Pierwsi Żydzi przybyli do Działoszyc w XVI wieku. Szerszy ich napływ notujemy po 1707 r., po wydaniu przywileju przez właściciela miasta Jana Stradomskiego. Jak pisze Adam Penkalla: „W I połowie XVIII w. obiekty gminne były już trwałym elementem zabudowy miejskiej, tworząc zespół synagogalny”[1.1].

Pierwsza drewniana synagoga wzniesiona po 1707 r., spłonęła w 1732 r.; kolejna, zbudowana w drugiej połowie XVII w. spaliła się w 1846 roku. W 1852 r. została wzniesiona murowana synagoga w stylu neoklasycznym, kryta dachem dwuspadowym, z ciekawym wystrojem architektoniczno-rzeźbiarskim. Na zewnątrz na trójkątnym szczycie umieszczono hebrajskie napisy. W dobudówce znajdował się cheder, biblioteka, mykwa i mieszkanie rabina. Cmentarz usytuowano przy drodze wylotowej do Skalbmierza.

W 1765 r. mieszkało w Działoszycach 651 Żydów, którzy zajmowali się głównie handlem i rzemiosłem. W 1820 r. liczba Żydów wzrosła do 1256.

W 1877 r. przez Działoszyce przechodził kondukt pogrzebowy Aleksandra Wielopolskiego, dyrektora Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, który doprowadził do równouprawnienia Żydów w Królestwie Polskim. Jadący z Drezna orszak zatrzymał się przed synagogą działoszycką. „Na przybyłych czekał już tłum Żydów z całej okolicy. Rabin odmówił kadisz za zmarłego. 24 śpiewaków, których gmina żydowska sprowadziła specjalnie na tę okazję z Krakowa, odśpiewało psalmy żałobne. Reprezentant tutejszej społeczności, doktor Stejermarck wygłosił – po polsku – kondolencyjne przemówienie, za które jako przedstawiciel rodziny podziękował mu syn Aleksandra, Zygmunt Wielopolski (…)”[1.2]. Następnie tłum Żydów odprowadził trumnę Wielopolskiego do Młodzaw, gdzie namiestnik został pochowany.

W 1899 r. na 5170 mieszkańców było 4673 Żydów. W mieście prosperowało 6 garbarni, 3 cegielnie, 2 olejarnie, 2 fabryki świec, kopalnia gipsu i kaflarnia. W rękach Żydów znajdował się cały handel obnośny. „Salonem towarzyskim”  był rynek, gdzie można było poplotkować, pogawędzić, podzielić się wrażeniami. Bliskość granicy austriackiej sprawiała, że handlowano tu towarem pochodzącym z przemytu. Po przemycane z Krakowa korale przybywali rosyjscy kupcy aż z Syberii.

Moment odzyskania niepodległości w listopadzie 1918 r. nie okazał się dla Żydów działoszyckich pomyślny. Do miasteczka wkroczyły oddziały generała Hallera – tzw. „Niebieska Armia”, znana z prześladowania Żydów. Zginął wówczas Zalman Zudzynowski, a Jankielowi Skopeckiemu odcięto brodę i zabrano złoty zegarek[1.3]

W latach międzywojennych tutejsza ludność żydowska wykazywała się dużą aktywnością społeczną i polityczną. W latach 1924–1927 zastępcą burmistrza był kupiec Icek Rubin – chasyd, uczeń cadyka z Góry Kalwarii, ławnikami Salomon Gertler i Dawid Srebrny. W komisarycznej Radzie Miejskiej, powołanej w kwietniu 1932 r. przez wojewodę, znaleźli się Pejsach Szternberg, Mendel Rożenek i Izrael Wajnsztok. W 1934 r. z ramienia Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem do zarządu miasta weszli m.in. P. Szternberg, M. Rożenek, Aba Granetman, Lejba Groswald, Icek Chil Minc, Szmul Lewkowicz i Menasze Herszlewicz. W Radzie Miejskiej w 1939 r. zasiadali: Icek Abram Chaba, Symcha Jurysta, Szmul Lewkowicz, Icek Chil Minc oraz P. Szternberg. Ławnikiem został Josek Kruk, zastępcą burmistrza P. Szternberg.

Zarząd gminy żydowskiej w Działoszycach od czerwca 1924 r. tworzyli: Icek Rabin jako przewodniczący oraz  Pejsach Szternberg, Wolf Kazmierski, Aron Moszek Wajusztajn oraz Jakub Cukerman jako członkowie[1.4].

Miasto w połowie lat 30. XX w. liczyło 6755 mieszkańców, w tym ponad 5 tys. Żydów. Ci ostatni odgrywali znaczącą rolę w miejscowym przemyśle, rzemiośle i handlu. Cegielnię posiadał Gerszon Szental, betoniarnię – Szmul Gertler, fabrykę cukierków i cykorii – Moszek Kajzer. Do Żydów: H. i S. Brojgiesów, Ch. Meklera i L. Wajsblata, należały trzy garbarnie. Właścicielami młynów wodnych byli: Szenthal, Kac, Ickowic i Rożenek. Olejarnia należała do firmy „Miodownik i Szteinfeld”, wytwórnia wody sodowej do Enocha Horowicza i Arona Rubina. Żydzi prowadzili piekarnie, zakłady bieliźniarskie, blacharskie, stolarskie, czapnicze, fotograficzne, fryzjerskie, introligatorskie, kamasznicze, krawieckie, powroźnicze, pończosznicze, szczotkarskie, szewskie, szklarskie, wędliniarskie oraz zegarmistrzowskie[1.5].

W mieście było 50 sklepów spożywczych, 20 bławatnych, 7 galanteryjnych, 2 apteki, 3 herbaciarnie, 2 piwiarnie, 3 restauracje[1.6]. Parano się, ale bez rozgłosu, na dużą skalę lichwą. Do akcjonariuszy żydowskich należał Bank Spółdzielczy, na czele którego stał Herszel Moher. Kredytu udzielały też Spółdzielczy Bank Udziałowy, Spółdzielczy Bank Kupiecki oraz Bank Spółdzielczy[1.7]. Żydzi działoszyccy masowo skupowali pierze, które tu sortowano, pakowano, a następnie eksportowano przez Będzin do Wrocławia, Pragi, Berlina. Licząca się firmą było Biuro Spedycyjno-Komisowe Salomona Gertlera. Prawo obrotu czekami PKO w 1933 r. mieli m.in.: Icek Abram Chaba, Lejzor Epsztein, Tobiasz Meryn, Moszek Laskier. Wolne zawody reprezentowali lekarze Icek Segal, Szmul Edelman, stomatolog T. Rozenwajg, felczer Moszek Uszer Moszenberg, Chil Rok oraz aptekarz Pikus Szternberg. Należy jednak pamiętać, że z bogactwem sąsiadowała bieda. Sporą część społeczności żydowskiej stanowili ubodzy: domokrążcy, robotnicy sezonowi, wyrobnicy, handlarze starzyzną, straganiarze.

Agnieszka Sabor tak opisuje życie w Działoszycach: „Mieszkańcy spotykali się (...) przy okazji ślubów, które odbywały się w piątkowe popołudnia na placu między synagogą a domem kahalnym. Albo na koncertach amatorskich grup muzycznych. Często zaglądały tu wędrowne trupy teatralne. (...) Z całej okolicy zjeżdżali też pobożni chasydzi, by odwiedzić działoszyckiego rabbiego Eliezera Epsteina”[1.8]. Gdy zjeżdżali tu na koncerty chazani, bądź chóry, ich występy przeradzały się w święta dla mas żydowskich.

W okresie międzywojennym do żydowskiej gminy oprócz miasta Działoszyc należeli Żydzi mieszkający w Sancygniowie, Drożejowicach, Topoli, Boszczynku, Czarnocinie i Skalbmierzu (ogółem 1340 rodzin)[1.9]. Na przełomie lat 1924–1925 Skalbmierz chciał się oderwać od gminy działoszyckiej i utworzyć osobną gminę, ale Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nie wyraziło na to zgody.

Podczas wyborów w 1924 r. potraktowano Działoszyce jako gminę dużą. Do władz gminy weszli: Icek Jakub Cukierman, Icek Rubin, Pejsach Szternberg, Wolf Kazimierski, Aron Moszek Wajnsztajn, Josek Kamelgarten, Boruch Pinkarz, Abram Majerczyk[1.10]. Przewodniczącym zarządu został I. Rubin, zastępcą I. J. Cukierman, sekretarzem M. A. Wajnsztajn. W zarządzie dominowali syjoniści, co było odbiciem stosunków w całym mieście.

W jednym z pierwszych zachowanych pism skierowanych przez  Ministerstwo Wyznań Religijnych do zarządu gminy znajduje się polecenie podwyższenia rabinowi Mordce Ickowi Staszewskiemu poborów o 1000 zł, podrabinowi Lejzorowi Epsztajnowi o 500 zł. Pieniądze polecono wziąć ze zlikwidowanego paragrafu „nieprzewidziane wydatki” oraz „zakup mąki na święta”[1.11]. Ministerstwo stanęło też na stanowisku, że zaniżony jest dochód z rzezi w stosunku do liczby ludności[1.12]. Zachowana taksa uboju wskazuje, że za ubój wołu lub krowy pobierano 6 zł, cielęcia – 2,50 zł. Co ciekawe, gdy bito dla potrzeby ludności polskiej, ceny były dużo niższe. Za ubój wołu czy krowy pobierano 3 zł, cielęcia – 1 zł[1.13].

Gminę osłabiały stałe niesnaski na tle osobistych animozji[1.14]. Wobec przewodniczącego zarządu członkowie gminy mieli szereg zastrzeżeń, mnożyły się skargi do starostwa, że „kombinuje”, m.in. w 1927 r. zarzucono mu przywłaszczenie części mąki sprowadzonej na święto Pesach z Kalisza[1.15]. W jednym z donosów pisano, że z funduszy gminy wzniósł pomnik zmarłej córce Małce Grynszpan, przez co zubożył budżet o 30 zł[1.1.15]. Istniały też duże zaległości w wypłacaniu pensji urzędnikom gminy. Podrabin skarżył się w 1927 r., że nigdy nie dostaje całej pensji[1.16]. Liczne kłopoty sprawiał kasjer gminy, Aron Wajsztajn, któremu stale zarzucano machinacje finansowe. Nigdy też na czas nie wystawiano projektu składek i budżetu, tak, że często zatwierdzano je dopiero w trzecim kwartale. Rezultat był taki, że nigdy nie ściągano wszystkich składek, bo było sporo odwołań. Obrzezanie mogły wykonywać dwie osoby: Lejzor Epsztajn (pobierał za to 600 zł rocznie) i Abram Kohn (200 zł). Ta różnica w uposażeniu stała się powodem licznych skarg. W roku 1927 ubito w gminie: wołów i krów 1360 sztuk, po 6 zł od sztuki; cieląt 552, po 2 zł od sztuki, ponadto 18 856 gęsi, 29 744 kur i 4919 gołębi[1.17]. Większość ubitego drobiu była wywożona poza miasto, głównie na Śląsk i do Niemiec.

W 1928 r. w posiadaniu gminy żydowskiej znajdowały się: bóżnica murowana z babińcem, mogąca pomieścić 800 osób, łaźnia parowa, dom modlitwy przy ul. Zakościelnej 86, rzeźnia drobiu, szkoła murowana, dom Talmud Tory przy Rynku 97, dom przedpogrzebowy, dom mieszkalny, cmentarz o powierzchni 6 mórg[1.18]. Rzeźnia znajdowała się przy ul. Stawiska 176. Mimo trudności finansowych między 1928 a 1930 r. dokupiono jeszcze dom.

Wycena majątku gminy w 1930 r. wykazała, że ma on znaczną wartość. Synagogę wyceniono na 100 000 zł, łaźnię – 6000 zł, dom modlitwy – 15 000 zł, rzeźnię drobiu – 3000 zł, szkołę murowaną – 70 000 zł, budynek Talmud Tory – 25 000 zł, dwa domy – 60 000 zł, dom przedpogrzebowy – 8000 zł, cmentarz wraz z murem 12 000 zł, dom modlitw dla kobiet – 20 000 zł. Ogółem było to ponad 300 000 zł[1.19].

Jak wynika z zachowanego budżetu, w 1927 r. główne dochody czerpano z rytualnej rzezi i składek. Z rzezi planowano uzyskać 38 690 zł, ze składek – 6620 zł, ze zgody na wzniesienie pomników cmentarnych – 750 zł, z łaźni – 5000 zł, ze sprzedaży mac – 2796 zł, z dzierżawy ławek w synagodze – 5000 zł. Ogółem liczono na dochody w wysokości 66 577 zł[1.20]. Nie udało się jednak ściągnąć zaplanowanych sum. Wydatki planowano następująco: pobory rabina M. I. Staszewskiego – 5600 zł rocznie, podrabina Moszka Kozina – 2656 zł, nauczyciela Kiwy Rozenberga – 840 zł; rzezaków: Moszka Lewita, Jonasza Klajmana, Icka Frydberga po 3584 zł każdy, kantora Szaji Śpiewaka – 1626 zł, sekretarza gminy Jana Mendelbauma – 2520 zł. Ponadto planowano wydać na utrzymanie biura – 800 zł, oświetlenie i ogrzewanie budynków gminy – 1000 zł, remonty budynków – 4500 zł, remont muru cmentarnego – 3000 zł, nowe ławki do bóżnicy – 4000 zł, zapomogi dla biednych – 4500 zł, utrzymanie rzeźni drobiu – 270 zł[1.21]. Na Talmud Torę, do której uczęszczało 80 chłopców, i w której uczyli: Josek Rakowski, Jankiel Szklarczyk, Josek Glat i Jakób Leszman, przeznaczono 5500 zł. Co ciekawe, wszyscy wymienieni nauczyciele skarżyli się, że nie wypłaca im się pełnych poborów. Sprawa stała się głośna, interweniował Klub Żydowskich Posłów Religijnych[1.22]. Pod egidą Agudy dla dziewcząt otwarto szkołę Bejs Jaakow, w której przygotowywały się do roli żon i matek. Istniała też w Działoszycach biblioteka żydowska licząca 3000 woluminów – głównie z zakresu literatury religijnej.

Pod koniec 1927 r. przewodniczący zarządu I. Rubin wyjechał na dłuższy czas poza granice kraju. Całość spraw przejął A. Wajsztajn. Wstępne ustalenia budżetu na rok 1928 wykazały, że gmina ma dług w wysokości 13 122 zł i niewielkie możliwości jego uregulowania, zwłaszcza, że nie udawało się ściągnąć składek, chociaż nie były wysokie (od 6 do 300 zł)[1.23]. W 1929 r. składką objęto 877 rodzin, zwolniono 240.

W 1930 r. Starostwo Powiatowe podjęło kilka ważnych decyzji. Odwołało dotychczasowego przewodniczącego zarządu I. Rubina, mianując na jego miejsce Pejsacha Szternberga[1.24]. Ponadto do zarządu powołano Arona Majerczaka i Joska Kamelgarda. Za nielegalny uznano cheder prowadzony przez Stowarzyszenie Jawne i zakazano jego finansowania. Ustalono też stawki za śluby w wysokości od 5,10 zł do 50,75 zł oraz pogrzeby od 1,50 zł do 20 zł[1.25]. W listopadzie 1930 r. pod nadzorem zarządu powstało stowarzyszenie dla odremontowania bóżnicy.

W Działoszycach mieszkało sporo chasydów. 31 października 1930 r. powstało Stowarzyszenie – Dom Modlitwy Grupy Chasydów Rabina Twerskiego w Lublinie z siedzibą w Działoszycach.

W 1931 r. w budżecie po stronie wpływów planowano 61 070 zł, w tym z rzezi – 35 000 zł, ze składek – 12 390 zł, zaległości z roku 1930 wynosiły 6440 zł. W tymże roku starostwo dokonało kolejnych zmian. Pozostawiono prezesa, ale do zarządu weszli nowi ludzie: Chaim Ryba, Majer Spiro, Izrael Pomerenc, Beniamin Pinczewski. Sekretariat prowadzili Moszek Kołatacz i Herszel Moher. Powołano też niezależną komisję do naliczenia wysokości składek, na czele której stanął Abram Aba Granabaum[1.26]. Mimo starań władz państwowych powyższe zmiany nie uzdrowiły sytuacji.

W 1932 r. założono wpływy w budżecie w wysokości 55 000 zł, a więc o 6000 zł mniej niż rok wcześniej. Zamierzano uzyskać z rzezi – 35 000 zł, ze składek – 10 170 zł, ze sprzedaży macy – 3000 zł, z pomników na cmentarzu – 100 zł, z pogrzebów – 400 zł[1.27]. Założeń budżetu nie wykonano. Zaważył m.in. fakt, że od wielu osób nie udało się wyegzekwować składek, i to od 1924 roku. Efekty były takie, że w 1932 r. rabin powinien otrzymać pobory w wysokości 5600 zł, dostał 3080 zł, podrabin – zamiast 2582 zł dostał 2232 zł, sekretarz – zamiast 3080 zł dostał 2582 zł, inkasent w rzeźni – zamiast 620 zł dostał 490 zł[1.28]. W tej sytuacji wszyscy skarżyli się na zarząd.

Spis sporządzony w 1933 r. wykazał w gminie działoszyckiej 5979 członków. Z rzezi zamierzano uzyskać 39 000 zł, ze składek 14 416 zł, z innych źródeł 4975,85 zł, razem stanowiło to dość znaczącą sumę – 58 391,85 zł. Pobory rabina miały wynosić 5900 zł rocznie, podrabina – 2800 zł. Na pobory funkcjonariuszy gminy przewidywano 17 433 zł, inne koszta – 5283 zł, inwestycje – 4000 zł, subwencje – 2800 zł, dobroczynność – 5000 zł, inne wydatki – 5175,85 zł.

W 1937 r. majątek ruchomy gminy oceniano na 16 500 zł, nieruchomy na sumę 95 500 zł. Uderza spora różnica w wycenie majątku w stosunku do początku lat trzydziestych. Zadłużenie określono na 5082 zł[1.29]. W zarządzie dominowali nadal syjoniści, którzy mieli 50 procent wpływów, silni byli także ortodoksi i mizrachiści.

22 maja 1937 r. dla wielu Żydów był dniem żałoby. Na skutek „oberwania chmury” wystąpiły z brzegów dwie niewielkie rzeczki płynące przez miasto. Zginęło 6 osób, 28 domów zostało zniesionych z powierzchni ziemi, 130 poważnie uszkodzonych. Jak podała „Gazeta Kielecka”, ofiarami powodzi byli m.in. Abram Kleiner (lat 86), Maria Koźma (lat 84), Łaja Wdowińska (lat 64), Chawa Wdowińska (lat 8), Aron Wdowiński (lat 5), Rajgla Rajcher (lat 72)[1.30]. I tu ujawniła się operatywność zarządu, który natychmiast zorganizował niezbędną pomoc dla poszkodowanych. Powódź objęła także powiaty pińczowski, olkuski, miechowski. Tereny zalane odwiedził m.in. wojewoda dr Władysław Dziadosz. W Kielcach powołano komitet pomocy poszkodowanym.

Na początku września 1939 r. Działoszyce ucierpiały od bombardowań. Wojska niemieckie weszły do miasta 7 września. Od razu rozpoczęły się represje wobec społeczności żydowskiej. Rabowano mienie, zajmowano prywatne domy, rozkazano noszenie opasek z Gwiazdą Dawida. Ustanowiono godzinę policyjną – od 21 do 5 dla chrześcijan, od 20 do 6 rano dla Żydów.

Szefem Judenratu został Mosze Josel Kruk, który próbował prowadzić z Niemcami negocjacje. Powstał społeczny komitet rozdzielający żywność dla najbiedniejszych. Wydawano 1500 gorących posiłków dziennie. Dbano też o podtrzymanie życia duchowego – przygotowano m.in. bal dla dzieci i spektakl z okazji Chanuki. Od 1941 r. funkcjonowało getto, którego więźniowie byli dręczeni ciężką pracą, głodem, dyfterytem i tyfusem.

Kres społeczności żydowskiej w Działoszycach rozpoczął się 1 września 1942 r., a jego opis znalazł się we wspomnieniach Wacława Kapsy. Wedle autora, który był bezpośrednim świadkiem dramatu: „Nagle zrobił się kurz na rynku i zaczęli Żydzi uciekać w rozmaite strony, bo otrzymali wiadomość, że Niemcy jada kolejką przygotowani do wysiedlenia. Ta wieść błyskawicznie obiegła Działoszyce. Niemcy przyjechali na stację kolejową, ale w tym czasie dużo Żydów uciekło w pola, a ponieważ była ciepła jesień i ciepłe noce, mogli tam nocować. Przyszedłem do domu i wyglądam oknem na pola widoczne od Chmielowa do Jazdowa; daleko widać, słychać strzały od stacji. Słychać było broń maszynową. Na razie nie było widać, żeby kogoś zranili czy zabili. Obserwowałem, co będzie dalej. Zaczęli obstawiać miasto dookoła, jeden policjant, trzy kroki dalej jeden „baudinst” [Baudienst] z łopatą na ramieniu; otoczyli miasto pierścieniem, by nikt nie mógł się wydostać. Potem pierścień ten zaciskali, tak by nawet mysz się nie przecisła. Ta obstawa stała całą noc. (...) Żandarmi i policja chodzili ulicami wypędzali Żydów z mieszkań na rynek, wychodzili całymi rodzinami.

Widać było jacy Niemcy systematyczni, idą ulica za ulicą. Pomału rynek się zapełnia, stoją w kolumnach ósemkami, jest porządek, staruszkowie i staruszki kierowane są na wozy, do oczekujących furmanek. Kto raz wsiądzie, temu nie wolno już opuszczać wozu. Ci co wchodzą na rynek stają w szeregach z plecakami na plecach, widocznie przygotowali się do wysiedlenia, zabierali trochę żywności. Ci co idą na furmanki, już z nich nie schodzą, policjant nie pozwala. Nie wiedzieli, że furmanki są do tego by Żydów wozić na miejsce straceń, tych co sami nie mogą dojść na miejsce. Sadowili starców, by ostatni raz przed śmiercią przejechali się, jak za dobrych czasów. Jak się furmanka zapełniła dostatecznie, policjant kazał woźnicy jechać na miejsce kaźni. Przejechali most na rzece Jakubówce, zamiast w stronę stacji jechali na kierkowskie doły [doły wykopane na cmentarzu żydowskim]. W nocy na kierkowie całą noc baudinści kopali doły. Było ich wykopanych kilka, długich na kilkadziesiąt metrów, szerokości 3 metrów. Chłopi, co już raz jeździli ze staruszkami, wiedzieli co Niemcy robią, mówić nie mogli, mieli to surowo zakazane. (…) Otrzymałem rozkaz zawiezienia wody sodowej i lemoniady na miejsce kaźni dla żandarmów „katów”. Jedziemy na doły kierkowskie, w tej chwili przyjechał transport z Żydami, każą im wysiadać z wozów, stawać w kolejności jeden za drugim.

Po jednej stronie stały kosze, do których rzucali kosztowności, a po drugiej stronie kosze, gdzie musieli składać dokumenty osobiste. Następnie musieli rozbierać się do naga i gęsiego maszerować w kierunku wykopanych dołów, ustawić się tam jeden koło drugiego. Za nimi szło dwóch żandarmów z pistoletami dziewięciostrzałowymi. Taki oprawca podchodził, brał ofiarę za bark, strzelał w nasadę głowy, tam gdzie kończy się głowa, a zaczyna szyja; strzał i kopniak, zabity wpadał do dołu. A w dole dużo jeszcze żyło, widać było jak się ruszali. Szybko wyładowałem skrzynie z wodą i odjazd do miasta, żeby więcej nie widzieć tej masakry. (…) Przyszedł po mnie Józef Adamczyk, on mnie ma tu zastąpić, bo w magistracie pilnie czeka burmistrz. W gabinecie burmistrza czekał także prezes gminy żydowskiej, Kreislangleiter i paru gestapowców. Kazali mi zebrać koszty utrzymania całej grupy ekspedycyjnej. Porozumiałem się z właścicielami restauracji, piekarni, spółdzielnia „Rolnik”, złożyłem cała sumę wydatków. Wyszło tego około 100 tys. zł obiegowych. Podałem rachunek burmistrzowi, przejrzał podał Kreislangleiterowi, ten gestapowcom. A ci kazali płacić za rachunek Żydom. Co za podłość Niemców, za to, że Żydów rozstrzeliwali kazali sobie płacić, czy to nie ohyda, czy coś podobnego może zrobić człowiek kulturalny… Po zapłaceniu rachunków przez członków gminy żydowskiej, nakazano im, by za godzinę stawili się wraz z rodzinami na stacji kolejowej. Jeszcze wczoraj obiecywano im, że gmina żydowska pozostaje na miejscu, tylko mają dopilnować wyjazdu pozostałych. Co za fałsz, co za obłuda, wielkie oszustwo, ludzkie pojęcie przechodzi.

Młodzi Żydzi wyszli z magistratu, pozostał prezes gminy żydowskiej. Prezes [Judenratu Mosze Josel] Kruk pożegnał się z burmistrzem i pracownikami magistratu; płakał, a wszyscy obecni płakali wraz z nim. Widziałem jak wracał do domu, nie ten sam człowiek, całkowicie załamany, jakby potracił zmysły. Zacząłem go uspokajać, tłumaczyć, że musi ratować dzieci, nie może pozwolić, żeby małym dzieciom stałą się krzywda, póki ojciec żyje. Trochę go uspokoiłem, poszedł do domu, a ja do biura. (...) Zbliżał się wieczór, pierwszy od wieków bez Żydów w mieście.

Od niepamiętnych czasów żyli obok siebie Polacy – katolicy i Żydzi, pchali biedę i taczkę życiową. Dzisiaj wszystko się skończyło. 13 tysięcy ludzi wywieźli z miasta, bo jednemu człowiekowi zachciało się ludzi mordować (…) Wysiedleń było trzy: pierwsze we wrześniu 1942 roku, kiedy zginęło na terenie miasta około 1500 osób, tyle pochowano w dołach kierkowskich i na kierkowie [cmentarzu żydowskim]. Gdzieś koło października nastąpiło drugie wysiedlenie, tych co ukrywali się na terenie miasta w schowkach, gdzie nasi Polacy wyszukiwali i wyciągali ukrywających się, jak na przykład Wdowińskich. Takich zebrało się kilkaset osób, trochę zastrzelono na miejscu, a resztę zabrali Niemcy do Miechowa. Trzecie i ostatnie wysiedlenie było w listopadzie. Zabrali z miasta i z okolicznych miejscowości około 2000 osób. Widać tyle uciekło i ukrywało się przed pierwszym wysiedleniem. (...) Po ostatnim wysiedleniu Żydów, przyjechał z Miechowa przedstawiciel gestapo celem likwidacji mienia pożydowskiego. Wraz z policją sprzedawali przez tydzień urządzenia mieszkalne. Masy chłopstwa przyjechały do miasta, kupowali umeblowanie i sprzęt razem z pluskwami”[1.31].

Po wojnie po społeczności żydowskiej w Działoszycach pozostały jedynie ruiny synagogi, którą zbudowano w 1852 roku. Starano się zapomnieć o obecności Żydów w mieście. Sytuacja zaczęła się zmieniać po 1989 roku. Najpierw do miasta przyjechał niegdysiejszy rabin, ocalały z Zagłady, Leon Kruk, przed wojną zamieszkały na ul. Krakowskiej. W Działoszycach (nieopodal parku przy ul. Skalbmierskiej) powstał też niewielki pomnik z napisem: „Pomordowanym mieszkańcom Działoszyc wyznania mojżeszowego 1942 r. w 50 rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, tutejsze społeczeństwo. Działoszyce, 1 IX 1989 r.”. W 2002 r. do Działoszyc przyjechali filmowcy – Menachem Daum i Oren Rudowsky. Daum jest zięciem mężczyzny uratowanego z Zagłady przez mieszkańców okolicznej wsi Bronowo; zabrał on na wyprawę do Polski swoich synów, aby poznali ludzi, którzy uratowali jego dziadka. W ten sposób powstał film Hiding and Seeking („Zabawa w chowanego”) w reżyserii Dauma. W 2003 r. reżyser ponownie odwiedził miasto, a jego film był pokazywany w miejscowej szkole.

Bibliografia

  • Kaczmarkiewicz M., Stowarzyszenia żydowskie w województwie kieleckim (19181939), „Biuletyn ŻIH” 1994, nr 1–3.
  • Kapsa J., Zagłada Żydów w Działoszycach, Fundacja Wolność i Pokój [online:] https://fundacjawip.wordpress.com/2021/04/24/zaglada-zydow-w-dzialoszycach/ [dostęp: 29.04.2021].]].
  • Penkalla A., Żydowskie ślady w województwie kieleckim i radomskim, Radom 1992.
  • Sabor A., Śladami żydowskich miasteczek. Działoszyce, Pińczów, Chmielnik, Chęciny,  Kraków 2005.
Drukuj
Przypisy
  • [1.1] Penkalla A., Żydowskie ślady w województwie kieleckim i radomskim, Radom 1992, s. 39.
  • [1.2] Sabor A., Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek. Działoszyce, Chmielnik, Pińczów, Chęciny, Kraków 2005, ss. 10–11.
  • [1.3] Sabor A., Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek. Działoszyce, Chmielnik, Pińczów, Chęciny, Kraków 2005, s. 13.
  • [1.4] Sznajderski A., Działoszyce 2000. Dzieje miasta i okolicy, Działoszyce 2003, s. 205.
  • [1.5] Księga Adresowa Polski (wraz z W.M. Gdańskiem) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, Warszawa 1930, s. 204.
  • [1.6] Księga Adresowa Polski (wraz z W.M. Gdańskiem) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, Warszawa 1930, ss. 204–205.
  • [1.7] Spis uczestników obrotu czekowego PKO, Warszawa 1933, s. 305.
  • [1.8] Sabor A., Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek. Działoszyce, Pińczów, Chmielnik, Chęciny, Kraków 2005., s. 14
  • [1.9] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 250
  • [1.10] APK, UWK I, sygn.1511, k. 35.
  • [1.11] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn.1400, k. 469.
  • [1.12] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn.1400, k. 409.
  • [1.13] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn.1400., k. 470.
  • [1.14] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1601, k. 20.
  • [1.15] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1568, k. 1, 2.
  • [1.1.15] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1568, k. 1, 2.
  • [1.16] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 57.
  • [1.17] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 117.
  • [1.18] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 26.
  • [1.19] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1516, k. 27.
  • [1.20] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 155, 156.
  • [1.21] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 156.
  • [1.22] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 399.
  • [1.23] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 523.
  • [1.24] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 297.
  • [1.25] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 27.
  • [1.26] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 432.
  • [1.27] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 829, 861.
  • [1.28] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 1684, k. 861.
  • [1.29] Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki Kielecki I, sygn. 3354
  • [1.30] „Gazeta Kielecka” 1937, nr 126.
  • [1.31] Kapsa J., Zagłada Żydów w Działoszycach, Fundacja Wolność i Pokój [online:] https://fundacjawip.wordpress.com/2021/04/24/zaglada-zydow-w-dzialoszycach/ [dostęp: 29.04.2021].