Działający od 1808 r. Hotel Polski przy ul. Długiej 29, w czasie okupacji niemieckiej zapisał się w historii jako miejsce pułapki dla ukrywających się w Warszawie wiosną 1943 r. Żydów. 

Na przełomie 1941 i 1942 r., kiedy do Europy Zachodniej zaczęły docierać informacje o prześladowaniach ludności żydowskiej, organizacje żydowskie w Szwajcarii chciały umożliwić wyjazd z Generalnego Gubernatorstwa niektórym osobom zamkniętym w getcie. Załatwiły paszporty neutralnych państw Ameryki Południowej i Środkowej (m.in. Paragwaju, Hondurasu, Salwadoru, Peru, Chile) i wysłały je do okupowanej Polski. Posiadacze dokumentów mieli następnie trafić do obozów na Zachodzie. Tam miałaby zostać dokonana ich wymiana na niemieckich jeńców.

Dokumenty jednak nie dotarły nigdy do adresatów. Wiadomo, że wiosną 1943 r. znalazły się w rękach dwóch osób – Leona (Lejba) Skosowskiego i Adama Żurawina, Żydów, którzy byli najprawdopodobniej konfidentami gestapo. Za cichym przyzwoleniem władz niemieckich obaj zaczęli sprzedawać te dokumenty. Informacja o możliwości kupna paszportów państw neutralnych obiegła Warszawę w maju i czerwcu 1943 roku. Ukrywający się Żydzi, którzy mieli już dość życia w strachu lub nie mieli się gdzie ukryć po upadku powstania w getcie, zaczęli się zgłaszać po zakup dokumentów. Pierwszym punktem kontaktowym stał się Hotel Royal przy Chmielnej 31, a później Hotel Polski przy Długiej 29. Paszporty kosztowały od 30 do 300 złotych, przyjmowano też w zamian złoto oraz inne kosztowności.

Adina Blady-Szwajgier, która odprowadziła do Hotelu swojego męża, Stefana Szpigielmana, tak opisała wizytę przy ul. Długiej 29:

„Kiedy wyszliśmy z tej portierni do hallu, było tak jak we śnie albo surrealistycznym filmie. Bo wszędzie byli Żydzi. Bez opasek. Poruszający się swobodnie. To byli bogaci Żydzi. Ten wyjazd dużo kosztował. Papiery przysłane ludziom, których spopielałe kości użyźniały ziemię w Treblince, gestapo odsprzedawało drogo. Była to kosztowna śmierć. Tylko przedtem za te pieniądze otrzymywało się 2-4 dni złudzenia. Może to też coś warte?” [1.1]

Dzięki tej akcji ujawniło się blisko 3 tys. Żydów, wśród nich m.in. pisarze Jehoszua Perle i Icchak Kacenelson z synem. Zgłaszając się do Hotelu Polskiego oddawali się w ręce władz niemieckich. Internowano ich w budynku przy Długiej, a potem stopniowo wywożono ich do obozów koncentracyjnych w Vittel oraz Bergen-Belsen. 13 lipca 1943 r. ostatnich kilkuset mieszkańców Hotelu Polskiego, którzy zgłosili się, ale nie byli w stanie zapłacić za dokumenty, Niemcy wywieźli na Pawiak i tam zastrzelili.

Ok. 2,5 tys. Żydów wysłanych do Vittel i Bergen-Belsen z nadzieją czekało na wyjazd do Ameryki Południowej. Okazało się jednak, że Honduras, Paragwaj, Panama i inne kraje neutralne podważyły autentyczność dokumentów. Osoby, które posiadały paszporty, nie były ich prawnymi właścicielami. Być może też konsulaty, które je wystawiły, nie poinformowały o tym swoich central. W tej sprawie wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Wywiezieni do Vittel i Bergen-Belsen Żydzi trafili ostatecznie do Auschwitz, gdzie wiosną 1944 r. zostali zamordowani. Spośród ok. 3 tys. osób, które przeszły przez Hotel Polski, przeżyło jedynie 260.

Aleksandra Król

Drukuj
Przypisy
  • [1.1] A. Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2010, s. 220