówczas na jednym z kongresów esperanckich zaproponuję powołanie międzynarodowej sekcji esperantystów-hilelistów.

Proszę wybaczyć, że aż tyle piszę do Pana. Zrobiłem to celowo, gdyż chciałem, by w przy­padku mojej śmierci lub niemożliwości kontynuowania pracy, moja myśl nie całkiem przepa­dła, lecz znalazła się w rękach esperantystów. Długie listy bardzo mnie męczą i zabierają mi zbyt wiele czasu. Proszę się nie dziwić i nie złościć się, jeśli moje późniejsze listy będą krótkie i rzadkie.

Polskie tłumaczenie tekstu:

  • Żelazny W., Ludwik Zamenhof. Życie i dzieło. Recepcja i reminiscencje. Wybór tekstów, Kraków 2011, ss. 63–66.

Oryginał w esperanto:

  • Mi estas homo. Originalaj verkoj de d-ro L. L. Zamenhof, red. A. Korĵenkov, Kaliningrad 2006, ss. 113–121.

Więcej o Ludwiku Zamenhofie >>

Drukuj