Drodzy przyjaciele, bardzo często jestem dzisiaj pytany: pan jako osoba która przeżyła piekło, czego nauczył się pan z tego doświadczenia? Co chce pan dzisiaj powiedzieć młodym ludziom? Gdybym musiał wybrać spośród wszystkich lekcji i wszystkich słów jedno lub dwa, wybrałbym tak: empatia, współczucie. To jest w życiu najważniejsze.

100. urodziny Mariana Turskiego | Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie

Umiejętność współodczuwania Marian Turski kształtował w sobie przez całe życie. Zaczął wcześnie – jako szesnasto-, siedemnastolatek, w getcie łódzkim: „Jednym z obowiązków każdego członka naszej organizacji, Lewicy Związkowej – myśmy uważali się za komunistów, przynajmniej z ducha – było, to był obowiązek codzienny, oddawanie (proszę się nie śmiać, kiedy będziecie tego słuchać), dwóch łyżek zupy dla potrzebujących”. Ale nie chodziło tylko o pokarm. W Auschwitz Turski zrozumiał, że „pomoc to nie jest tylko kwestia dania tej łyżki strawy (…) czy tych okruszków chleba, to jest również danie [drugiemu człowiekowi] troszkę ducha, dodanie animuszu, zainteresowania, ciekawości (…)”.

Naiwna, młodzieńcza wiara w budowę nowej, sprawiedliwszej Polski pchnęła go ku działalności partyjnej. Marian Turski nigdy nie ukrywał swoich poglądów z tamtych lat. Nie wybielał swojej przeszłości, ale też nie obwiniał się, że na pewnym etapie życia wierzył w Polskę Ludową. „ Ja siebie uważałem za rewolucjonistę (…). Byłem komisarzem wyborczym referendum i nie będę ukrywał, myśmy naciągali pewne rzeczy, ponieważ zdawało nam się, że w interesie narodowym Polski jest żeby była absolutna jednomyślność co do odpowiedzi na to, czy chcesz, czy akceptujesz zasiedlenie Ziem (…) Odzyskanych. Wtedy tak uważaliśmy, to był ówczesny tok myślenia – jak najszybciej pozbyć się Niemców stąd”. Niezależnie od bolesnych przeżyć i dawnych przekonań, ale też dzięki wyciągniętej z nich lekcji, Marian Turski stał się gorącym orędownikiem pojednania polsko-niemieckiego. Za swoją działalność został odznaczony Krzyżem Zasługi I Klasy Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec; jest członkiem Rady Domu Konferencji w Wannsee – Miejsca Pamięci i Edukacji Historycznej w Berlinie.

Czytaj więcej o życiu i działalności Mariana Turskiego w zakładce Biogramy | Wirtualny Sztetl

W 1965 r., podczas pobytu na stypendium w Stanach Zjednoczonych, Marian Turski był świadkiem przełomowych wydarzeń związanych z walką o zakończenie dyskryminacji rasowej. Wziął wówczas udział w słynnym, wielotysięcznym przemarszu z Selmy do Montgomery. Marsz do stolicy Alabamy, na czele którego szedł Martin Luther King, był odpowiedzią na systemową przemoc wobecAfroamerykanów i stał się jednym z symboli walki o równouprawnienie.

Podczas wizyty w Warszawie w maju 2011 r., Barack Obama, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, dowiedziawszy się o uczestnictwie Ocalałego z Polski w marszu z 1965 r. nie krył zaskoczenia. „Ale po coś tam pojechał? Ja mówię: słuchaj, zdziwisz się, a ja ci powiem – po prostu, z solidarności. Znasz słowo solidarność, solidarity? To ja po prostu uważałem, że ja, właśnie jako biały, stamtąd, powinienem być solidarny z tymi, którzy tam są”.

Jako wieloletni publicysta i kierownik działu historycznego tygodnika „Polityka”, członek Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce, Marian Turski przywraca pamięć o Zagładzie i ostrzega przed pogardą, nienawiścią, przemocą i obojętnością wobec krzywdy drugiego człowieka. Przez lata, jako przewodniczący Rady Muzeum Historii Żydów Polskich, zabiegał o powstanie żydowskiego muzeum na Muranowie i do dziś aktywnie uczestniczy w życiu instytucji. Jak sam o sobie mówi, jest kustoszem pamięci o Żydach Polskich. W poruszającej przemowie, wygłoszonej podczas uroczystości otwarcia Muzeum Polin 28 października 2014 r., mówił: „Mój Ojcze, mój Bracie, którzy zostaliście zagazowani – ja, który przeżyłem Auschwitz, chcę powiedzieć Waszym cieniom, cieniom tych wszystkich, tak jak Wy zamordowanych: Mir zenen do – jesteśmy tutaj”.

Ostatnim transportem wyjechałem z getta. Wojenne losy Mariana Turskiego | Wirtualny Sztetl

Przebyte doświadczenia nauczyły Mariana Turskiego otwartości na drugiego człowieka i akceptowania go takiego, jaki jest. Przyznaje, że nie zawsze tak było –  i z właściwą sobie pokorą robi to w trakcie uroczystości związanej z przyznanym mu wyróżnieniem za działalność na rzecz pokojowego współdziałania społeczeństw, religii i kultur: „W samym Auschwitz homoseksualistów było już niewielu, rzadko ich spotykaliśmy, ale mieliśmy do nich uprzedzenie. Dziś uświadamiam sobie, jak bardzo ulegaliśmy stereotypom utrwalanym przez hitlerowców (…). Dziś wstydzę się tego”.

Przy wielu okazjach Marian Turski dzieli się ważnymi spostrzeżeniami: „To naturalne, że używamy zwrotów »nigdy więcej«, »nigdy więcej Auschwitz«. Ale jeśli chcemy, by to wezwanie było nie tylko zwykłym sloganem, pustym wyrażeniem, musimy, powinniśmy nauczyć się rozumieć innych ludzi, czasami obcych; ludzi, którzy są różni od nas; którzy kierują się w życiu czymś innym niż my sami; którzy są inni niż my, niż ja, niż ty, niż my razem. To jedyna rzecz, którą mógłbym zasugerować jako osoba która przetrwała Holokaust”.

Za swoje zasługi we wspieraniu porozumienia ponad podziałami, zachowywaniu wiedzy o Zagładzie i uwrażliwianiu na akty i mowę nienawiści, Turski otrzymał liczne nagrody i wyróżnienia, w tym Krzyż Oficerski Orderu Legii Honorowej (2012), Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2015) i Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Wielkiego Księstwa Luksemburga (2020). W czasie wygłaszanych przy tej okazji przemów zwraca uwagę jego doskonała pamięć do faktów oraz lekkość z jaką się wypowiada –nie odczytuje swoich słów z kartki, swobodnie wplata dygresje. Nie bez powodu rozmowa z Marianem Turskim o godności i szacunku do drugiego człowieka, odbywająca się w wirtualnym namiocie Rzecznika Praw Obywatelskich na Pol’and’Rock Festivalu w 2020 r., przyciągnęła tłumy. Połączenie bezpośredniości, swobodnego odnajdywania się w rzeczywistości cyfrowej i gotowości do mierzenia się z wyzwaniami współczesnego świata doprowadziło Turskiego do napisania listu otwartego, skierowanego do Marka Zuckerberga. W liście do twórcy i szefa Facebooka, przedrukowanym na łamach prasy na całym świecie, zaapelował o zakaz szerzenia za pośrednictwem mediów społecznościowych haseł negujących Holokaust.

Marian Turski w zakładce Historia Mówiona | Wirtualny Sztetl

Troska o przyszłość społeczeństwa, w szczególności młodszych pokoleń, coraz częściej wybrzmiewa w wystąpieniach Mariana Turskiego. W 2019 r. został zaproszony na uroczystość upamiętnienia ofiar Zagłady odbywającą się w głównej siedzibie ONZ w Nowym Jorku. Odniósł się wówczas do usłyszanych wcześniej słów rabina, cytującego biblijne zdanie „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Swobodnie łącząc żartobliwy ton z ważną przestrogą, Turski zakończył swoją przemowę słowami: „Nie posunąłbym się tak daleko, Rabbi Schneier. Myślę, że zanim zaczniemy od miłości, powinniśmy zacząć od czegoś innego. Powinniśmy zacząć od zmniejszania nienawiści i wrogości. Musimy to zrobić. Jeśli nie, kto ochroni nasze dzieci, nasze wnuki przed światową zagładą, przed katastrofą światową?”.

Do młodych Marian Turski kierował również swoją słynną przemowę, wygłoszoną podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz: „I to chciałbym powiedzieć mojej córce, moim wnukom, rówieśnikom mojej córki, moich wnuków, gdziekolwiek mieszkają. (…) To bardzo ważne – nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana na poczet aktualnej polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana (…). Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przykazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli nie, to się nawet nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, jakieś Auschwitz nagle spadnie z nieba".

Adam Bodnar, wygłaszając laudację na jego cześć, podsumował: „Prawda jest taka, że Marian Turski jest nam dzisiaj bardzo potrzebny. Jako autorytet, jako przewodnik. Jako ktoś, komu w tym rozedrganym, pełnym złych słów i złych emocji świecie możemy zaufać”.

Anna Styczyńska

 

 

Drukuj