Do końca XVIII w. Pabianice były własnością biskupów krakowskich. Miasto posiadało przywilej zakazujący Żydom osiedlania się w jego granicach. Dopiero, gdy znalazło się w zaborze pruskim zniesiono ograniczenia w osadnictwie ludności wyznania mojżeszowego. W 1794 r. Pabianice liczyły 482 mieszkańców, w tym 15 Żydów.

Na początku XIX w., wraz z rozwojem przemysłu włókienniczego i sukienniczego, w mieście osiedliło się 19 zamożnych przedstawicieli wyznania mojżeszowego. Od 1836 r. miejscowi Żydzi mieli już własną gminę wyznaniową. Początkowo osiedlali się tylko w części zwanej Starym Miastem. Po 1848 r. ci, którzy udowodnili swoją przydatność zawodową oraz uzyskali specjalne pozwolenie mogli przenosić się do Nowego Miasta. Społeczność została mocno przetrzebiona przez epidemię cholery, panującą w latach 1848–1852. W 1860 r. czyniono próby osiedlenia Żydów w wyznaczonym rewirze obejmującym ul. Bóżniczą i Tuszyńską, ale carski ukaz o równouprawnieniu pokrzyżował te plany.

Od 1864 r. w Pabianicach rozpoczęła działalność szkoła dwuklasowa przeznaczona zarówno dla katolików, jak i Żydów. Na dwóch pracujących w niej nauczycieli jeden był Żydem. Do placówki uczęszczało 190 uczniów, w tym 19 dzieci żydowskich. Pod koniec XIX w. gmina wzbogaciła się o własną szkołę wyznaniową znajdującą się przy ul. Kaplicznej.

Nabożeństwa początkowo odbywały się w domach prywatnych, później w wynajętym domu przy ul. Bóżniczej. W 1880 r. wybudowano w Pabianicach murowaną synagogę. Utworzono także cmentarz przy ul. Cmentarnej. W okresie I wojny światowej, kiedy sytuacja ludności, szczególnie najbiedniejszej, uległa materialnemu pogorszeniu powstało w mieście kilka organizacji o charakterze samopomocowym. Żydowscy filantropi powołali do życia własne stowarzyszenia: „Strzechę Robotniczą” związaną z partią Poalej Syjon oraz „Żydowską Tanią Kuchnię” funkcjonującą pod protektoratem Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności.

W 1897 r. mieszkało tu 5017 Żydów, stanowiąc 19% mieszkańców. Od początku XX w. rozwijała się aktywna działalność polityczna w szeregach Polskiej Partii Socjalistycznej, Bundu oraz organizacji syjonistycznych. Niebawem znaczącą siłą stała się także Aguda.

W 1919 r. Pabianice zamieszkane liczyły 35 335 mieszkańców, z czego 18% stanowili Żydzi. Od okresu pierwszej wojny światowej działała wyższa szkoła polsko-hebrajska ze 150 uczniami, ale zamknięto ją w 1925 roku. Aż do Zagłady przetrwała natomiast związana z Agudą Talmud-Tora, do której uczęszczało 500 uczniów.

Według spisu ludności z 1931 r. miasto zamieszkiwało 8177 osób wyznania mojżeszowego, co stanowiło 17,8% ogółu mieszkańców. Większość z nich nadal zamieszkiwała tradycyjną dzielnicę żydowską – Stare Miasto mieszczącą się wokół ul. Bóżniczej, Kaplicznej, Batorego, Stary Rynek, Garncarskiej, Konopnej, a od południa – ul. Piotra Skargi. Pabianice stanowiły wielki ośrodek żydowskiego życia religijnego. Reprezentowane były tu liczne grupy chasydzkie, funkcjonowało także kilka sądów rabinackich. W mieście wychodziła gazeta żydowska „Pabiancer Cejtung”, a w latach 30. XX w. – dwa tygodniki. Żydzi pabianiccy starali się włączać też w ogólne życie społeczne. Wzięli udział w budowie Pomnika Niepodległości, a najzamożniejsi spośród nich: Gerson Weinstejn, Izaak Urbach i Mojżesz Pikus weszli w skład komitetu zbiórki funduszy na ten cel.

Po wkroczeniu do miasta wojsk niemieckich 08.09.1939 r. rozpoczął się okres prześladowań społeczności żydowskiej. Podobnie jak w całym województwie łódzkim Żydom nakazano noszenie opasek z gwiazdą Dawida i napisem „Jude”. Wprowadzono również godzinę policyjną, według której Żydzi mogli poruszać się po mieście tylko w godzinach 8.00–17.00, bez prawa przeprowadzki czy wyjazdu poza Pabianice. Nie wolno im było poruszać się chodnikiem. Mogli chodzić tylko ulicami. Musieli także kłaniać się napotykanym Niemcom.

W lutym 1940 r. okupant utworzył getto – jedno z pierwszych w Polsce – znajdujące się wokół ulic: Sobieskiego, Batorego, Bóżniczej, Kaplicznej, Konopnej, Garncarskiej i Kościelnej. Komendantem getta z ramienia Landrata został Niemiec nazwiskiem Szper. Przetrzymywano tu 8–9 tys. ludzi. Nadzór policyjny sprawowali funkcjonariusze gestapo: Hans Mayer i Teodor Kanwiszer. Wewnątrz getta działała Rada Starszych pod przewodnictwem Rubinsteina. Powstała także policja żydowska.

Ludność polska po utworzeniu dzielnicy zamkniętej nie przerwała kontaktów z Żydami. Funkcjonował nielegalny handel z gettem. Był nawet przypadek sprzedaży do getta całej krowy przez rodzinę Durajskich, z przeznaczeniem na ubój.

Niemcy zatrudniali Żydów przy różnego rodzaju pracach porządkowych, m.in. burzeniu bunkrów pozostałych po polskiej wojnie obronnej 1939 r. oraz niwelowaniu terenu na rogu ul. Kaplicznej i Warszawskiej. Zmuszali ich do śpiewania piosenki w trakcie przemarszu do pracy i podczas pracy. Brzmiała ona następująco: „My Żydy koty nie znali roboty. Przyszedł Hitler złoty, nauczył nas roboty”.

Wybrano 1,2 tys. rzemieślników, przymuszając ich do pracy w skonfiskowanych fabrykach żydowskich. Ich zadanie polegało przede wszystkim na szyciu mundurów dla Luftwaffe oraz namiotów wojskowych. Pomimo ciężkich warunków bytowych w getcie funkcjonował mały teatrzyk wystawiający przedstawienia i wodewile. W byłej szkole żydowskiej mieścił się szpital obsługujący wyłącznie Żydów.

Jak wynika z raportu sytuacyjnego oficera Wywiadu Ogólnego Armii Krajowej Obwodu A. K. Piotra Baryki z dnia 15.08.1942 r., jeszcze wiosną 1942 r. komisja lekarska zbadała wszystkich mieszkańców getta powyżej 10 roku życia, stemplując na piersi znak „A” lub „B”. W maju 1942 r. 500 osób wywieziono na roboty do Norwegii. W wigilię Zielonych Świąt otoczono getto policją i członkami SA. 16 maja 1942 r. wszystkich mieszkańców wyrzucono z mieszkań i po przepędzeniu przez miasto zamknięto na stadionie sportowym przy ul. Zamkowej, należącym do firmy Kruche i Ender.  Po drodze zamordowano słabych i chorych oraz tych, którzy nie chcieli opuścić swoich mieszkań. Podczas przemarszu Żydzi na oczach Polaków i Niemców byli bici i poniewierani. Na stadionie Żydzi spędzili 3 noce i 2 dni, cały czas stojąc w ulewnym deszczu bez jedzenia i możliwości odpoczynku. Kilkudziesięciu osłabionych rozebrano do naga; wielu zmuszano do popisów cyrkowych, a resztę do przymusowych oklasków. W mieście mówiono o odebraniu matkom niemowląt i zakopaniu ich zaraz po tym, jak zmarły pozostawione w specjalnie wykopanym rowie. Część Żydów z kategorią „A” wywieziono tramwajami do getta w Łodzi, a resztę koleją w kierunku Kutno – Płock. Około 200 Żydów pozostało w Pabianicach, z czego 150 wywieziono w krótkim czasie do Łodzi. Pozostali zatrudnieni zostali na terenie getta w zakładzie krawieckim, gdzie zostali skoszarowani. Majątek pozostawiony przez Żydów w opuszczonych mieszkaniach został zrabowany przez Niemców i wywieziony do Łodzi. Jak stwierdza autor raportu z tajnych źródeł niemieckich dowiedział się, że ludzie oznaczeni kategorią „B” zostali „przetopieni na mydło” w specjalnych zakładach pod Płockiem oraz w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem.

Fakt mordu w Chełmnie nad Nerem został potwierdzony przez anonimową kartkę, która została odnaleziona w Pabianicach podczas sortowania odzieży pomordowanych. Treść brzmi następująco:

dnia 2/IV 1943 r.

Kartka ta pisana jest przez ludzi tych, którzy mają życia zaledwie kilka godzin. Kto tę kartkę przeczyta trudno mu będzie do wiary! Czy to jest prawda, czy też nie.

Otóż jest to prawda tragiczna, bo w tej miejscowości znajdują się wasi bracia i siostry, którzy także zginęli tą samą śmiercią! Jest to miejscowość, która nazywa się Koło. W odległości 12 km tego danego miasta znajduje się ta „Rzeźnia ludzi”. My zaś pracowaliśmy jako rzemieślnicy. B[yli] między nimi byli krawcy, kamasznicy i szewcy. Rzemieślników było 17-tora ludzi. Otóż mogę podać nazwiska tych ludzi: 1. Pinkus Grun z Włocławka, 2. Jones Lew z Brzezin, 3. Szama Aka z Brzezin, 4. Żemad Szumiraj – Włocławek, 5. Genyp Majer – Kalisz, 6. Wachtel Symcha – Łęczyca, 7. Wachtel Smylek – Łęczyca, 8. Beniek Jastrzębski, 9. Nusbaum Aron – Skępa [Skępe], 10. Yser Strasburg – Lutomiersk, 11. Mosiek Płosker – Kutno, 12. Felek Płosker – Kutno, 13. Josef Herszkowicz – Kutno, 14. Chaskel Rorach – Łęczyca, 15. Wolf Gutkiewicz – Łódź, 16. Szyja Szlamowicz – Kalisz, 17. Gecel – Turek[1.1]

Inne świadectwo zagłady oddają wspomnienia Zygmunta Lubońskiego. Noszą one nazwę Przez szparę w płocie boiska: „Przez szparę w płocie boiska sportowego Kruche i Ender od ulicy Zachodniej (Curie-Skłodowskiej) widziałem, jak zajechała limuzyna, z której wysiadł major policji Sudau w otoczeniu kilku wyższych osobistości miasta Pabianic. Weszli oni na wał okalający boisko z minami władców i patrzyli z pogardą na zgrupowanych Żydów. Dziwnie uroczystą ciszę przerywały tylko okrzyki mundurowych siepaczy, w ślad za tym wrzaski bitych ofiar. Przeprowadzano selekcję. Z podniesionymi w górę dowodami rozdzielano ojców od rodzin, matki od dzieci, według uprzednio poczynionych kategorii. Utworzone grupy przepuszczali przez wąskie przejście prowadzące na środek boiska. Przy przejściu stało kilku żandarmów, którzy znów niewiadomo już który raz z kolei, wymierzali skrupulatnie każdemu przechodzącemu nie wyłączając starców i kobiet, porcję kijów przez plecy, głowę, gdzie popadło. Niemowlęta odbierane matkom, jak śmieci rzucano do przydrożnego rowu. Wieczorem odprowadzono pod eskortą na dworzec dwie grupy Żydów – ok. 200 osób. Okoliczni mieszkańcy opowiadali, że w nocy w miejscu zgrupowanych Żydów zapalały się często reflektory i zarazem potem słychać było przeraźliwe krzyki bitych ludzi. Sobota, 16 maja 1942 roku.”[1.1.1]

Inne wspomnienie pochodzi od Heleny Morawskiej, która przed wojną skończyła w Pabianicach seminarium nauczycielskie i przez rok pracowała w szkole żydowskiej w Zduńskiej Woli przy ul. Ogrodowej. Okupację spędziła w Pabianicach i z tego okresu pochodzi przedstawiony tu fragment jej wspomnień: „Z gettem pabianickim miałam łączność dość często, gdyż leczyłam zęby u p. Świder, siostry wspomnianego przeze mnie lekarza. Pokój jej był któryś z rzędu, a każdy poprzedzający zajmowała rodzina i często liczna bardzo. Gwar, hałas dzieci był tak straszny, że p. Świder uciszała je lub bezradnie pocierała głowę mówiąc: „Kiedy się to skończy?”. Często zamiast zapłaty za usługę dentystyczną, przynosiłam coś w naturze, o ile miałam możność nabycia potrzebnych produktów. (…) W sobotę wieczorem 16 maja 1942 r. któraś z naszych sąsiadek zaalarmowała cały nasz dom. Wyszliśmy wszyscy na podwórko. Deszcz tego wieczoru padał ulewnie. Zapalające reflektory stwarzały na naszym podwórku taką jasność, że widzieliśmy się wszyscy – jednakowo przerażeni. Wiedzieliśmy, że na boisku Kruche i Ender są Żydzi z getta. Po zgaszeniu światła z tysięcy istot ludzkich wydano krzyk, który szarpał serce. I tak jakby dla strasznej bestialskiej zabawy – rytmicznie powtarzało się bez przerwy to samo – światło przemijające i krzyk rozdzierający. Na drugi dzień byłam w kościele na starym mieście. Z boiska wywożono na wozach starych Żydów, którzy robili wrażenie półżywych, nie reagowali na otoczenie. Wozy posuwały się w stronę stacji. Po wojnie udałam się do Zduńskiej Woli chcąc się dowiedzieć o losach moich koleżanek żydowskich. Z kilkunastu osób (dwie szkoły) odliczyła się tylko pani Róża Koenigsberg-Luboszyc… [1.2].

Inne relacje również pochodzą od Polaków – mieszkańców Pabianic: „W tym czasie całe miasto zostało wstrząśnięte potwornym wydarzeniem. Przez kilka dni chłopcy z drużyny „Kruka” donosili o podejrzanym ruchu „Siedliczka”, czyli w prezydium policji przy ulicy Gdańskiej. Wieczorem 15 maja przyjechały z Łodzi dwie ciężarówki, były pełne esesmanów. Wzmocniono posterunki wokół getta. I oto wczesnym rankiem 16 maja Niemcy z wielkim wrzaskiem zaczęli wypędzać Żydów z getta. Popychanych, bitych, wystraszonych ludzi ustawiali czwórkami i prowadzili ulicą Warszawską, a dalej Zamkową na boisko sportowe firmy Krusche i Ender. Był to wstrząsający widok. Ponad sześć tysięcy osób wychudzonych i słabych, o ziemistych twarzach i zapadniętych oczach pędzono środkiem jezdni. Szły kobiety z maleńkimi dziećmi na rękach, starcy potykający się, wspierani przez synów i córki, dreptali chorzy. Wszyscy w grobowym milczeniu. Nikt z tych nieszczęsnych, przerażonych ludzi nie wydał jęku, nie zapłakał. Nawet małe dzieci nie odważyły się krzyknąć, sparaliżowane strachem. Tylko strażnicy krzyczeli: „Los!”, „Los!”. Niektórzy prowadzili na smyczy psy, które wyrywały się i szczekały na pędzonych ludzi. Cały ten ogarnięty grozą tłum zamknięto na boisku. W nocy spadł deszcz. Ludzie przemoknięci, zziębnięci i głodni siedzieli na rozmiękłej ziemi. Minął następny dzień, także pod gołym niebem i bez jedzenia. I znów noc. Dopiero trzeciego dnia zaczęto przeprowadzać selekcję. Niemowlęta zabijano. Starców spędzono w jeden kąt boiska. Leżeli na wpół żywi, wielu zmarło z zimna i głodu. Kilka osób popełniło samobójstwo. Wieczorem tych, którzy mieli jeszcze dość sił, pognano na dworzec i wepchnięto do wagonów towarowych. Pojechali w nieznaną im dal, gdzie miał dopełnić się ich los. Chociaż to wszystko działo się pod osłoną specjalnych jednostek policji, a boisko otoczone było wysokim parkanem, ludzie z pobliskich domów obserwowali ze zgrozą owe wydarzenia. „Kruk” wysłał kilku chłopców z aparatami fotograficznymi ukrytymi w torebkach od cukru. Zrobiono sporo zdjęć. Kiedy obejrzał je „Baryka” przekazał raz jeszcze, aby „Anka” i „Sęk” prowadzili systematycznie kronikę zbrodni hitlerowskich prowadzonych w mieście i okolicy...[1.3].

Relacja Danuty Dąbrowskiej przedstawiona w Biuletynie ŻIH dotycząca zagłady pabianickiego getta brzmi następująco: „Wiosną całą ludność żydowską poddano zbadaniu przez komisję lekarską, która zdrowych mężczyzn i zdrowe kobiety oznaczyła pieczęcią „A”, zaś dzieci do lat 10, starców powyżej 60 [lat] oraz chorych i źle wyglądających – literą „B”. Dnia 16 V 1942 r. wieczorem przybyli do getta żandarmi, kazali Żydom szybko opuścić mieszkania, nie pozwalając nic ze sobą zabrać, i pod razami kolb spędzono całą ludność żydowską na plac sportowy „Krusche i Ender”. Po drodze zabito kilkudziesięciu Żydów. Na placu stali Żydzi pod ulewnym deszczem przez całą noc i następny dzień, nie pozwolono im poruszać się, nie dano im jeść ani pić. Wieczorem kazano ustawić się oddzielnie grupom „A” i „B”. Nocą zajechał na stację obok placu pociąg towarowy. Wagony towarowe, do których załadowano ludność podstawione zostały prawdopodobnie w okolicach młyna w odległości ok. 450 metrów od stadionu. Do wagonów wepchnięto ludzi z grupy „B”, bijąc, odrywając od matek małe dzieci i rzucając je do wagonów. Było przy tym wiele ofiar, szczególnie wśród dzieci, którym hitlerowcy rozbijali główki o wagony. Wagony zaplombowano; stały one na stacji przez całą noc, po czym odjechały (oczywiście do Chełmna). Dnia 18 V grupę „A” zawieziono tramwajami do Łodzi; z grupy „B” udało się uratować tylko garstce 150 kobietom i dzieciom, za które krewni z grupy „A” suto zapłacili. W toku likwidacji getta, wyselekcjonowano jeszcze grupę ok. 150 Żydów – rzemieślników, których umieszczono w salach pofabrycznych przy ulicy Warszawskiej 147. Pracowali tu i mieszkali, tu też umierali. Teren był ogrodzony drutem kolczastym, pod ciągłą strażą niemieckiej służby obozowej”[1.4].

Bibliografia

  • Dąbrowska D., Zagłada skupisk żydowskich w Kraju Warty w okresie okupacji hitlerowskiej, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1955, nr 13–14.
  • Pabianice, [w:] Encyclopedia of Jewish Life before and during the Holocaust, t. II, red. Sh. Spector, G. Wigoder, New York 2001, s. 960.
  • Peska R., Skazani na zagładę. Żydzi w Pabianicach 1794–1998, Pabianice 1998.
  • Sefer Pabianice. Jizkor Buch fun der farfainikter kehile, red. A. W. Yassni, Tel Awiw 1956.
Drukuj
Przypisy
  • [1.1] Peska R., Skazani na zagładę. Żydzi w Pabianicach 1794–1998, Pabianice 1998, s. 80.
  • [1.1.1] Peska R., Skazani na zagładę. Żydzi w Pabianicach 1794–1998, Pabianice 1998, s. 80.
  • [1.2] Peska R., Skazani na zagładę. Żydzi w Pabianicach 1794–1998, Pabianice 1998, ss. 81–82.
  • [1.3] Stępniowa J., My z Szarych Szeregów, Warszawa 1985, ss. 136–138.
  • [1.4] Dąbrowska D., Zagłada skupisk żydowskich w Kraju Warty w okresie okupacji hitlerowskiej, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1955, nr 13–14.