Podczas likwidacji getta w Otwocku, znajdującego się przy ul. Reymonta, Niemcy rozstrzelali kilka tysięcy osób pochodzenia żydowskiego. Te tragiczne wydarzenia opisał Calek Perechodnik, członek miejscowej policji żydowskiej:

„Od rana żydowscy robotnicy z obozu karczewskiego kopali masowy grób, przed grobem specjalnie zostawiali trochę piasku. Powstawał nasyp, gdzie dziesiątka ludzi dochodziła i kładła się brzuchami na ziemię. Kark leżał siłą rzeczy wyżej niż nogi. W tym momencie dziesięciu żandarmów, którzy stali odwróceni tyłem, na rozkaz jednego wykręcali się, mierzyli i padała salwa. Po takiej salwie, w zależności, gdzie mierzyli – w kark czy też w mózg, bywały wypadki, że znajdowaliśmy później kawałki rozpryśniętych mózgów w odległości dwudziestu kroków. Potem padały jeszcze pojedyncze strzały, dobijano ruszających się. W tym momencie robotnicy dochodzili do zabitych, przeszukiwali kieszenie i szybko wrzucali na świeże, gorące jeszcze trupy poprzedników. Miejsce było wolne, następna dziesiątka mogła podejść. Wszystko to działo się na oczach kolejnych dziesiątek, które doskonale wiedziały, jak się odbywają egzekucje, no i na oczach żydowskich robotników, z których niejeden własnoręcznie wrzucił do dołu stygnące zwłoki żony, matki czy też dzieci”[1.1].

Osoby zamordowane w Otwocku podczas Zagłady grzebano też w innych zbiorowych grobach, m.in. na zboczu wydmy przy ul. Górnej, przy dawnym żydowskim sanatorium „Marpe" i w okolicznych lasach. W miejscu masowego grobu przy ul. Reymonta po wojnie odsłonięto pomnik z napisem o treści: „Miejsce straceń 5000 Żydów, którzy w dniu 19 VIII 1942 r. zginęli z rąk hitlerowskich ludobójców. Cześć ich pamięci”.

Drukuj
Przypisy
  • [1.1] Perechodnik C., Spowiedź, Warszawa 2011.