W marcu 2023 r. podczas prac budowlanych odsłonięto fundamenty domów, stojących przed wojną przy nieparzystym odcinku ulicy Gęsiej (Anielewicza), między dzisiejszymi ulicami Jana Pawła II i Karmelicką. Przedwojenna numeracja: Gęsia 29, 31, 31A, 33. Planowany jest tu „budynek mieszkalny z handlem i usługami w parterze i dwoma poziomami garaży” — czytam na tablicy informacyjnej. Inwestorem jest „Pasaż Wolski S.A.”. Zachowane ceglane murki obrysowujące strukturę piwnic, fragmenty drewnianej podłogi z widocznymi do dziś śladami ognia, świetnie zachowany bruk podwórek, fragmenty rur kanalizacyjnych, kafle, butelki, okucia i inne drobiazgi — rzeczy pożydowskie. To wszystko spoczywało przez 80 lat pod ziemią. Teraz zostało odsłonięte. Z czasem inwestor odgrodził budowę płytami pilśniowymi, ozdobionymi sztucznymi liśmi. Gdzieniegdzie wstawił plastikowe okna – tak, by przechodnie mogli zajrzeć do środka. Widzimy to, co jeszcze pozostało, resztki świata, który zginął bezpowrotnie.

Teraz te relikty, te okruchy materialnego świadectwa, mają zostać po raz drugi — tym razem już definitywnie, ostatecznie i na zawsze — zniszczone. Pod ziemią jest cała Gęsia, nie tylko kamienica po numerem 33. Domy po parzystej i nieparzystej stronie ulicy, zasypane ziemią i gruzem — ich fundamenty, rozrzucone wokół nich rzeczy, tkwiące wciąż gdzieniegdzie szczątki ludzkie. Tamtej Gęsiej nie da się już odsłonić — stają na niej inne domy.


Spis treści


 

Gęsia w sąsiedztwie Nalewek. Lokalizacja w Warszawie, domy modlitwy i synagogi przy Gęsiej

Dawna droga narolna prowadziła z Nowego Miasta przez późniejszą ulicę Franciszkańską i jej przedłużenie, czyli późniejsza Gęsią, do traktu młocińskiego, czyli późniejszej ulicy Zamenhofa. W pierwszej połowie XVIII w. przedłużono ją do Smoczej, a po 1771 r. aż do Okopów Lubomirskiego, na miejscu których powstała ulica Okopowa — podaje Jarosław Zieliński[1.1].

Nazwę swą zyskała w 1770 roku. Na rogu Gęsiej i Nalewek znajdowały się niegdyś cysterny, dostarczające wodę drewnianymi rurami wzdłuż Franciszkańskiej i Koźlej na Rynek Nowomiejski. Drewniane naczynia służące do czerpania wody z cystern nazywano nalewkami. Trzecia Komisja Brukowa, działająca w latach 1742–1766 i kierowana przez marszałka wielkiego koronnego Franciszka Bielińskiego, nakazała wybrukowanie najważniejszych ciągów komunikacyjnych. Wśród nich znalazła się też ulica Gęsia.

Według „Wykazu ilości domów w posiadaniu Żydów w Warszawie w 1900 roku”, przechowywanego w Archiwum Państwowym w Warszawie, na ogólną liczbę 6066 domów — 1937 należało do Żydów (czyli 31,9 procent), co z grubsza pokrywało się z proporcjami etnicznymi mieszkańców Warszawy. Wykaz obejmuje 252 ulice ze wskazaniem na każdej liczby domów w posiadaniu chrześcijan i Żydów. Tylko na kilkunastu ulicach liczba żydowskich właścicieli kamienic znacznie przewyższała liczbę właścicieli chrześcijańskich.

Najwięcej „żydowskich kamieniczników” było wówczas na ulicach: Pawiej (59), Miłej (58) i Gęsiej (50). Jeśli chodzi o procent żydowskich właścicieli w stosunku do chrześcijańskich, prym wiodła Franciszkańska — aż 94 procent (32 Żydów na 2 chrześcijan), potem Miła — 85 procent (58 Żydów na 10 chrześcijan) i Gęsia — 76 procent (50 Żydów na 15 chrześcijan)[1.2].

Międzywojenna Warszawa stała się największym skupiskiem Żydów w Europie i drugim, po Nowym Jorku, na świecie. W sierpniu 1939 r. w Warszawie było ok. 380 tys. Żydów (na ogólną liczbę 1,3 mln mieszkańców, co stanowiło 29%). Do wybuchu II wojny światowej funkcjonowało tutaj ponad 440 synagog i domów modlitwy. Na ulicy Gęsiej było ich w różnym czasie osiemnaście. Na odcinku wschodnim: od Nalewek do Zamenhofa — siedem. Na odcinku środkowym: od Zamenhofa do Lubeckiego (dziś Jana Pawła II) — siedem oraz od Lubeckiego do Smoczej — cztery.

Warto zwrócić uwagę na dwie bożnice. Kamienica przy Gęsiej 27 została wybudowana w 1937 lub 1938 roku. Dom modlitwy pod tym adresem pojawia się już w spisie z 1869 roku. Do czasu wzniesienia nowego budynku funkcjonował w oficynie starej zabudowy. Zachowały się dwa zdjęcia wnętrza tego domu modlitwy z 1940. Urządzono tam wtedy punkt dla przesiedleńców z innych dzielnic Warszawy oraz z Kalisza, z Łodzi, Poznania, Aleksandrowa [Łódzkiego][1.3]. Kamienica o numerze 27 stała na rogu dzisiejszej ulicy Karmelickiej.

Dom modlitwy przy ul. Gęsiej 27. Zdjęcie z 1940 r. z okresu zakwaterowania przesiedleńców  z innych dzielnic Warszawy,
 z Łodzi, Kalisza,Poznania, Aleksandrowa [Łódzkiego]

„Tutaj chasydzi zakładali sztywne kołnierzyki i krawaty”. Ośrodek handlu towarami bławatnym na Gęsiej – przełom XIX i XX w.

W XIX i w pierwszej połowie XX w. branża włókiennicza była niemal całkowicie domeną handlu żydowskiego. Prym wiodły ulice Nalewki i Gęsia. Tam mieściły się przedstawicielstwa wielkich łódzkich zakładów jak: „N. Ejtingon i S-ka”, „I. K. Poznański”, „Widzewska Manufaktura”, liczne fabryki żydowskie z Bielska, Częstochowy, zwłaszcza z Białegostoku[1.4].

Tak przełom XIX i XX w. na Muranowie Bernard Singer (Regnis), dziennikarz prasy żydowskiej w języku polskim, jidysz i hebrajskim, sprawozdawca sejmowy:

„Nalewki sprzedawały koronki, wyroby galanteryjne i pończosznicze. Gęsia handlowała manufakturą moskiewską i łódzką. Franciszkańska skupowała radomską skórę. Grzybów handlował żelazem. (…) Zdarzał się intruz, który sprzedawał mydło na Gęsiej zamiast na Franciszkańskiej. Były też w naszej dzielnicy oazy «gojowskie». (…) Skarżyński na Nalewkach sprzedawał mydło, które kupowały służące w sobotę”[1.5].

Na Gęsiej dwie kamienice miał warszawski król mydła luksusowego Fryderyk Puls: pod numerem 27 (przypomnijmy: róg dzisiejszej Anielewicza i dzisiejszej Karmelickiej oraz numerem 95 (tam, gdzie jest dzisiaj pętla autobusów 107 i 111 na rogu Anielewicza i Esperanto). Bernard Mark, w latach 1949–1966 dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, odcinek Gęsiej między Nalewkami i Zamenhofa uznaje za „ośrodek średniego handlu towarami bławatnymi i gdzie handel nigdy się nie odbywał za gotówkę, lecz przeważnie na weksle”[1.6].

Noblista Baszewis Singer w swoim eseju o warszawskich ulicach, opublikowanym w nowojorskim „Forwerts” 2 lipca 1944 r., pisze:

„Na Gęsiej mieściły się olbrzymie składy bławatne, gdzie zaopatrywali się klienci z całej Polski. To tu rozmawiało się o wzroście i spadku akcji, komentowało kurs zagranicznych walut, to tu zachodziło się w głowę, czy funt szterling pójdzie w górę. Tutaj chasydzi zakładali sztywne kołnierzyki i krawaty, bo to pomagało w interesach. W tej okolicy ludzie śnili o budowie Izraela i o socjalistycznej rewolucji. Tu rano rozchwytywano żydowskie gazety, tu kręciły się po ulicach gromady Litwaków”[1.7].

Wschodni odcinek Gęsiej był szczególnie nasycony punktami, w których handlowano suknem i kortem, towarami łokciowymi, materiałami bławatnymi, różnorodnymi tkaninami, płótnem; gdzie wyrabiano konfekcję, bieliznę damską i męską, pończochy, skarpety, chustki etc. Nie sposób wymienić wszystkich pracowni, warsztatów, składów, sklepów i sklepików z tym asortymentem. Były ich setki! Tylko na odcinku Gęsiej między Nalewkami i Zamenhofa naliczyłem ich aż 484, przy czym nie wziąłem pod uwagę tego, co w bazie firm Archiwum Państwowego w Warszawie i w przedwojennych spisach adresowych nazywane jest „towarami manufakturowymi”.

Rekordzistkami są kamienice pod numerem 4 (aż 56 składów, warsztatów, miejsc sprzedaży), 7 (52 miejsca) oraz 10 (49 miejsc). Domy te nie tylko zniknęły z powierzchni ziemi, utraciły też kontakt z dzisiejszą ulicą Anielewicza. Biegnie ona tropem dawnej Gęsiej, ale tylko od Okopowej do Karmelickiej. Na wysokości Karmelickiej zaś Anielewicza została wyraźnie przesunięta na południe w stronę parku Krasińskich, by spotkać się z przesunięta z kolei na północ ulicą Świętojerską, tworząc w tym miejscu nieistniejące przez wojną skrzyżowanie. Dawniej Gęsia szła prosto na wschód, wpadała do Nalewek i biegła dalej już jako Franciszkańska. Przecięcie Gęsiej, Nalewek i Franciszkańskiej tworzyło jedno z najruchliwszych ówczesnych skrzyżowań.

Gęsiówka, czyli Areszt Centralny Dzielnicy Żydowskiej. Historia Gęsiej od 1941 r.   

Cała ulica Gęsia — między Nalewkami a Okopową — od zamknięcia getta do końca wielkiej akcji likwidacyjnej znajdowała się w granicach getta. Po akcji likwidacyjnej tzw. getto szczątkowe podzielone zostało na getto centralne, główny teren szopów i tzw. tereny dzikie, gdzie Żydom nie wolno było przebywać. Wtedy, aż do wybuchu powstania, Gęsia stanowiła ulicę graniczną, oddzielającą getto centralne (na północ) od terenów dzikich (na południe).

Latem 1941 r. na rozkaz Niemców utworzono w getcie więzienie dla Żydów, Areszt Centralny Dzielnicy Żydowskiej — Zentralarrest für den jüdischen Wohnbezirk, zwany potocznie Gęsiówką[1.8]. Więzienie mieściło się w części ogromnego kompleksu zabudowań dawnych Koszar Artylerii Koronnej (zwanych później Koszarami Wołyńskimi) z końca XVIII wieku. Front gmachu głównego z trzema wielkimi dziedzińcami mieścił się od ulicy Zamenhofa 19. Dziś miejsce to zajmuje siedziba Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Dalsza zabudowa na zapleczu Koszar ciągnęła się wzdłuż Gęsiej aż do ulicy Lubeckiego. Do niej należały budynki Gęsia 22 i 24. Areszt Centralny ulokowany został początkowo w budynku przy Gęsiej 22, a kiedy ten okazał się niewystarczający, przeniesiono go do pomieszczeń dawnego więzienia wojskowego przy Gęsiej 24. Było to swoiste więzienie w więzieniu.

Siedziba Aresztu Centralnego przy ulicy Gęsiej w getcie warszawskim. Zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Więzienie na Gęsiej stanowiło wydzieloną jednostkę utworzonej na rozkaz władz niemieckich Żydowskiej Służby Porządkowej (SP), czyli policji żydowskiej, ale nadzorowała go polska policja granatowa. Jak podawała „Gazeta Żydowska”: „Areszt podlega Służbie Porządkowej. Nadzór nad aresztem sprawuje Komenda Policji Polskiej”[1.9]. Jego kierownikiem był Leopold Lindefeld, przed wojną asesor sądowy w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, zastrzelony przez Niemców w sierpniu 1942 r. na terenie kierowanej przez siebie Gęsiówki. Kierowniczką oddziału kobiecego — adwokatka z Łodzi, Sylwia Hurwiczowa.

Na Gęsiej więziono Żydów zatrzymanych po tzw. aryjskiej stronie, złapanych na szmuglu czy kradzieży, dotychczas osadzanych w więzieniach po tzw. stronie aryjskiej (przy Rakowieckiej, Daniłowiczowskiej czy na Pawiaku). Przebywający bez opaski i bez zezwolenia po „aryjskiej stronie” Żydzi popełniali ciężkie przestępstwo i podlegali Niemieckiemu Sądowi Specjalnemu (Sondergericht). Według oficjalnej argumentacji zadaniem Aresztu Centralnego było zgromadzenie wszystkich więźniów żydowskich w getcie, co miało zapewnić im lepsze warunki bytowe. Stało się jednak na odwrót. Według planów areszt miał pomieścić maksimum 500–600 osób, w rzeczywistości więziono tam nawet trzy razy więcej aresztantów, w tym dużą liczbę dzieci i młodzieży. Warunki panujące w celach były straszne.

Menachem Mendel Kon, działacz społeczny i współpracownik grupy „Oneg Szabat” tworzącej Archiwum Ringelbluma, podczas wizytacji więzienia 25 maja 1942 r. zwraca uwagę na niewyobrażalny zaduch, ścisk i krańcowe wycieńczenie więźniów.

„Powietrze tam jest tak trujące, że znaczny procent więźniów umiera na skutek zatrucia. Idziemy od celi do celi, widzimy przerażające sceny. Ludzie wychudzeni, wysuszeni, z zapadniętymi, wygaszonymi oczami, ludzkie szkielety, dziewięćdziesięcioprocentowe trupy, które pomimo rozkazu komendanta nie mają sił wstać! Przenika mnie dreszcz, gdy widzę te żywe trupy machające rękoma; czegoś się domagają. (…) chcą, trochę świeżego powietrza, ale my nie możemy tego dać”[1.10]  

 

Kon dociera w końcu do miejsca, które komendant więzienia nazywa „celami śmierci” i wyjaśnia, że „do tych czterech cel wrzuca się bardzo ciężko chorych więźniów i tam czekają oni na śmierć. (…) Komendant otwiera cele; takiego piekła, takiego straszliwego cierpienia nie da się [po prostu] opisać. W ciemnej, brudnej celi, na brudnych szmatach, leży sześć jęczących, skłębionych ciał, nie mogę w żaden sposób rozpoznać, czy są to ludzie”[1.11].

Fotografia pozostałości celi tortur w Gęsiówce | Cela Tortur - Obóz zagłady Gęsia r. Zamenhofa (D. Więz. Wojskowe)

Na dziedzińcu więzienia odbyły się dwie głośne egzekucje skazanych na karę śmierci za nielegalne opuszczenie getta: 17 listopada i 15 grudnia 1941 roku. W pierwszej rozstrzelano osiem (w tym sześć kobiet), w drugiej piętnaście osób (w tym dwanaście kobiet). Pisano o tym wydarzeniu w polskiej prasie konspiracyjnej, komentowali je kronikarze getta. Skazańcy mieli zostać rozstrzelani przez Służbę Porządkową, komendant policji żydowskiej Szeryński odmówił jednak wykonania rozkazu, grożąc samobójstwem. Niemcy nakazali wówczas wykonanie egzekucji policjantom polskim. Spośród 32 członków plutonu egzekucyjnego jeden (Wiktor Załek, kapral z 20. obwodu, nr służbowy 3497, zamieszkały przy Czerniakowskiej 1201) zgłosił się na ochotnika, za co został potępiony w polskiej prasie podziemnej.

Po wojnie zabudowania Aresztu Centralnego, pozbawione dachów, zachowały się jednak w niezłym stanie. Wyremontowane, odcinały się wyraźnie swoją jasną elewacją od brudnoszarych ruin gmachu Koszar Wołyńskich. Na zdjęciu z 1961 r. widać ekipę filmową i gapiów tłoczących się pod ścianą jasnego budynku przylegającego do Koszar i usytuowanego wzdłuż dawnej Gęsiej, dzisiejszej Anielewicza. Naprzeciwko kończyła się budowa czterech dziewięciopiętrowych bloków mieszkalnych. Od ulicy oddzielał je szeroki pas pustej przestrzeni, na którym później powstał parking. Ten parking przykrywał ocalałe fundamenty piwnic zrównanych z ziemią kamienic stojących przy Gęsiej 29, 31, 31A, 33.

Koszary Wołyńskie i zabudowania Aresztu Centralnego przetrwały do 1965 r., kiedy to zostały ostatecznie rozebrane. Po Koszarach pozostał pusty trawiasty plac, który warszawiacy zamienili w dzikie miejskie plażowisko i skwer. W 2013 r. stanął tam gmach Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Na terenie więzienia zaś wzniesiono domy mieszkalne, a podwórka z czasem porosły piękną zielenią.

„Strzępy rzeczy i ludzi”. Wołówka – największe targowisko w getcie warszawskim

Tuż obok Aresztu Centralnego, na obszernym placu u zbiegu Lubeckiego i Gęsiej, zamkniętym od wschodu murem więzienia, od południa ulicą Gęsią, od zachodu Smoczą, a od północy tyłami kamienic po nieparzystej stronie Ostrowskiej, było największe targowisko w getcie warszawskim zwane „Gęsiówką” lub „Wołówką”. Handel uliczny odzwierciedlał gettową nędzę, głód, rozpacz. Można tu było sprzedać i kupić dosłownie wszystko.

Handel na bazarze na ul. Gęsiej między ul. Lubeckiego a ul. Smoczą. Na prawo widoczna budka z towarami spożywczymi. Ludzie bez opasek to prawdopodobnie Polacy. Zdjęcie ze zbiorów ŻIH.

Tak „Gęsiówkę” opisywała w swym dzienniku Rachela Auerbach: „Strzępy rzeczy i ludzi, co za żałosny widok ręcznie haftowanych i ręcznie cerowanych firanek, dziecinne zaprane majteczki, ostatni ręcznik wyniesiony „na tołczok” [na bazar], często ludzie wypruwają podszewki spod palt i sprzedają na ćwiartkę chleba, na lekarstwo w nagłej chorobie, a żołądek potwór, otchłań bez dna, wchłania wszystko i nazajutrz woła: jeszcze, jeszcze! Więc jeszcze ostatnie meble, ostatnie buty z nóg wraz ze szczotkami do butów, nie ma takiej rzeczy, która nie mogłaby się stać artykułem handlu na „Gęsiówce”.

„Często sprzedaje się coś lepszego i kupuje się coś gorszego, by pozostała ta różnica, a czasem widzi się na ulicy osoby ubrane à la Gandhi, jedynie w płachtę na gołym grzbiecie. Podobno rzeczy z żywych mają wyższy kurs, bo bardzo wielki procent rzeczy pochodzi oczywiście z umarłych”[1.12]

Perec Opoczyński, znany przed wojną pisarz i dziennikarz żydowski, opisuje mechanizmy polsko-żydowskiej współpracy handlowej oraz funkcjonowanie samego targowiska i jego zaplecza. „Z dnia na dzień zaczęło przybywać na Wołówce gojów, a wraz z nimi żydowskich handlarzy starzyzną i sprzedawców sprzętów domowych. Innych źródeł zarobkowania w getcie nie było wiele. Nawet rzemieślnicy przynosili swoje wyroby na Wołówkę. (…) Kiedy na nowej Wołówce zaczęły powstawać budki i kramiki, Żydzi zainwestowali przede wszystkim w polowe garkuchnie i zaopatrywali handlarzy w smaczne, ciepłe i zimne posiłki. Gojom opłacało się płacić Żydom więcej za żarcie, bo właściciele garkuchni wydzielali w swoich budkach kącik, w którym polscy handlarze mogli się przebrać – za kilka groszy opłaty włożyć na siebie dopiero co kupione dobrej jakości rzeczy”[1.13].

Dziś na miejscu gettowej Wołówki mamy skrzyżowanie ulicy Anielewicza i alei Jana Pawła II, część osiedla mieszkaniowego wybudowanego w połowie lat 60. XX wieku, sięgającego do Smoczej oraz nowe apartamentowce zamykające zachodnią pierzeję Jana Pawła II, dawniej Juliana Marchlewskiego, a przed wojną księcia Franciszka Ksawerego Druckiego Lubeckiego.

Szop przy Gęsiej 30. Miejsce zgromadzenia działaczy konspiracyjnych i osób związanych z grupą Oneg Szabat. Czas wielkiej akcji likwidacyjnej: lipiec – wrzesień 1942

U zbiegu ulic Gęsiej i Smoczej, na posesji Gęsia 30, mieścił się szop OBW (Ostdeutsche Bautischlerei Werkstätten G.m.b.H.), który przejął usytuowane tu przed wojną warsztaty stolarskie braci Landau. To bardzo ważne miejsce dla historii getta. Wykonywano tam między innymi skrzynie i meble. W połowie 1942 r. szop zatrudniał 900 pracowników. Aleksander Leib Landau był jego dyrektorem, a jednocześnie konspiracyjnym działaczem społecznym, jednym z protektorów grupy Oneg Szabat, gromadzącej i opracowującej pod kierunkiem Emanuela Ringelbluma Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Udzielał jej moralnego i finansowego wsparcia. Wspierał opór cywilny i zbrojny w getcie. Współpracował z Żydowską Organizacja Bojową. W kwietniu 1943 r. wyszedł z żoną i synem na stronę „aryjską”, tam, kupił paszport zagraniczny i w ramach tzw. sprawy Hotelu Polskiego został wywieziony do obozu dla obcokrajowców w Vittel, skąd deportowano go do KL Auschwitz, gdzie został zamordowany w lutym 1944 roku.

W czasie wielkiej akcji likwidacyjnej między 22 lipca i 21 września 1942 r. duża grupa działaczy konspiracyjnych, a także niektórzy współpracownicy Ringelbluma z Oneg Szabat, byli zgromadzeni przy ul. Gęsiej 30, w szopie OBW, nazywanym także szopem Landaua. Część z nich uniknęła dzięki temu wywózki do obozu zagłady w Treblince. Sam Ringelblum w czasie Akcji schronił się w stolarskim szopie Bernharda Hallmana przy ul. Nowolipki 59 (dziś to czteroklatkowy muranowski blok przy Nowolipki 25, tuż przy skrzyżowaniu ze Smoczą).

W szopie Landaua na Gęsiej 30 zatrudniony był podczas wysiedlenia Abraham Lewin — nauczyciel gimnazjalny, historyk i pisarz. Autor znanej przed wojną książki Kantonisten (jid. Kantoniści), obszernego szkicu historycznego o problemie przymusowego poboru chłopców żydowskich do carskiej armii za czasów Mikołaja I. Należał do ścisłego kręgu współpracowników Oneg Szabat. Zasłużył się szczególnie jako kopista archiwizowanych dokumentów. Opatrywał je pseudonimem „Nowolipie” — od nazwy ulicy, przy której mieszkał w getcie. Przekazywał też do Archiwum Ringelbluma wywiady z docierającymi do getta uchodźcami. Od marca 1942 do stycznia 1943 r.  prowadził dziennik w języku jidysz i w języku hebrajskim — jedno z najważniejszych świadectw z getta warszawskiego. Ostatni zapis datowany jest na 16 stycznia 1943 roku. Lewin zginął prawdopodobnie podczas tzw. akcji styczniowej – drugiej fali wysiedleń trwającej od 18 do 22 stycznia 1943 roku. Część dziennika ukryto w sierpniu 1942 r., następną w lutym 1943 r. wśród dokumentów Archiwum Ringelbluma, zakopanych w piwnicy domu przy Nowolipki 68. 

Wyrok śmierci na Jakubie Lejkinie, kierowniku Służby Porządkowej – październik 1942. Margalit Landau – pierwsza kobieta w getcie warszawskim, która rzucała granaty w SS

Córka Aleksandra Landaua Margalit Landau była członkinią Ha-Szomer ha-Cair, żydowskiej organizacji skautowskiej o orientacji lewicowej i syjonistycznej. To ona razem z Eliahu Rożańskim i Mordechajem Growasem wykonała wyrok śmierci na Jakubie Lejkinie, który pełnił obowiązki kierownika Służby Porządkowej po aresztowaniu w maju 1942 r. komendanta SP płk Szeryńskiego. Lejkin kierował policją żydowską podczas wielkiej akcji likwidacyjnej i zapisał się w pamięci Żydów jako okrutny i bezwzględny egzekutor niemieckich rozkazów. Mieszkał na Gęsiej 18 lub 20[1.14].

W czwartek 29 października 1942 r., w godzinach wieczornych, u zbiegu dzisiejszych Nalewek i poprowadzonej w innym niż przedwojenne miejscu Zamenhofa, niespełna sto metrów od Pomnika Bohaterów Getta — padły strzały. Od kul bojowców Żydowskiej Organizacji Bojowej zginął Jakub Lejkin, a towarzyszący mu oficer policji żydowskiej Mieczysław Czapliński został ranny. Nikt nie płakał po Lejkinie, a jego zwłoki miały zostać zbezczeszczone. Pisze o tym Henryk Rudnicki w datowanej na lipiec 1943 r. relacji. „Za pogrzebem nikt nie szedł. Nie wiem, ile prawdy było w pogłoskach kursujących w getcie po pogrzebie Lejkina, iż zaraz po pochowaniu go, zwłoki jego wykopano i rzucono na śmiecie i gnój. Odzwierciedla to dokładnie, jaką żywiono nienawiść do tego «komendanta»”[1.1.14].

Podczas drugiej akcji wysiedleńczej 18-22 stycznia 1943 r. Margalit Landau brała udział w pierwszym starciu zbrojnym ŻOB-u z Niemcami. Według planu Anielewicza grupa bojowców miała dołączyć do kolumny ludzi gnanych na Umschlagplatz i w pewnym momencie zaatakować niemieckich konwojentów. Żobowcy ruszyli do ataku na rogu Zamenhofa i Niskiej, około stu metrów od bram Umschlagplatzu. „Zaczęli rzucać granaty. Wielu zginęło. Ludzie rozbiegli się na wszystkie strony. Byliśmy przekonani, że wszyscy bojowcy zginęli. Trzy dni żyłem w przekonaniu, że Mordechaj zginął. I nie wiedzieliśmy, że pozostał przy życiu. Jedna wersja mówi, że wyrwał karabin z rąk Niemca” — opowiada Antek Cukierman[1.15].

Korzystając z zamieszania część ludzi zdołała uciec z kolumny, próbowali się ukrywać w okolicznych domach. Niemcy jednak szybko opanowali sytuację. W tym starciu zginęli też uczestnicy zamachu na Lejkina: Eliahu Różański i Margalit Landau. Była pierwszą kobietą w getcie warszawskim, która rzucała granaty w SS i w niemieckich żandarmów. W chwili śmierci miała siedemnaście lat.

„Napływają zewsząd wozy śmiertelne pełne ładunku” – Gęsia oczami Racheli Auerbach. Ulica zakładów i konduktów pogrzebowych

W grudniu 1941 r. z getta został wyłączony cmentarz żydowski na Gęsiej, odgrodzony teraz murem biegnącym wzdłuż Okopowej. Żeby dostać się na cmentarz, trzeba było mieć specjalną przepustkę, zanikły normalne pogrzeby z konduktem żałobników. Na terenach cmentarza i pobliskiego stadionu Skry zaczęły powstawać wielkie doły — masowe groby dla zwożonych tu z całego getta trupów.

We wrześniu 1941 r. Rachela Auerbach mogła jeszcze wejść na cmentarz. Przyszła tam, aby odnaleźć zwłoki swojego podopiecznego z prowadzonej przez nią kuchni ludowej. Umarł z głodu, mimo wysiłków, by go ratować. Nie pomogły dodatkowe zupy. Rachela chce oszczędzić mu masowego pochówku, chce mu wyprawić indywidualny pogrzeb. Szuka ciała w szopie cmentarnej, zawalonej trupami. Nie udaje się go odnaleźć. Rozpływa się w powodzi trupów zalewających cmentarz.

 

Czarno-biała fotografia Racheli Auerbach z indeksu studenckiego.
Auerbach studiowała na UJK we Lwowie (1921-1926) oraz UW (1933-1934).

Alfred Döblin w swojej podróży do Polski odbytej jesienią 1924 r. odwiedził Warszawę. Spacerował po dzielnicy nalewkowsko-muranowskiej. Zaszedł na Gęsią.

„Wigilia żydowskiego Święta Pojednania. Wędruję przed południem długą ulicą Gęsią. (…) Niesamowity tłum faluje na ulicy, przepełnia tramwaje. Idę wzdłuż długiego starego budynku, więzienia wojskowego; okna zasłonięte czerwonymi skrzyniami z blachy, światło wpada do cel tylko z góry. (...) Niewiarygodne mrowie w bocznych uliczkach. Place kamieniarzy zwiastują cmentarz. Jest dzień przygotowań do Święta Pojednania; zbliża się żydowski Sądny Dzień, ludzie mają okazywać skruchę, dopełniać oczyszczenia. A przede wszystkim muszą przebłagać swoich zmarłych. Teraz właśnie idą do swoich zmarłych na cmentarz, błagają ich o przebaczenie i wstawiennictwo za nimi u Boga. Ludzka rzeka rwie w stronę Okopowej. Tam mieści się wielki cmentarz; otacza go niski czerwony mur; żelazna brama jest otwarta. (…) Pod murem, przy pniach, pomiędzy drzewami stoją mężczyźni, samotnie i w grupach, w ręku trzymają książkę i mamroczą, nucą, kołyszą się, przestępują z nogi na nogę. Już tu intryguje mnie pomruk dobiegający z prawa, z cmentarza, pojedyncze wołania, bardzo głośna, urywana mowa, zawodzenia. Chwilami śpiewy, nawoływania, cały ten zgiełk, tak bardzo się nasilają, że brzmią jak odgłosy jarmarku. Rzeka ludzka skręca w prawo i płynie wzdłuż muru. (…) Nagle przeraża mnie gwałtowny wysoki kobiecy krzyk, który zaczyna się i kończy, raz po raz, przeciągłym bolesnym zawodzeniem”[1.16].

Pod datą 20 września 1941 r. Rachela Auerbach zanotowała w dzienniku:

„I tak to napływają zewsząd wozy śmiertelne pełne ładunku. Znalazłszy się w okolicy Gęsiej ulicy ma się wrażenie, że miasto wymiera. Na wszystkich bocznicach Gęsiej pełno nowo powstałych zakładów pogrzebowych. Niektóre z paradnymi szyldami, z wieńcami laurowymi okalającymi przepisową gwiazdę Dawida, ze srebrnymi napisami na żałobnym tle. I te naz[wy] podszywające się pod popularne [od] dawna firmy: «Os[tatni]a posługa», «Ostatnia droga», «Prawdziwy świat», «[Św]iat wieczysty». Jarmark trupów. Wszystkimi drogami i dróżka[mi] opadającymi ku Gęsiej płyną ż[wa] wo czarne wozy i wózki. Co krok. Niby strumyki, dopływy do wielkiej rzeki, która wszystko pochłania…”[1.17].

Mieszkańcy Gęsiej 33

W Archiwum Państwowym w Warszawie zachował się spis lokatorów z kamienicy przy Gęsiej 33, posesja o numerze hipotecznym 2297-C. Na dzień 1 stycznia 1941 roku tam, gdzie planowany jest teraz „budynek mieszkalny z handlem i usługami w parterze i dwoma poziomami garaży” mieszkało czterystu pięćdziesięciu pięciu ludzi. Wymienię część z nich.

Właściciele: Józef i Karolina Przytulscy. Przed wojną: Nachman Ammann. Chaim Arciszewski, w książce telefonicznej 1938–1939 figuruje jako Henryk Arciszewski – inżynier. Judka Bimsztejn – handlujący. Chil Borenstejn – handlujący. Gabriel Borensztejn – perukarz. Hersz Bursztyn – handlujący. Moszek Bursztyn – mechanik. Jankiel Cygler – sklepikarz. Boruch Djament – kupiec. Josek Flaszenberg – przy rodzinie. Bencjan Frydman – handlujący. Jest w książce telefonicznej 1938–1939. W książce telefonicznej z 1942 są: bracia Mordka i Samuel Frydman – Nalewkistr. 35; R. Frydmana – Panskastr. 49; Rachmil Frydmana – Buchführungsart und Schreibmaterial (księgi kancelaryjne i artykuły papiernicze) – Nalewkistr. 35. Aron Gester – Sprzedaż Papieru „Nuta”. Szyja Gliksohn – handlujący. Mowsza Gołos – kupiec. Izrael Hecht – woreczkarz. Dawid Kohn – handlujący. Jakub Kornblet – pośrednik. Elka Kremer. Aron Krone – handlujący. Aron Kryształ. Chaim Kryształ – handlujący. Jakub Kryształ – kupiec. Perła Kryształ. Szyja Lejfer – handlujący. Jakub Młotek – krawiec. I. Orłowski – mereżki (serwety/serwetki haftowane mereżką, czyli specjalnym rodzajem haftu). Rojza Ostrowiecka – robotnica. Kiwa Puszet – kupiec. Brandla Puszet – sklepowa. Icek Rojzman – kupiec. Saul Rotbard – kupiec. Szlama Rohblit – handlujący. Majer Szajn – handlujący. Kiwa Szapiro – handlujący. Lejb Wajsberg / Weisberg – Sprzedaż Towarów Łokciowych, magazyn bławatny. Izoel Wofstejn – subiekt. 

W kwietniu 2024 r. nie ma już fundamentów po kamienicy, w której mieszkali. Koparki wwierciły się w ocalałą tkankę, rozryły ją i wkopały się głęboko w dół, by zalać znajdującą się pod ziemią Gęsią betonem, bo przyszły apartamentowiec ma mieć dwa poziomy garaży. Wcześniej buldożery rozwaliły poszarpane, ale istniejącą wciąż mury, roztrzaskały tak świetnie zachowane bruk i posadzki, rozkruszyły na miał rozproszone tu rzeczy należące do zgładzonych mieszkańców.

I to wszystko zmieszane z ziemią, gruzem, śmieciami zostało wywiezione w kontenerach.

 

prof. dr hab. Jacek Leociak

Przeczytaj więcej

Bibliografia

  • Auerbach R., Pisma z getta warszawskiego, Warszawa 2015.
  • Döblin A., Podróż po Polsce, [w] „Literatura na świecie”, nr 6/1994.
  • [Kon M. M.?], Moja wizyta w więzieniu w getcie, [w:] Archiwum Ringelbluma, t. 33: Getto warszawskie, cz. 1, red. T. Epstein, K. Person, Warszawa 2016.  

  • Nalewajko-Kulikov J., Pierwsze wrażenia. Żydowski intelektualista w rzeczywistości odradzającej się Polski (na przykładzie Dawida Sfarda), [w:] Zagłada Żydów. Pamięć narodowa a pisanie historii w Polsce i we Francji, red. Barbara Engelking i in., Lublin 2006. 

 

 

 

 

 

 

 

Drukuj
Przypisy
  • [1.1] Zieliński J., Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, Warszawa 1995, t. 1, s. 93.
  • [1.2] Bergman E., Nie masz bóżnicy powszechnej. Synagogi i domy modlitwy w Warszawie od końca VIII do początku XXI wieku, Warszawa 2007, ss. 47-48.
  • [1.3] Bergman E., Nie masz bóżnicy powszechnej. Synagogi i domy modlitwy w Warszawie od końca VIII do początku XXI wieku, Warszawa 2007, s. 280.
  • [1.4] Fuks M., Żydzi w Warszawie. Życie codzienne. Wydarzenia. Ludzie, Sorus, Poznań/Daszewice 1992, s. 281.
  • [1.5] Singer B.(Regnis), Moje Nalewki, Warszawa 1993, s.13.
  • [1.6] Mark B., „Literarysze Trybune" i „Tłomackie 13”, [w:] Księga wspomnień 1919-1939, red. Berman M., Warszawa 1960, ss. 223-228.
  • [1.7] Singer I.B., Każda żydowska ulica w Warszawie była samodzielnym miastem…, [w:] Felietony. Eseje. Wywiady, Warszawa 1993, s. 24.
  • [1.8] Person K., Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim, Warszawa 2018, ss. 110-124.
  • [1.9] „Gazeta Żydowska” 1941, nr 57, s. 2.
  • [1.10] [Kon M. M.?], Moja wizyta w więzieniu w getcie, [w:] Archiwum Ringelbluma, t. 33: Getto warszawskie, cz. 1, red. T. Epstein, K. Person, Warszawa 2016, s. 379
  • [1.11] [Kon M. M.?], Moja wizyta w więzieniu w getcie, [w:] Archiwum Ringelbluma, t. 33: Getto warszawskie, cz. 1, red. T. Epstein, K. Person, Warszawa 2016, s. 380.
  • [1.12] Auerbach R., Pisma z getta warszawskiego, red. Szymaniak K., Warszawa 2015, s. 133.
  • [1.13] Auerbach R., Pisma z getta warszawskiego, red. Szymaniak K., Warszawa 2015, ss. 404-405.
  • [1.14] Rudnicki H., Historia martyrologii i wykończenia getta warszawskiego Anno Domini 1942, AŻIH, 302/49, s. 51.
  • [1.1.14] Rudnicki H., Historia martyrologii i wykończenia getta warszawskiego Anno Domini 1942, AŻIH, 302/49, s. 51.
  • [1.15] Cukierman I., Nadmiar pamięci, Warszawa 2020, s. 204.
  • [1.16] Döblin A., Podróż po Polsce, [w] „Literatura na świecie”, nr 6/1994, s. 63 - 65.
  • [1.17] Auerbach R., Pisma z getta warszawskiego, red. Szymaniak K., Warszawa 2015, s. 107.