Stworzone przez Niemców getta tranzytowe stanowiły ważny element infrastrukturalny wspomagający proces zagłady Żydów europejskich podczas II wojny światowej. Ich istota polegała na skupieniu ludności żydowskiej z dystryktu lubelskiego oraz z zagranicy, głównie z Niemiec, Austrii, Słowacji i Czech, w miejscu dogodnym do późniejszego sprawnego przeprowadzenia Akcji „Reinhardt”. Getta przejściowe były ulokowane przede wszystkim w małych miejscowościach na terenie Lubelszczyzny, w pobliżu linii kolejowych, łączących trzy niemieckie nazistowskie obozy zagłady: Bełżec, Sobibór i Treblinkę. Ponadto, miejsca te były wypełnione zarówno przez miejscowych Żydów, jak i wysiedleńców z innych części Polski, które zostały wcielone do Niemiec, głównie z tzw. Kraju Warty. Sami Niemcy określali te miasteczka jako „główne punkty zbiorcze i przeładunkowe”; były one faktycznie jedynie przystankiem na drodze do ostatecznej zagłady.
Pierwsze i zarazem największe getta tranzytowe zostały utworzone przez Niemców w Piaskach i Izbicy, leżących na drodze do Bełżca, pierwszego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady, który został uruchomiony w marcu 1942 roku. Trzecie getto przejściowe zostało zlokalizowane w Rejowcu, w okolicach Chełma, położonym na przecięciu linii kolejowych do Bełżca i Sobiboru. Kolejne tego typu getta Niemcy utworzyli, m. in. w Opolu Lubelskim, Lubartowie, Łukowie, Kraśniczynie, Chełmie, Dęblinie, Zamościu, Puławach, Międzyrzecu Podlaskim, Siedliszczu, Włodawie i Bełżycach. Największe nasilenie transportów z Żydami do gett tranzytowych przypadło na pierwszą połowę 1942. Były one jednak poprzedzone selekcją w Lublinie, gdzie mężczyzn zdolnych do pracy kierowano do niemieckiego nazistowskiego obozu na Majdanku. Z kolei od połowy maja 1942 r. większość transportów trafiała już z pominięciem gett przejściowych bezpośrednio do niemieckich nazistowskich obozów zagłady, przede wszystkim do Sobiboru. W związku z tym getta tranzytowe straciły swoją rację bytu. Ostatnie zostały zlikwidowane przez okupanta jesienią 1942 roku.
Cechą charakterystyczną pobytu w gettach tranzytowych było konfrontowanie się miejscowych, przeważnie biednych i ortodoksyjnych Żydów polskich, z przyjezdnymi, zachodnimi, których wyróżniała asymilacja i laicyzacja. Niemieccy, austriaccy, słowaccy i czescy Żydzi docierali tu z nadzieją na znalezienie „spokojnego życia i godnej pracy”. Kontrastowało to z sytuacją i wiedzą Żydów polskich, którzy lepiej znali realia niemieckiej okupacji – doświadczyli już terroru, grabieży mienia, a także życia i funkcjonowania w getcie. Różnicę w świadomości Żydów pochodzących z różnych krajów Europy było również widać podczas wywózek Żydów z gett do niemieckich nazistowskich obozów zagłady. Podczas gdy polscy Żydzi w tym czasie szukali kryjówek, niczego nie podejrzewający przybysze z Zachodu pokornie wykonywali rozkaz stawienia się do transportu wydany przez Niemców.
Tomasz Blatt, przedwojenny mieszkaniec Izbicy, komentuje to w następujący sposób: „SS pojawiło się w budynku Judenratu i przedstawiło ultimatum:
"Wszyscy poniżej piętnastego i powyżej pięćdziesiątego piątego roku życia muszą stawić się na rynku albo zostaną rozstrzelani. Żydów niemieckich i austriackich, mieszkających w tym czasie w Izbicy, gubiła typowa niemiecka dyscyplina, szacunek i uległość wobec władzy. Żydzi polscy oceniali całą sytuację z większym realizmem i usiłowali uniknąć swego ponurego losu. Większość z nich zdawała sobie sprawę, że »przesiedlenie« oznaczało śmierć i podejmowali desperackie próby ukrycia się. Natomiast niemieccy Żydzi, mimo wszelkich ostrzeżeń ze strony swoich polskich współwyznawców, nie wierzyli, że mogliby okazać nieposłuszeństwo i nie wykonać zarządzeń władzy. W krótkim czasie stawiali się w punkcie zbornym”.
Przedwojenna Izbica była typowym małym żydowskim miasteczkiem – sztetlem, o którym Philip Bialowicz w swoich wspomnieniach pisał: „jak w większości takich polskich miasteczek pełno w nim było małych domków, niebrukowanych ulic, skromnych sklepików, był także plac targowy”. Zamieszkiwali je niemal wyłącznie ortodoksyjni Żydzi – było ich 5 tysięcy, co stanowiło 95% ogółu mieszkańców, podczas gdy chrześcijan było około 200 (zamieszkiwali przede wszystkim przedmieścia, trudniąc się rolnictwem). Natomiast, jak przytacza Blatt, „większość Żydów w Izbicy zajmowała się drobnym handlem i rzemiosłem. Ich sklepiki ciągnęły się wzdłuż głównej ulicy i rynku”.
Ze względu na żydowski charakter i dogodne położenie miasteczka – w dolinie, z trzech stron wzniesienia, z czwartej rzeka – od razu po zajęciu Izbicy w 1939 roku Niemcy utworzyli na jej terenie punkt zbiorczy dla Żydów z okupowanej Polski. Pierwszym transportem, który przybył do Izbicy była grupa około tysiąca osób z Wielkopolski. Ponadto trafili tutaj również Żydzi łódzcy. Kolejny transport tego typu miał miejsce w marcu 1941 r., w związku z utworzeniem przez Niemców getta w Lublinie. Do Izbicy przybyło wówczas około 2 tys. lubelskich Żydów. Wraz z rozpoczęciem przez Niemców Akcji „Reinhardt”, w marcu 1942 roku, izbickie getto zaczęło pełnić funkcję getta tranzytowego, ostatniego przystanku na drodze do biologicznej likwidacji Żydów spoza Polski. W tym samym czasie Niemcy zainicjowali wywózki dotychczasowych mieszkańców getta do Bełżca, żeby robić miejsce dla przesiedleńców przybywających z zagranicy. Pierwsi pojawili się czescy Żydzi przywiezieni 11 marca z Theresienstadt. Każdy kolejny transport zagraniczny liczył około 600–1000 osób. Większość wysiedleńców pochodziła z Niemiec (łącznie około 10 tys. osób), a także były 4 transporty z Wiednia (4 tys. osób), 2 ze Słowacji (ponad 2 tys. osób) i jeszcze jeden z Theresienstadt (łącznie 1600 osób). Łącznie przez getto w Izbicy przeszło około 25 tys. osób. Niemniej, ze względu na zakaz przesyłania korespondencji dla Żydów z zagranicy, obecnie bardzo trudno jest oszacować, jak długo poszczególne rodziny przebywały w Izbicy, jak i innych gettach tranzytowych.
Część transportów, od kwietnia 1942 r., była wstępnie selekcjonowana w Lublinie, dlatego też do Izbicy docierali głównie starcy, kobiety i dzieci – czyli osoby postrzegane przez Niemców jako niezdolne do pracy. Tymczasem wykonywanie pracy było głównym czynnikiem gwarantującym dostarczenie minimum środków do życia oraz ochronę przed wywózką do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady. Innym sposobem był handel wymienny. Pracy dla Żydów było jednak mało, przede wszystkim w okolicznych gospodarstwach rolnych, na przykład w majątku Smorczewskich w Tarnogórze, ale również w tworzonych przez Niemców obozach pracy, np. w warsztatach krawieckich w Augustówce. Ciężka praca powodowała skrajne wycieńczenie organizmu, dodatkowo potęgowane przez trudne warunki życia w getcie.
Po pierwsze, Izbica była nieustannie przeludniona. Jak wspomina Blatt mimo, że „czasami akcje dosłownie opustoszały Izbicę, [to] szybko przyjeżdżały następne transporty zagranicznych Żydów z Niemiec, Austrii i Protektoratu Czech”. Liczba więźniów getta oscylowała stale wokół 10 tys. osób. Domy były w większości drewniane i bardzo prymitywne. Ponadto często zdarzało się, że w jednej izbie mieszkało po kilka rodzin, a wręcz „wszystkie budynki socjalne należące do miasta były przepełnione. Za dnia ludzie tłoczyli się na ulicach, a nocą, po godzinie policyjnej, wciskali się w każdy korytarz, każdy kąt i każdą szczelinę domów”, jak relacjonuje Blatt. Poza tym, miasteczko nie posiadało kanalizacji, dostępne były tylko publiczne studnie na rynku. Oprócz tego w wielu mieszkaniach nie było też prądu. Po trzecie, getto miało poważne problemy z aprowizacją dla tak wielkiej liczby osób. Istniała kuchnia ludowa, która dziennie wydawała jedynie pół litra „zupy” na osobę, na którą składała się woda i nieobrane kartofle. W efekcie, powyższe czynniki – przeludnienie, głód i złe warunki sanitarne – powodowały szybkie rozprzestrzenianie się chorób, takich jak biegunka oraz tyfus, wobec którego, jak pisze Blatt, izbiccy Żydzi byli „zupełnie bezradni – po prostu nic nie mogliśmy zrobić. Na mieście mówiono, że papierosy chronią przed tyfusem, wobec czego zacząłem palić”. W obliczu epidemii utworzono prowizoryczny szpital w zdewastowanej dawnej synagodze, jednak wobec braku lekarstw i środków medycznych nawet znakomici lekarze z Austrii, Czech i Niemiec niewiele mogli pomóc.
Czwartym czynnikiem zatruwającym codzienną egzystencję mieszkańców Izbicy było nieustające przerażenie, terror, troska o swoich bliskich i o siebie. Postrach siali niemieccy funkcjonariusze, zwłaszcza esesmani – komendant gestapo Kurt Engels i jego zastępca Ludwig Klemm. Zdarzenie z ich udziałem wspomina Blatt: „Kiedy wyjrzałem przez okno i zobaczyłem Engelsa wchodzącego na balkon domu Goldbergów, stojącego naprzeciw warsztatów. W tym samym czasie mój przyjaciel Perec Dorfsman, który mieszkał w tym domu, zbiegł schodami na podwórze. Podejrzewam, że tak jak ja, chciał ukryć się w warsztacie. Niespodziewanie stanął twarzą w twarz z gestapowcami. Usiłował się wymknąć, ale Engels i Klemm, szczerząc zęby, przyparli go do muru. Znalazł się w pułapce. Proszę, proszę, nie strzelajcie! Darujcie mi życie! – zawołał błagalnym głosem. Nastąpiła chwila ciszy, a potem Engels spokojnie powiedział: Idź do domu. Perec z wyraźną ulgą odwrócił się i pobiegł z powrotem. Kiedy zaczął wchodzić na schody Engels strzelił mu w plecy z myśliwskiej dubeltówki. Perec zachwiał się, ale udało mu się jeszcze wspiąć do połowy schodów, gdzie dostał drugą śmiertelną kulę. Martwy Perec osunął się po schodach. Podobne sceny rozegrały się w wielu żydowskich domach. Tego dnia Engels zabił 35 Żydów”. Z kolei Białowicz opisuje, że: „Wkrótce Engels wpadł na jeszcze inny pomysł zabijania. Wraz z Klemmem co kilka dni obchodzili miasto lub jeździli wokół motocyklami i w morderczym szale zabijali po kilku ludzi spotkanych na ulicy lub jeszcze śpiących w swoich domach. Wszyscy wtedy uciekaliśmy i kryliśmy się gdzie tylko było można – w podziemnych schowkach, pod łóżkami, gdziekolwiek, byle dawało to jakieś schronienie”.
Przez cały czas funkcjonowania getta w Izbicy Niemcy organizowali wywózki umieszczonych tam Żydów do obozów zagłady. Przygotowanie akcji deportacyjnych opisuje w następujący sposób Blatt:
„Typowa Akcja rozpoczynała się nagle i przeważnie bez żadnego ostrzeżenia. Czasami jednak, czekający na stacji pusty skład wagonów towarowych uprzedzał nas o kilka godzin wcześniej. Samo miasteczko, leżące w dolinie, było jakby wymarzone dla takich akcji. Izbicę otaczano o świcie. Ukraińscy żołnierze leżeli przyczajeni w krzakach pokrywających wzgórza wokół i wzdłuż brzegu rzeki Wieprz. Tworzyli w ten sposób szczelny kordon wokół miasteczka. Gdy już Izbica była okrążona, do pracy przystępowała druga grupa Ukraińców, wkraczających do miasta razem z oddziałami SS”.
Zawczasu listę przesiedleńców tworzył Judenrat (Rada Żydowska), zaś wymienieni w niej Żydzi mieli się zgłosić do transportu. Taka lista była jeszcze wielokrotnie zmieniana, ponieważ de facto w Izbicy funkcjonowały dwa, antagonistycznie nastawione do siebie Judenraty: powstała na początku okupacji rada żydowska złożona z polskich Żydów oraz druga, stworzona przez Żydów przybyłych z zagranicy, powołana nieoficjalnie do reprezentacji ich interesów. Na podobnej zasadzie istniały dwie żydowskie policje, które pomagały esesmanom w wyszukiwaniu przeznaczonych do wywózki osób z listy. Udział w poszukiwaniach brali także często polscy policjanci, tak zwani „granatowi”. Ludzi niezdolnych do marszu na stację kolejową, na przykład starców i chorych, SS-mani mordowali na miejscu, na oczach pozostałych zgromadzonych Żydów.
Zgodnie z rozkazem Heinricha Himmlera z 19 lipca 1942 r., dotyczącym ostatecznego „przesiedlenia” niezdolnych do pracy Żydów z Generalnego Gubernatorstwa do obozów zagłady do 31 grudnia, jesienią Niemcy przeprowadzili trzy „akcje” likwidujące izbickie getto tranzytowe. Pierwsze dwie miały miejsce 18 i 19 października 1942 r.; ta druga nazywana jest „czarnym dniem w Izbicy”. Wywózka do niemieckich nazistowskich obozów w Bełżcu i Sobiborze nie objęła wówczas jedynie niezdolnych do pracy. Nie tylko wywieziono kilka tysięcy osób, ale też w samym miasteczku Niemcy rozstrzelali kilkuset Żydów.
Trzecia „akcja” została przeprowadzona 2 listopada 1942 roku. Pozostających przy życiu ukrywających się Żydów mieli za zadanie odszukać polscy strażacy w zamian za znalezione przy nich kosztowności. Odkrytych w ten sposób ludzi spędzono do remizy, a po kilku zostali rozstrzelani przez Niemców na miejscowym cmentarzu.
Po likwidacji getta tranzytowego w Izbicy, Niemcy utworzyli getto szczątkowe dla Żydów schwytanych w okolicy, w którym więzili ich do kwietnia 1943 roku. Następnie wywieźli ich do obozu zagłady w Sobiborze.
Na podstawie tekstu opublikowanego dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „Studnia Pamięci”.
