Wstęp

Okres rządów Augusta III, najokropniejszy w dziejach Polski, jest również i dla Żydów polskich najprzykrzejszy i najczarniejszy. Nietolerancja święciła orgie w Państwie, w którym za Jagiellonów i pierwszych królów-elektów różnowiercy i innowiercy byli nieledwie że równouprawnieni. Na dworach magnatów panowała swawola, prawo było deptane nogami, uboższa szlachta trzymała się klamki pańskiej i na sejmikach tak głosowała, jak sobie tego życzył Pan-chlebodawca. Stąd gwałty i najazdy, zajazdy i rozboje, zrywanie sejmów i t. p.

Miasta polskie, zubożałe wskutek wojen i mocno wyludnione, szukają sposobu powrotu do dawnej świetności, lecz polityka celna szlachty, oraz taryfy maksymalne, określane przez wojewodów, niepewność dróg i brak kredytu stają temu na przeszkodzie. Mieszczaństwo nie widzi jednak tych przeszkód, ono już tak dalece przywykło do tych ram, że wcale nie próbuje ich przełamać. Ono widzi w handlu żydowskim arcygłówną przeszkodę i wszelkimi sposobami stara się tenże handel zupełnie zniszczyć, lub bodaj go ograniczyć do najmniejszych wymiarów. Mieszczaństwo warszawskie stale akcentuje swe prawo de non tolerandis Judaeis, potwierdzone po raz pierwszy przez Zygmunta I w r. 1527. W Krakowie pokutuje prastary układ z r. 1485, mocą którego Żydzi „dobrowolnie i bez żadnego przymusu” zrzekli się prawa handlu i wykonywania rzemiosła. We Lwowie wre od trzystu lat walka o ograniczenie handlu żydowskiego na zasadzie t. zw. paktów z XVI wieku, a Lublin — podobnie jak Warszawa — akcentuje swój przywilej de non tolerandis Judaeis i czyni wszystko, by wyrzucić Żydów z „miasta”, dokąd się dostali po Potopie i spaleniu swego kwartału pod zamkiem w r. 1655. Taka sama walka wre w miastach wielkopolskich w Poznaniu, we Wschowie i t. p., a konstytucja z r. 1768 o handlu żydowskim nie posunęła sprawy ani o krok naprzód. Komisje porządkowe, które tyle dobrego zdziałały dla miast, nie umiały rozwiązać węzła mieszczańsko-żydowskiego.

Nie lepiej wyglądały miasta prywatne, choć w nich nieraz dla Żydów były warunki „walki” lepsze; tutaj bowiem decydowała „wola pańska” i to bezapelacyjnie. Tak tedy mogli Żydzi „prywatni”: leszczyńscy (Wielkopolska), tarnowscy czy rzeszowscy (Małopolska) mieszkać w rynku i uprawiać handel i rzemiosło, gdyż z tym godził się pan miasta: Sułkowski, Sanguszko czy Lubomirski. Lecz „łaska pańska na pstrym jeździła koniu”, więc też każdy kaprys pański, zły humor dziedzica mógł narazić pojedynczego Żyda, a nawet całą gminę na najgorsze nieszczęście. Od tegoż humoru był jeszcze bardziej zależny Żyd, arendarz wiejski, bez którego dziedzic ani na chwilę nie mógł się obejść, a którego traktował nie lepiej jak swego pańszczyźnianego chłopa, lub jak zwierzę domowe, a nawet i dzikie. Jeżeli czytamy, że Lubomirscy kazali swym Żydom (w Rzeszowie) podpisywać cyrografy, że nie opuszczą miasta, a nawet nie wydadzą córek do innego miasta bez woli pańskiej, to Ochocki zamykał swych Żydów-arendarzy, którzy mu nie zapłacili w czas raty dzierżawnej, do chlewu między świnie, ich dzieci zaś oddawał księdzu na naukę, celem przygotowania ich do chrztu. Straszne rzeczy opowiada Salomon Majmon (filozof i najlepszy znawca Kanta) o swej młodości, spędzonej na Litwie w dobrach Radziwiłła „Panie Kochanku”, a sztuczki i sztuki buczackiego starosty, Rzewuskiego przeszły już do tradycji ludowej.

Nielepiej niż strona zewnętrzna, wyglądała strona wewnętrzna życia żydowskiego. Zepchnięci do ciasnych, ciemnych i brudnych kwartałów żydowskich, wiedli w nich Żydzi smutny żywot. W Krakowie, a raczej na Kazimierzu rozszerzano w okresie renesansu polskiego po trzykroć granice getta (rok: 1553, 1583 i 1608), lecz od r. 1608 do końca istnienia Rzeczpospolitej nie zdołali Żydzi zdobyć ani piędzi ziemi i dusili się na 212 parcelach i w tyluż domkach, po większej części drewnianych i mocno z rujnowanych. We Lwowie i Poznaniu ograniczono stan posiadania Żydów do 49 parcel i każde wysunięcie się poza tę normę, czyli poza bramę żydowską karano dotkliwie. Wprawdzie życie było silniejsze od wszelkich zakazów i Żydzi tu i ówdzie osiadali za określonymi liniami, lecz raz po raz podnosiła głowę reakcja, a wówczas spychano ich z powrotem do ciasnego kwartału żydowskiego. Walka ta toczy się nie tylko o mieszkania żydowskie, lecz również o handel Żydów w „mieście”. W roku 1708 zajęli Żydzi lwowscy cały prawie rynek (wszystkie sklepy), a w kilkadziesiąt lat potem wyrzucono ich stamtąd doszczętnie. W Krakowie przegrali Żydzi w r. 1776 proces z miastem, prowadzony z przerwami przez kilkaset lat i musieli ustąpić z Krakowa. A gdy w myśl umowy z magistratem kazimierskim, urządzili swe sklepy na t. zw. chrześcijańskim Kazimierzu, a za nimi przeniósł się tamże handel krakowski, rozpoczęli kupcy krakowscy walkę o wyrzucenie Żydów z nowych placówek i wepchnięcie ich do ciasnego „miasta żydowskiego”.

Gorzej jeszcze działo się Żydom warszawskim. Nietolerowani w mieście, ułożyli się Żydzi z magnatami: Sułkowskim i Potockim i ci urządzili dla nich oddzielne miasteczka: Nową Jerozolimę i Nowy Potok za okopami warszawskimi. Mieszczanie warszawscy widząc, że wraz z Żydami i za nimi przenosi się handel poza te okopy, postarali się u marszałka koronnego Lubomirskiego o zniszczenie swych współzawodników. Dnia 22 stycznia 1775 r. kazał Lubomirski zabrać wszystkie towary ze składów żydowskich i złożyć je do magazynów miejskich, a same domy i magazyny w obu miasteczkach kazał zburzyć.

Stan ekonomiczny gmin żydowskich

Tej walce zewnętrznej towarzyszyła w gminach żydowskich walka wewnętrzna, walka o równowagę budżetu gminnego, a wraz z nią walka o władzę w gminie, w ziemstwie żydowskim, w sejmie Żydów koronnych i litewskich.

Od dawien dawna nie wystarczały podatki i opłaty konsumpcyjne, płacone przez Żydów na utrzymanie gmin oraz wyższych organizacji kahalnych i ziemskich, i seniorowie kahałów, a także delegaci na sejmiki i sejmy podwyższali te opłaty po raz. W połowie XVII wieku wynosiła w Krakowie t. zw. krupka mięsna t. j. opłata od koszernej rzezi kilkanaście groszy, a już w latach dwudziestych XVIII wieku ponad 30 zł od sztuki bydła. Niektóre miasta wielkopolskie miały opłaty tak wygórowane, że tylko najzamożniejsi Żydzi mogli sobie pozwolić na mięsny obiad wśród tygodnia. W Krakowie, Lwowie, Poznaniu, Lesznie, Krotoszynie, Lublinie, Wilnie i t. p. istniały kahalne opłaty od mięsa, mleka, wódki, piwa, a także i wysokie podatki od sprzedaży wszystkich innych artykułów codziennego użytku; lecz i to nie wystarczało na pokrywanie wydatków kahału, które wskutek nieszczęść krajowych, pożarów, a przede wszystkim wskutek stale powtarzających się tumultów antyżydowskich, urządzanych przez młodzież szkolną i rzemieślniczą, a także wskutek procesów t. zw. rytualnych, rosły z roku na rok niewspółmiernie. Poszczególne kahały, a także ziemstwa musiały uciekać się do pożyczania pieniędzy nieraz na wysokie odsetki, czyli do t. zw. wyderkafów. Wszystkie kościoły, klasztory i wszystkie fundacje duchowne katolickie przeszły z czasem w drodze wyderkafu do kas kahalnych, które w owym okresie uważano za najpewniejszą lokatę kapitałów. Także i panowie świeccy pożyczali kahałom i ziemstwom wysokie sumy, a seniorowie kahalni musieli łamać sobie głowy, by nowymi pożyczkami pokrywać stare długi.

Już w r. 1700 jest kahał poznański winien rozmaitym klasztorom (prócz Jezuitów) 109 278 zł, samym zaś Jezuitom jest winien w r. 1757 293 744 zł. Kahał krakowski jest winien w r. 1719 panom świeckim: 242 287 zł, klasztorom i kościołom 345 240 zł. Lwowski kahał jest winien w r. 1727 magistratowi, na poczet wyłożonych kontrybucji nieprzyjacielskich, 438 410 zł, kahał przemyski winien jest w r. 1765 panom duchownym i świeckim  381 999 zł, kahał w Lesznie – 535 493 zł, we Wronkach – 200 000 zł, w Inowrocławiu – 194 907 [zł] i t. p.

Stałe podwyższanie podatków kahalnych przez seniorów, celem pokrywania bodaj najważniejszych potrzeb gminy, a przede wszystkim dla opłacania odsetek i podarków dla urzędników państwowych, miejskich i duchownych, wywoływało niezadowolenie „pospolitego człowieka”, niedopuszczanego do urzędów kahalnych, a tym samym do kontroli rachunków. Prawie w każdej gminie rozgrywa się na tern tle walka między oligarchią kahalną a „pospolitym człowiekiem”, która prowadzi w niektórych miastach do walki orężnej. Jedna i druga strona znajduje poparcie u możnych panów, wojewodów, starostów i t. p., i hajducy magnaccy wywalczają na rynku żydowskim, a nawet w bożnicy hegemonię dla pupilów swych panów. Tu i ówdzie wysuwają się na czoło gmin „arcyseniorowie", czy też prymatorzy i uciskają swych braci tyrańską ręką. W Drohobyczu do dnia dzisiejszego opowiada tradycja o Zelmanie Wolfowiczu, który ufny w pomoc starościny Tarłowej gromił i grabił chrześcijan i Żydów, a w Krakowie takim że tyranem był w okresie Konfederacji Barskiej i pierwszej okupacji austriackiej (1772—1776) Febus Abrahamowicz, który umiał znaleźć drogę do konfederatów, Moskali, Austriaków i władz polskich. Tacy autokraci wysuwają się również na czoło sejmików żydowskich, a walka o marszałkostwo sejmu żydowskiego między Abrahamem z Leszna i Abrahamem Chaimowiczem Halpernem z Lublina (r. 1753) jest najznakomitszym przykładem tych dążeń do hegemonii nad polskim żydostwem. To samo dzieje się przy obsadzaniu urzędów rabinicznych, gdzie rodzina, protekcja możnych panów, a szczególnie pieniądze odgrywają większą rolę aniżeli uczoność kandydata. Walka o rabinat krakowski, w której (za kulisami) biorą udział Radziwiłłowie i Lubomirscy (1742—1745), lub rabinat lwowski ziemski w r. 1720, którą rozstrzygnął wojewoda ruski Jabłonowski, liczne zabiegi u Leszczyńskich i Sułkowskich o rabinat leszczyński, dają nam aż nazbyt barwną mozaikę stosunków w gminach żydowskich w Polsce XVIII wieku, przy czym należy pamiętać, że poza ambicjami osobistymi i rodzinnymi odgrywają tutaj rolę, szczególnie w ostatnim dziesięcioleciu tego wieku, również i walki między wzmagającym się chasydyzmem, a broniącą się przed tym nowatorstwem tradycyjną synagogą.

Ruchy mistyczne. Sabataj Cwi

Już w połowie XVII wieku wdziera się do gmin żydowskich w Polsce t. zw. kahała praktyczna, wylęgła w chorych mózgach wygnańców hiszpańskich. Z Safed w północnej Galilei dotarła ona po przez Włochy i Multany do nas i stanęła w drodze rozwijającemu się w polskich gminach i polskich uczelniach racjonalizmowi. W XVI wieku, w okresie polskiego renesansu, poczęło nieco świtać i w gminach żydowskich i w żydowskich kwartałach. Do szkół krakowskich, czy poznańskich dotarła za pośrednictwem Majmonidesa — filozofia scholastyczna, oparta na Arystotelesie, oraz pewne zrozumienie dla historii powszechnej i żydowskiej, a nawet dla astronomii, choć jeszcze pod kątem widzenia astrologii. Kobiety żydowskie znajdowały przyjemność w rozczytywaniu się w romansach, tłumaczonych czy też przerabianych z niemieckiego na język żydowski. Lecz już w wieku XVII, szczególnie w okresie „potopu” i po nim, zatraca się to wszystko, i zostaje jeno studium Talmudu metodą mocno scholastyczną, a obok niego wdziera się do naszych bóżnic i uczelni studium kahały i to zarówno teoretycznej jak i praktycznej. Złamane licznymi wojnami polskie żydostwo szuka ukojenia bólów w postach i praktykach kabalistycznych, wiara w złe duchy, w dybuki, w niewybawione dusze wdziera się do domów i mózgów żydowskich, a wszystko to ma na celu przyśpieszenie wybawienia Izraela z tej tak okropnej niedoli. A wybawić może Izraela jeno mesjasz i na tego mesjasza czeka całe polskie żydostwo z niecierpliwością, wzrastającą w miarę pogarszania się warunków bytu na tej ziemi. I w istocie, w okresie najokropniejszych prześladowań, tumultów i pogromów t. j. w latach 1660—1682, w okresie wojen tureckich doczekało się żydostwo tego mesjasza, a był nim Sabataj Cwi ze Smyrny, który ogłosił urbi et orbi swe posłannictwo w „roku zbawienia” t. j. w r. 1656.

Żydzi polscy odetchnęli na chwilę; w kwartałach żydowskich urządzano uroczystości i procesje i ze śpiewem na ustach obnoszono obraz mesjasza i jego proroka Natana z Gazy. Nie dbano o przestrogi kleru katolickiego, ni króla Jana Kazimierza, który widział w tym mesjanizmie obrazę religii chrześcijańskiej, nie pilnowali Żydzi w tym okresie swych sklepów, ani składów, nie siali i nie orali i to tak na zachodzie Rzeczypospolitej — jak nam stwierdza Wacław Potocki — jako też na wschodzie: na Podolu, Wołyniu i na Ukrainie, na co się srodze oburza prawosławny biskup GaIatowski.

Rychło jednak pierzchła złuda; mesjasz Sabataj Cwi, który podążył do Konstantynopola, „by sułtanowi zedrzeć koronę z głowy” upadł na duchu i przyjął islam, a urzędowa synagoga w Polsce przez usta delegatów i rabinów, zebranych na sejmie żydowskim w Jarosławiu (1670) rzuciła klątwę na „obłudnika i wszystkich, którzy weń wierzą i wiarę tę szerzą wśród ludu.“

Portret Jakuba Franka. Zbiory Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Ringelbluma.

Jakub Frank

Klątwa nie zdołała w całości wytępić optymizmu nieszczęśliwych i najnieszczęśliwszych; wiara w Sabataja, podtrzymywana przez jego następców, a szerzona u nas z Salonik (tam mieszkała sekta, zwana Dönmeh) zdołała się utrzymać mimo prześladowań prawie przez 100 lat, dopóki w r. 1755 nie zjawił się nowy „mesjasz” i zgromadził dookoła siebie „zeschłe kości” wygasającego sabataizmu. Był nim Jakub Lejbowicz Frank, który, choć urodzony na Podolu, zaczerpnął swą wiarę u samego źródła, w Salonikach, u jednego z następców Sabataja i przeszczepił ją po przez Multany i Wołoszę [Wołoszczyznę] na Ruś, do Lwowa, a stąd na Podole.

Przyparty jednak do muru przez urzędową synagogę, rzucił się Frank w objęcia biskupa kamienieckiego, Mikołaja Dembowskiego i wezwał rabinów podolskich na dysputę, w której miał dowieść słuszności swych tez, ich łączności z dogmatami katolickimi, oraz zgubnego wpływu Talmudu. Dysputa odbyła się z całą średniowieczną pompą; obie strony broniły swego stanowiska, choć obecni na niej księża ani słowa nie rozumieli z tego wszystkiego. Rabini-talmudyści i antytalmudyści (frankiści) nie znali zupełnie języka polskiego, więc rozprawiali tylko po żydowsku.

Frank zwyciężył na chwilę, lecz po nagłej śmierci Dembowskiego uległ przemocy Żydów i opuścił Polskę. Rychło jednak postarał się o pomoc arcybiskupa lwowskiego, za cenę wciągnięcia w orbitę swych tez dowodu, że Żydzi mordują dziatki chrześcijańskie i krwi ich używają do pieczenia mac. Jasnym jest, że w okresie ciemnoty, panującej u nas za Augusta III, gdy prawie każdego roku „wybuchał” w którymś mieście proces rytualny, a sądy, nieraz w najlepszej wierze, skazywały Żydów na najokropniejsze i najwyszukańsze męki, gdy po procesie żytomierskim (1753) i jampolskim (1756) sprawa oparła się o Watykan, i kardynał Wawrzyniec Ganganeli (późniejszy papież Benedykt XIV [błąd Autora – Lorenzo Ganganelli OFMConv przyjął imię Klemens XIV; Benedykt XIV nazywał się zaś Prospero Lorenzo Lambertini]) wprost potępił postępowanie biskupa Sołtyka, zarzucając mu nieczyste motywy przy inscenizowaniu procesu w Żytomierzu, w chwili gdy w Przemyślu rozgrywał się również jeden z wielu takich procesów (1759) i oskarżeni w śmiertelnej trwodze oczekiwali wyroku, pomoc Franka była pewnym sferom na rękę i one to urządziły w katedrze lwowskiej nową dysputę.

Dysputa ta odbyła się z jeszcze większą pompą, a trwała z przerwami od 17 lipca do 10 września, lecz i tutaj słuchacze chrześcijańscy nie wiele mieli pociechy, gdyż nie rozumieli ani słowa. Było to tragedią dla Żydów, że nie mieli nikogo, który by zdołał w polskim języku wyjaśnić całą rzecz i rzucić frankistom w twarz niskość ich zamierzeń. Rabin lwowski Chaim Rapaport, talmudysta wielkiej miary, ledwie z kartki zdołał odczytać swą obronę, a stający za kulisami pomocnik jego, Ber Brezower z Bolechowa, również niedobrze władał językiem polskim. Zamknięcie się w sobie żydostwa polskiego, zupełne zaniedbanie nauk świeckich, nieznajomość literatury kościelnej, a nawet i świeckiej zemściła się srodze na tymże żydostwie i skłoniła myślące jednostki do zrewidowania programu wychowania młodzieży w myśl prądów racjonalistycznych, wiejących do nas od zachodu.

Były jednak w Polsce, szczególnie w jej ziemiach południowo-wschodnich, wielkie rzesze Żydów, które mimo frankizmu i jego odstępstwa i mimo powiewów racjonalistycznych od zachodu, a może na przekór bankructwu Franka i dla obrony przed owymi powiewami „oświecenia”, dążyły do tym silniejszego zamknięcia się w ramach średniowiecza, w kręgu „praktycznej kahały”.

Tu geneza chasydyzmu, który powstał u nas na Podolu, na tym samym odcinku co frankizm i z tych samych przesłanek, tylko że innymi poszedł drogami i zdołał w ciągu kilku dziesiątków lat pozyskać dla siebie liczne gminy żydowskie. Wzrost polskiego chasydyzmu przypada na ostatnie dwa dziesiątki lat XVIII wieku, a więc na okres, w którym dotarła do nas nauka Mendelsohna i w którym rozpoczęły się i dokonały reformy Sejmu Wielkiego.

Parochet patriotyczny z synagogi w Przedborzu, prawdopodobnie II połowa XVIII w. Fot. Szymon Zajczyk, ok. 1934.

Początki Oświecenia

Z dwóch stron docierało światło do kwartałów żydowskich, ze źródeł żydowskich w Niemczech i Austrii, oraz ze źródeł polskich t. j. od tych mężów, którzy rozumieli, że przy ogólnej reformie w kraju nie wolno pozostawić Żydów polskich swemu losowi, lecz należy ich wciągnąć w orbitę zamierzeń uzdrowienia ojczyzny. Źródłem żydowskim, które bardzo silnie promieniowało dookoła, był Mojżesz Mendelsohn, tłumacz Biblii na język niemiecki; z jego szkoły wyszli wszyscy „reformatorzy” żydostwa owego czasu. A byli wśród nich i Żydzi polscy, jak Salomon z Dubna, Izrael z Zamościa, Mendel z Satanowa, Salomon Majmon z Litwy i wielu innych, którzy widzieli w oświeceniu ludu jedyny sposób wydobycia go z nędzy, w jakiej się znajdował. Praktyczne wyniki (choć na razie niezbyt skuteczne) widzieli ci nowatorzy w Galicji, gdzie uczeń Mendelsohna, Herz Homberg (Żyd czeski) z polecenia Józefa II otworzył w krótkim czasie około 100 szkół ludowych dla dzieci żydowskich. To zachęciło żydowskich „nowatorów” do pracy, i rychło, w okresie Sejmu Wielkiego występują oni ze swymi projektami, odpowiadającymi mniej więcej projektom statystów Sejmu Wielkiego.

Tym statystom patronizował, po wielkiej części sam król Stanisław August, który mimo swych licznych wad, był mężem głębokiej wiedzy i postępu i tegoż postępu szermierzem. Już jako młody człowiek, zapytany w Amsterdamie przez portugalskiego żyda, Suasso, co sądzi o tzw. morderstwach rytualnych, zastrzegł się przed insynuowaniem sobie podobnych wierzeń i potępił Kajetana Sołtyka, który wówczas taki proces inscenizował. Tenże sąd podtrzymał Stanisław August, gdy już siedział na tronie polskim. Podczas swego pobytu w Krakowie (1787) zawezwał on do siebie młodego Wodzickiego i wypowiedział doń te słowa: „Nie spodziewałem się po wielmożnym Panu, abyś, odebrawszy wyższe wychowanie, mógł jeszcze wierzyć baśniom średniowiecznym, jakoby Żydzi do świąt wielkanocnych chrześcijańskiej krwi potrzebowali. Bo lubo wszystkich narodów dzieje wspominają o procesach tego rodzaju i karach srogich, na jakie obwinionych o te zbrodnie skazywano, to oświata dzisiejszego wieku przekonała nas o niewinności tych ofiar uprzedzenia i przesądu”.

Żydzi rychło poczuli różnicę między nowym władcą a Augustem III, zwłaszcza że wielu znało go jeszcze z czasów, gdy jako młody chłopiec jeździł ze swym ojcem do rodzinnego majątku w Jazłowcu i w Zaleszczykach. Znali Poniatowscy, król i jego ojciec, dobrze rabina jazłowieckiego, Hirsza Marguliesa; dzięki ich protekcji, a raczej dzięki protekcji króla został jeden z jego synów: Majer, rabinem półziemstwa ruskiego z siedzibą w Komarnie, drugi: Izaak Ber, rabinem ziemskim na Podolu. Uwijało się na dworze Stanisława Poniatowskiego mnóstwo żydowskich faktorów, których potem przejął Stanisław August zamianował ich agentami, czyli faktorami nadwornymi. Także i dwóch lekarzy nadwornych-żydów: doktora Samuelsohna i doktora Salomona Polonusa wymieniają źródła historyczne.

Nie dziw tedy, że gminy żydowskie odnosiły się do młodego władcy z wielkim zaufaniem i witały go podczas jego podróży nie tylko formalnie, ale bardzo serdecznie. Podczas podróży Stanisława Augusta na Litwę (1784) witał go w Kobryniu rabin miejscowy „ofiarując mu głowę cukru, owiniętą w niebieską materię, na której widniał napis w języku hebrajskim, wyhaftowany złotem i srebrnymi nićmi”.

Uroczyście powitano króla w Pińsku, gdzie znany reformator i przyjaciel Żydów, Butrymowicz wygłosił odpowiednie przemówienie i przeprowadzając władcę obok nowo wybudowanego kanału Ogińskiego, obiecał, że w tym miejscu stanie obelisk z napisem w językach: łacińskim, polskim, ruskim i żydowskim.

Również i druga podróż królewska (do Kaniowa i stąd do Krakowa) dała asumpt ludności żydowskiej do okazania władcy swego przywiązania. W Niemirowie witano króla bardzo uroczyście, a Miller, dyrektor fabryki sukna, oprowadzając króla po warsztatach, wskazał mu, że wśród robotnic są zatrudnione liczne Żydówki.

Uroczyście przyjęła swego władcę gmina żydowska w Krakowie wspominając przy tym, „że już od ponad półtora wieku nie miała tego szczęścia”. Przyjazd króla przypadał na sobotę, a miejsce dla reprezentantów żydowskich wyznaczono daleko poza miastem, aż pod Czyżynami. Wyjechała tedy starszyzna kahału z rabinem i rodałami już w piątek po obiedzie aż do Dąbia i tu przenocowała, po czym o piątej z rana wyszła na spotkanie króla. Była to kawalkada mocno jeszcze średniowieczna, podobna do tych, które witały w Pradze Czeskiej cesarzy niemieckich.

„Na czele na drewnianym koniu jechał błazen, po nim szli muzykanci, za muzykantami małe Żydy z proporcami, potem coraz starsi w latach, potem duchowni i starsi, każdy ich stan przedzielał baldachim, których było sześć, bardzo bogatych. Król nadjechał konno, a starszyzna niosąc „Boże Przykazanie” pod baldachimem, czyniła powstanie”.

Najpierw ...pierwszy rabin... odmówił błogosławieństwo nad władcą, potem wręczono królowi hymn w języku polskim, w którym Żydzi wychwalali liberalizm i ojcowską opiekę króla;

„u którego ten przesąd nie mieści się gruby,

że przyczyną jesteśmy chrześcijańskiej zguby”

Przyjmij łaskawie nasze te szczupłe dary,

Które Tobie wzgardzeni i nikczemni dają,

Bo jak miłe, choć drobne, Bogu są ofiary,

Od ubogich, a szczerym sercem mu składają,

Tak niech będą przyjemne szczupłych wierszy pienia,

W których upokorzeni przynoszą życzenia.

Stanisław August spędził prawie dwa tygodnie w Krakowie i w tym czasie przyjął kilkakrotnie reprezentantów magistratu i mieszczaństwa, oraz wysłuchał obszernego referatu o potrzebach i boleściach kupiectwa chrześcijańskiego, wygłoszonego przez prezydenta miasta, Lichockiego. Wspomniał przy tej sposobności Lichocki kilkakrotnie o Żydach, lecz czynił to bardzo ostrożnie i wstrzemięźliwie, znając liberalne zapatrywania władcy.

Stanisław August zwiedził „miasto żydowskie”, był w Starej bożnicy, gdzie go powitali Żydzi śpiewami, oraz modlitwą na tenże cel ułożoną.

Projekty reformy żydostwa polskiego

Ledwie rok po pobycie króla w Krakowie rozpoczął się Sejm Wielki (1788—92), który miał odbudować Rzeczpospolitą in capite et in membris. Obok wielu innych spraw, a łącznie z kwestią miast i uprawnieniem mieszczan, przyszła pod obrady sprawa żydowska. Już na kilka lat przedtem poruszyli ją dwaj statyści polscy: Zamojski (1775) i „Bezimienny“; pierwszy z kąta mocno średniowiecznego, drugi liberalnie i nowocześnie. Obficie poczęła płynąć literatura w tej kwestii dopiero podczas samego sejmu, gdy było do przewidzenia, że stany sejmujące zajmą się nią w czasie jak najbliższym. Wypłynął tedy projekt Butrymowicza: Sposób uformowania Żydów polskich w pożytecznych krajowi obywateli (Warszawa 1789), mocno przypominający wyżej wspomniany projekt Bezimiennego. Wydał też Butrymowicz i drugi projekt, bardziej sprecyzowany, p. t. Reforma Żydów (Warszawa 1789), a obok niego pojawiły się projekty inne, jak np. „Myśli patriotyczno-polityczne“, Zgoda i niezgoda, Projekt albo światło nowe, Krzysztofa Milewskiego, Myśli polityczne dla Polski i t. p.

Gruntownie rozpatrzył kwestię żydowską Tadeusz Czacki, który jako wysoki urzędnik skarbowy często się o nią ocierał, zabrał też głos w tej kwestii ks. Hugo Kołłątaj i pomieścił w zwięzłych 11 paragrafach swój pogląd na nią. Znakomicie ujął tę kwestię poseł bracławski Stanisław Chołoniewski, który wystąpił ze swoim projektem wprost na t. zw. deputacji żydowskiej (obacz niżej) i znalazł zrozumienie u większości jej członków.

Wszyscy ci mężowie stanu wychodzą z założenia, naonczas powszechnego nie tylko w Polsce, ale i w Europie zachodniej, że Żydzi są dla państwa szkodliwi, a to dlatego, że są wyłączeni ze społeczeństwa, wśród którego żyją. By ich tedy uczynić pożytecznymi, należy dążyć do ich asymilowania i to za pomocą szkół, stroju i t. p. Niektórzy z reformatorów, idąc śladem statystów dawniejszego stylu, oraz władców państw zaborczych (Fryderyka II i Józefa II) radzili usunąć Żydów ze wsi, odebrać im arendy karczem i browarów i skłonić ich do zajęcia się rzemiosłem; inni znów proponowali osadzenie Żydów na roli.

Negatywnie do sprawy żydowskiej odnosi się ks. Stanisław Staszic (Przestrogi dla Polski), lecz jako praktyczny mąż stanu rozumie, że należy coś z nimi zrobić i radzi przypuścić ich do uprawy roli (Uwagi nad życiem Jana Zamojskiego).

Nie tylko jednak chrześcijanie zabierali głos w kwestii żydowskiej, lecz także i Żydzi, jako najbliżej zainteresowani, wypowiedzieli się w tej sprawie i to każdy ze swego kąta widzenia tak umysłowego, jako też i regionalnego. Najradykalniejsze plany podali Żydzi t. zw. oświeceni, t. j. ci, którzy już to sami bawili na Zachodzie, w otoczeniu Mendelsohna, już to rozczytywali się w literaturze t. zw. oświecenia, czyli haskali.

Salomon Majmon, Żyd litewski, wychowany w karczmie wiejskiej, porzuciwszy żonę i miejsce rodzinne tułał się przez długie lata po Niemczech i zdobywszy tutaj kulturę i wykształcenie, stał się jednym z najbliższych uczniów Kanta oraz interpretatorem jego myśli filozoficznych. Nie zapomniał on jednak o swej ojczyźnie i w swym dziele, dedykowanym Stanisławowi Augustowi p. t. Versueh über die Transcendentalphilosophie (Berlin 1789), pisze między innymi: „Byłbym podwójnie szczęśliwy, gdyby mi się udało zwrócić uwagę mojego narodu na prawdziwe korzyści oświaty i natchnąć go odwagą i gorliwością, by się starał o pozyskanie coraz to większego poważania u narodu, wśród którego żyje i to za pomocą oświaty i sprawiedliwości".

Ze Satanowa na Podolu pochodził Mendel Lewin, drugi reformator żydowski tego okresu. Bawiąc w Berlinie, by się leczyć na oczy, poznał się z Mendelsohnem, Salomonem z Dubna i innymi reformatorami i po powrocie do ojczyzny (1783) począł szerzyć oświatę zachodu wśród swych współwyznawców. Pod wpływem Adama Czartoryskiego, opracował Lewin swój projekt w języku francuskim p. t. Essai d‘un plan de reforme ayant pour objet declairer la nation juivs en Pologne et la redresser par ses moeurs, i w nim wyjaśnił, że sprawa żydowska jest wyłącznie sprawą ukulturalnienia Żydów, czyli ich asymilacji.

Do tychże głosów winniśmy zaliczyć rozprawkę doktora Salomona Markuze, lekarza pochodzącego z Królewca, a praktykującego w Turyjsku na Wołyniu, który w swym popularnym dziełku medycznym p. t. Sefer Refuot (po żydowsku, Poryck 1790) radził swym współwyznawcom, by porzucili karczmy i zajęcia miejskie i zabrali się do uprawy roli.

Starego systemu broni rabin chełmski, Hirszel Józefowicz w swej rozprawce p. t. Myśli stosowane do sposobu uformowania Żydów w pożytecznych obywateli państwa, a bardzo płytkim jest nadworny faktor Stanisława Augusta, Abraham Hirszowicz, który w rozbudowaniu gmin, fundowaniu szpitali, poskromieniu zbytku w szatach i t. p. widzi sposób reformy Żydów.

Mocno kulturalny, lecz i mocno naiwny głos słyszymy z Leszna. Samuel Mankiewicz, syndyk tejże gminy, podaje Extract rady pokoju z Etica Aristetelussa (!) Uczyciela Alexsandra Wielkiego pars IX, caput VII po grecku wydaną a po łacinie tłomaczoną, zaś po ebrajsku temulat blisko 400 przez Majera doktora króla kastylejskiego tłomaczoną, a dopiero w roku 1789 do druku orjentalskiej (!) w Berlinie podaną z ebrajskiego na polski tłomaczonej..., z Wilna zaś słyszymy aż dwa głosy: jeden, człowieka starego autoramentu, Szymla Wolfowicza, a drugi głos lekarza Salomona Polonusa.

Szymel Wolfowicz walczył od lat z oligarchią kahalną swego miasta, która, podobnie jak w innych miastach polskich, rządziła samowładnie gminą, nie dopuszczając do władzy ludzi spoza swej kliki. Wybrany wraz z kolegą „trybunem ludu żydowskiego” w Wilnie, wystarał się Szymel (Szymon) o list żelazny króla (10 lipca 1788), lecz rządząca klika nie ulękła się pisma królewskiego i wyklęła „trybuna“, a wojewoda wileński, Karol Radziwiłł osadził go w ciężkim więzieniu w Nieświeżu. Tutaj miał Szymel wiele czasu do rozmyślania nad swoim losem i losem swych braci i stąd wysłał do Warszawy memoriał p. t. Więzień w Nieświeżu do sejmujących stanów o potrzebie reformy Żydów (1790). Jak łatwo domyśleć się można, występuje autor przeciw wszechwładzy kahału i rabinów, opisuje ucisk jaki wykonywa kahał nad kupcami żydowskimi przez nakładanie podatków i opłat nieznośnych i żąda „oddzielenia cywilności żydowskiej od religii“, czyli poddania Żydów jurysdykcji władz powszechnych,

Drugi wilnianin, Salomon Polonus, doktor medycyny „konsyliarz J. K. Mości“, stoi już na gruncie zupełnie europejskim. Jego obszerne dzieło (rękopis ma 344 stron) zawiera Zbiór próśb Żydów francuskich do Narodowego Zgromadzenia, mów JX. Grzegorza, plebana erbermenilskiego, deputata nantskiego za Żydami, z francuskiego na polski przełożony, z dodatkiem projektu reformy Żydów polskich i potrzebnymi notami objaśnione. Jedyny znany nam egzemplarz tego dzieła znajduje się w rękopisie w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie; snadź król, któremu autor tenże egzemplarz wręczył, nie oddał go do druku, lecz rozczytywał się w nim pilnie, dał go też do czytania Czackiemu, który go dodatnio ocenił. I Polonus staje na gruncie asymilacji i sądzi „że wszystkie przesądy wobec Żydów muszą z tą chwilą zniknąć, gdy oświadczą oni gotowość poświęcenia swego życia i mienia dla ojczyzny”. Uważa „że żydostwo polskie może za pośrednictwem oświaty osiągnąć tenże sam stopień co żydostwo francuskie... a żyzna gleba Polski jest w stanie przy racjonalniejszej gospodarce rolnej wyżywić jeszcze miliony istot ludzkich — W interesie państwa leży dbać i troszczyć się o wszystkich obywateli bez różnicy wyznania...”.

Ulotka żydowska z hymnem na 1. rocznicę Konstytucji 3 Maja. Warszawa 1792.

Kwestia żydowska na Sejmie Wielkim

Kwestia żydowska, wentylowana tak obficie w literaturze owego czasu, przyszła na porządek obrad dzięki wypadkowi, który miał miejsce dnia 15 maja 1790 w Warszawie. Był to tumult, czyli mały pogrom, urządzony kupcom i rzemieślnikom żydowskim przez mieszczan warszawskich, nie mogących się doczekać „załatwienia kwestii żydowskiej wedle swej woli". Jak wiadomo miała Warszawa stary przywilej de non tolerandis Judaeis, a tylko podczas sejmów, oraz dwa tygodnie przed sesją i dwa tygodnie po niej wolno było Żydom przebywać i handlować w stolicy. Gdy tedy „Sejm Wielki” począł się przeciągać przez długie lata, Żydzi z Pragi i z innych miasteczek i miast okolicznych, tylekroć wyganiani ze stolicy, osiedli tutaj „na stałe”, zajmując pałac Pociejów (położony wówczas na dzisiejszym placu Teatralnym), Bielańskie, Kłopockie, Tłomackie aż po Leszno. Mieszczaństwo warszawskie, któremu przewodził dzielny prezydent Jan Dekert, słało w tej sprawie liczne petycje do różnych władz, wyznaczyło osobną deputację do ich dopilnowania, oraz wyasygnowało 50 000 zł na skarb państwa na wypadek, jeśli się faktycznie Żydów usunie z miasta. W marcu 1790 spełnił marszałek koronny częściowo żądanie Dekerta i kazał usunąć z miasta żydowskich faktorów i rzemieślników, lecz gdy oni, ufni w protekcje „swoich“ panów, wrócili do swych siedzib, napadli na nich krawcy i kuśnierze i urządzili im dnia 15 maja 1790 r. istny pogrom. Rozbito kramy i warsztaty żydowskie, poniszczono lub zrabowano towary, a Żydów przepędzono z miasta.

To postępowanie mieszczan oburzyło sejmującą szlachtę; organizowanie się miast, t. zw. „czarna procesja“ do zamku i t. p. wywołały i tak niepokój wśród posłów, a wieści dochodzące z Paryża o wzmaganiu „stanu trzeciego“ dolewały oliwy do ognia. Więc nazajutrz po tumulcie poruszył Butrymowicz tę sprawę na plenum sejmu i domagał się ścisłej inkwizycji, ukarania winnych i wynagrodzenia szkód żydowskich. Popierali Butrymowicza: Jacek Jezierski, Zakrzewski, Wawrzecki i inni i wówczas wyłoniono komisję (deputację), która miała się zająć kwest ją żydowską.

Odtąd posuwa się ta „kwestia" po dwóch równoległych torach. Na jednym torze idą starania mieszczan celem otrzymania politycznego równouprawnienia w państwie, a zarazem o zdobycie w swych miastach wyłącznego prawa handlu i przemysłu (ze szkodą Żydów), po drugim posuwają się, choć aż nadto powoli, prace wyż wspomnianej Deputacji nad reformą czyli uprawnieniem Żydów.

Mieszczanie ubiegli Deputację żydowską. „Prawo o miastach“ z 18 kwietnia 1791, wcielone do Konstytucji Trzeciego Maja, nadaje mieszczanom prawa bardzo obszerne, ich delegaci zjawiają się już w r. 1791 w sejmie, a tym samym zasiadają w Deputacji żydowskiej, paraliżując dążenia liberalnych jej członków: Butrymowicza, Kołłątaja, Linieckiego i innych. Scalone miasta wchłaniają w siebie, w myśl Konstytucji, przedmieścia i miasteczka okoliczne, co również aż nazbyt szkodliwie odbija się na położeniu Żydów. Jaskrawo ujawnia się to w Krakowie, gdzie nowo wybrany magistrat Wielkiego Krakowa rozciąga z natury rzeczy swą władzę już nie na miasto, ale na „kwartał“, Kazimierz i od razu spędza kupców żydowskich z Kazimierza chrześcijańskiego na Kazimierz żydowski, czyli do prastarego, ciasnego i brudnego „miasta żydowskiego“. Starszyzna żydowska w płacz do Kołłątaja, a ten zwraca się do magistratu krakowskiego z wezwaniem o pozostawienie Żydów na ich stanowiskach „ile że ojczyzna jeszcze swego słowa o Żydach nie wypowiedziała“. Dalsza korespondencja między Magistratem krakowskim a jego pełnomocnikiem w Warszawie, Jagielskim, oraz między Kołłątajem a dygnitarzami krakowskimi poucza nas jak trudną była sytuacja Żydów kazimierskich.

Także i warszawski magistrat postanowił zabrać głos w kwestii żydowskiej i wręczył królowi swój własny elaborat p. n. Zasady dla projektu urządzenia Żydów, które kancelaria miejska rozesłała do wszystkich wielkich miast w Polsce. Magistrat krakowski otrzymał te „Zasady“ wraz z listem Jagielskiego dnia 28 listopada r. 1791, lecz choć były arcyczarne, wydawały się mieszczanom krakowskim nazbyt liberalne, gdyż dopuszczały bodaj bogatych Żydów do udziału w handlu mocno ograniczonym. Krakowianie nie chcieli tolerować Żydów ani w Krakowie, ani na Kazimierzu i powołując się na swój układ z r. 1485 i na wyrok asesorski z r. 1776, uważali, że Żydom powinien wystarczyć tak w Krakowie jak też i w innych miastach Rzeczpospolitej ich własny kwartał, czyli ulica Żydowska.

Odpowiedź mieszczan krakowskich na wezwanie magistratu warszawskiego miała na razie znaczenie teoretyczne. Magistrat warszawski wniósł do Deputacji żydowskiej swój projekt mimo sprzeciwu Krakowa, a może i innych miast, lecz komisja ta wcale nie funkcjonowała i tylko we wielkich odstępach czasu dawała niewyraźny znak życia.

Ożyła ona dopiero w r. 1792, przy czym trudno powiedzieć dzięki czyjej inicjatywie. Czy pobudzili ją do życia delegaci kahałów litewskich, którzy odbyli kilka narad nad kwestią reformy, czy król Stanisław August, który dławił się w długach, czy też jego sekretarz, ksiądz Piattoli, który chciał i Żydom pomóc i króla uwolnić od wierzycieli. Dość na tym, że w jesieni r. 1791 widzimy w Warszawie licznie zebranych delegatów gmin żydowskich już nie tylko z Litwy, ale i z Korony, a na ich czele syndyka Żydów warszawskich (praskich) Pesacha Chaimowicza. Działają tutaj prawdopodobnie bankierzy nadworni króla: Hayman i Simon, faktor królewski Abraham Hirszowicz, delegat krakowskiego kahału Hirsz Stobnicki, a może i liwerant dworu i wojska Szmul Zbytkower, choć ścisłe badania nad jego żywotem nie wykazały jego udziału w tej pracy.

Po wielu sprzeciwach zreorganizowano Deputację żydowską i poczęto w niej się zastanawiać nad rozmaitymi projektami. Król na uroczystym posłuchaniu przyjął delegatów żydowskich i otrzymał od nich w darze 15 000 talarów, po czym delegaci mieli się zobowiązać do spłacenia wszystkich długów króla, gdy wtem, jak grom z jasnego nieba, został ogłoszony edykt marszałka wielkiego koronnego, wydalający wszystkich Żydów z Warszawy. Także i delegaci musieli opuścić Warszawę i przenieść się na razie na Pragę, skąd Pesach Chaimowicz żałośnie skarży się królowi, wyjaśniając, że od 30 lat mieszka w stolicy.

Dzięki interwencji Piattolego, wezwał król do siebie marszałka Mniszka i prezydenta miasta Łukasiewicza i prosił ich o złagodzenie zarządzonego „wygnania”. Mniszek rychło się zgodził, Łukasiewicz bardzo się wzbraniał, lecz wreszcie ustąpił. Żydzi wrócili do Warszawy, a Ich delegaci z bankierem Simonem na czele wręczyli dnia 13 marca 1792 królowi tytułem podzięki dobrowolny dar w kwocie 40 000 złotych w dobrych asygnacjach, opiewających na okaziciela, jako zaliczkę na większe sumy, które mają zrealizować „w epoce swego równouprawnienia”. Równouprawnienie to brano jak się zdaje w owym czasie bardzo serio, skoro nawet Jagielski w liście do magistratu krakowskiego, opowiadając o ofiarności Żydów na skarb państwa (króla), każe sobie czym rychlej przysłać przywileje krakowskie, przy czym jednak wyjaśnia, „że ich (Żydów) wygnać z kraju nie można, ani też bez pożywienia wcale zostawiać niepodobna”. W dalszym liście donosi on, że Żydzi mają otrzymać tolerancję w miastach t. j. równouprawnienie w handlu, przeciw czemu burmistrz krakowski srodze remonstruje, ostrzegając, „że Żydom w miastach obywatelstwa dozwalać nie można, chyba z ostatnią obywateli chrześcijan ruiną”.

Obudzenie się patriotyzmu

Tak wlokły się pertraktacje między królem a Żydami, a równocześnie mnożyły się tarcia w samej Deputacji czyli komisji żydowskiej. Tymczasem Piattoli opracował własny „projekt reformy żydów”, oparty przeważnie na projekcie Chołoniewskiego i starał się za wszelką cenę przeforsować go w komisji, by go jak najrychlej pchnąć na plenum. Nie udało się to jednak mądremu Włochowi, gdyż dzięki knowaniom deputatów miejskich, sejm uchwalił jeno „generalne zbadanie długów gmin żydowskich” i tym zepchnął sprawę ad calendas graecas. Żydzi jednak — podobnie jak Piattoli i król — spodziewali się rychłego przeprowadzenia reformy i razem z całym narodem radowali się w pierwszą rocznicę Konstytucji t. j. dnia 3 maja 1792. Gmina praska (warszawska) dała wydrukować w czterech językach: polskim, niemieckim, francuskim i hebrajskim: Hymn przy obchodzie uroczystości dnia 3 maja 1792 r. na pamiątkę nowej rządowej ustawy na sejmie od roku 1791 Najjaśniejszej Rzeczypospolitej stanów uchwalony (!). Śpiewany w Warszawie i w innych Rzeczypospolitej miastach od wszystkich narodu żydowskiego zgromadzenia na okazanie ich czułości, powszechną radość dzielącej. Ofiarowany od deputowanych zgromadzenia żydowskiego, warszawskiego. W Warszawie w drukarni Piotra Dufour konsyliarza nadwornego JKMości i dyrektora drukarni korpusu kadetów.

Hymn ten wręczyła osobna deputacja Stanisławowi Augustowi w ozdobnej oprawie, a nadto odbyły się we wszystkich bożnicach warszawskich uroczyste nabożeństwa.

Wiadomości o podobnych nabożeństwach mamy z Krakowa, oraz z innych miast Rzeczypospolitej. W Krzemieńcu był front bożnicy przyozdobiony w kobierce i makaty, na których umieszczono portret królewski z koroną srebrną, pozłacaną, wartości 1200 zł. Portret iluminowany był kilkuset lampami, wśród których umieszczony był napis po polsku i po hebrajsku, haftowany na atłasie: „Życzenie kahału i całego pospólstwa krzemienieckiego najjaśniejszemu królowi Stanisławowi Augustowi”, oraz modlitwa. „Gdy się dookoła iluminacji zebrało mnóstwo ludu i Żydów, muzyka poczęła grać a Żydzi śpiewać. Potem kahalni w asystencji tłumów żydowskich udali się z pochodniami do prezesa komisji, pokrzykując po drodze: Vivat Król! Kahalni złożyli prezesowi komisji powinszowanie, po czym zaprosili go wraz ze szlachtą i mieszczanami na uroczystość, urządzoną przez kahał, na której wśród śpiewów i radosnych okrzyków zabawiano się aż do rana”.

Mniej wspaniałym był obchód w Chełmie, gdzie tłumom wracającym z katedry zastąpił drogę znany nam rabin Herszel Józefowicz ze starszyzną kahalną i rodałami i wygłosił okolicznościową mowę. Także  w Grodnie odbyła się uroczystość, podczas której rabin wygłosił okolicznościowe przemówienie, a takie same relacje mamy z bardzo wielu innych miast Rzeczypospolitej.

Równocześnie poczęto składać obfite dary na aukcję wojska, gdyż spodziewano się powszechnie wojny z Rosją. Już w r. 1789 złożył nieznany nam bliżej Żyd kazimierski (krakowski) dwie armaty dla powstającej narodowej artylerii, teraz bogaci kupcy berdyczowscy, Żydzi i chrześcijanie, reprezentowani w obozie księcia Józefa pod Lubarem przez Szwajcara Jenniego, Niemca Gernera oraz Chaima Chmielnickiego i Borucha ofiarowali dla muzyki wojskowej kozackiej 25 koni, tyleż mundurów i lederwerków, 12 trąb, dwie oboje, dwa klarnety, cztery waltornie, dwoje żelów i t. p. „Niepodobna wyrazić — opowiada nam Jan Duklan Ochocki — który nie bardzo życzliwie zazwyczaj odnosi się do Żydów — jak książę Józef tym się ucieszył. Było to przed godziną raportów, zatrzymał ich (kupców) wódz w namiotach do chwili, w której z raportami przychodzili jenerałowie, a gdy się pozjeżdżali, prezentował im kupców, przy odczytaniu ich deklaracji. Dziękowali im wszyscy; chrześcijan zatrzymano na śniadanie, izraelitów „częstowano likworami i winem...”.

O takich i podobnych darach czytamy bardzo często w dziennikach z owych dni. I tak, złożyli Żydzi w Siennicy wraz z innymi obywatelami rozmaite dary, to samo w Tykocinie, w Końskiej Woli, we Włostowicach; kahał w Lesznie złożył zł 300, w Sochaczewie 300 zł w gotówce, zobowiązując się dodać jeszcze zł 150, krawcy wileńscy zobowiązali się uszyć bezpłatnie 200 mundurów dla wojska.

Zapał patriotyczny przygasiła od razu Targowica; rychło wkroczyły wojska moskiewskie do kraju i posuwały się koncentrycznie na Warszawę. Niedługo, a armia moskiewska pod dowództwem Kachowskiego wmaszeruje do Warszawy i pocznie wprowadzać targowiczan na rozmaite urzędy. Stronnicy zwalonej Konstytucji przyczają się lub opuszczą kraj, i Katarzyna wraz z Fryderykiem Wilhelmem przystąpią do drugiego rozbioru Polski. W chwili gdy w Paryżu padnie głowa Ludwika XVI na ołtarzu wolności, padnie wolność Rzeczypospolitej wskutek niezgody własnych synów i prywaty jak najdalej posuniętej.

Początek tekstu hymnu na 1. rocznicę Konstytucji 3 Maja. Warszawa 1792.

W czasie Insurekcji

Powstanie Kościuszkowskie było odpowiedzią na drugi rozbiór i niejako rehabilitacją patriotów po smutnej pamięci sejmie grodzieńskim. Nie tu miejsce dla szczegółowego opisu powstania, lub nawet podania udziału Żydów w Insurekcji, tyle jednak należy powiedzieć, że w niej po raz pierwszy wzięli oni czynny, a dość tłumny udział z bronią w ręku i stanęli do apelu jak na prawdziwych obywateli przystało. Czy wpłynęły na to prace — choć niedokończone — Sejmu Wielkiego, czy oświecenie, wionące od zachodu już zdołało wytworzyć warstwę inteligencji żydowskiej, pojmującej swe obowiązki względem państwa, dość że wszystkie źródła i wszyscy kronikarze jak: Karpiński, Wojda, Krzyszkowski i t. p., wszystkie współczesne dzienniki, za nimi wszyscy prawie historycy naszej doby jak Tokarz, Kukiel i t. p., stwierdzają niezbicie ten czynny udział Żydów w powstaniu, zadając kłam tłukącej się po naszej dawniejszej literaturze historycznej wieści o obojętności, czy też nawet i zdradzie żydowskiej.

Stosunek Tadeusza Kościuszki do Żydów był od początku do końca dodatni. Naczelnik, z przekonania liberał w każdym calu, w swym życiu prywatnym na Litwie nieraz stykał się z Żydami, a podczas swego pobytu w Ameryce natknął się w armii Waszyngtona na oficerów żydowskich. Wśród 37 Żydów walczących w tejże armii wymieniają wykazy oficerskie: adiutanta Waszyngtona kolonela [pułkownika] Izaaka Franksa, kolonela Dawida S. Franksa, jako adiutanta Waszyngtona kolonela Salomona Busza, kolonela Izaksa, rannego pod Cambden, kapitana Jakuba de Lean w sztabie generała von Kalba i innych, a nie należy również pominąć polskiego Żyda Chaima Salomona (ur. w Lesznie w r. 1740), który cały swój majątek w sumie 658 000 dolarów poświęcił dla idei wolności, a schwytany przez Anglików, uciekł z niewoli i zjawił się ponownie w Filadelfii u boku Waszyngtona.

Już w Krakowie, natychmiast po złożonym ślubie na rynku, zetknął się Kościuszko z Żydami i jak stwierdza źródło nieposzlakowane, udał się na Kazimierz i tam w Starej bóżnicy wzywał ich do działań dla dobra ojczyzny. „Niczego nie pragnie dla siebie — wywodził tamże — obchodzi go bowiem jeno opłakany stan ojczyzny, a uszczęśliwienie wszystkich jej mieszkańców, do których i Żydów zalicza, leży mu na sercu!”.

Posłuszny temu wezwaniu, kahał krakowski zobowiązał się dostawić odpowiednią ilość żydowskiego rekruta, oraz, choć zadłużony wyżej uszu, przeznaczył wydatną sumę na pierwsze potrzeby armii, którą jednak potem tylko w części mógł zrealizować. Inwazja pruska stanęła bowiem na przeszkodzie dalszemu rozwojowi wypadków w tern mieście.

Głośnym echem odbiło się wezwanie Kościuszki w Warszawie w onych dniach kwietniowych (17 i 18), gdy stolica wyganiała Moskali, Żydzi i neofici (frankiści) jak wynika z relacji Wojdy i cukiernika Laneri,  jako też z późniejszych policyjnych dochodzeń, zmieszali się z tłumem, uzbroili się czym kto mógł i brali udział w pędzeniu żołnierzy Igelströma. I tak czytamy, że Josko Ickowicz wyszedł w czasie alarmu z bratem zbrojnie na Leszno i otrzymał kontuzję w rękę. BecaIel (Całek) Abrahamowicz, smolarz z ulicy Złotej zdobył na kozaku konia, płaszcz i broń i w kozackim ubraniu (przebraniu) pojechał do znajomych na Szulcowiznę. Wzięto go zrazu za zbłąkanego kozaka, a potem za szpiega i zamknięto go w więzieniu, gdzie przesiedział do maja. Wówczas go dopiero wypuszczono i przywrócono do czci. Udział Żydów w insurekcji był tak powszechny, że dzienniki, zresztą wcale nie filosemickie, stwierdzały to niejednokrotnie i z naciskiem. Udział ten stwierdził sam Kościuszko w swej znanej odezwie do Żydów (obacz niżej) w następujących słowach: „Dopiero w roku teraźniejszym 1794 w dniach 17 i 18 kwietnia, gdy Warszawa krwawą bitwę z najezdnikami Moskalami stoczyła, Żydzi, mieszkający w tym mieście, rzucili się do oręża, zwarli się mężnie z nieprzyjacielem i dowiedli światu, iż tam, gdzie ludzkość zyskać może, życia swego oszczędzać nie umieją“.

Po wygnaniu Moskali tworzy się w Warszawie milicja czy też gwardia, w której biorą udział Żydzi, zorganizowani, jak wynika ze współczesnych relacji, w oddzielne grupy czy też kompanie. Kahały, do których Naczelnik się zwrócił, subskrybowały poważne sumy na cele patriotyczne. Kahał warszawski (praski) zobowiązał się wypłacić 72 450 zł w czterech ratach, ponadto czterech prywatnych Żydów podjęło się dostarczyć umundurowania dla 40 żołnierzy, lub po 241 zł za każdego. O ofierze kahału krakowskiego było wyżej, kahał wileński zobowiązał się dać 25 000 zł, a prócz tego złożyli rozmaite ofiary poszczególni Żydzi wileńscy, jak np. Beniamin Joselowicz 10 talarów holenderskich, Landy 10 czerwonych złotych holenderskich (200 zł), Szmujłowicz 100 zł i t. p.

Nie tylko pieniędzmi poparli Żydzi litewscy ruch insurekcyjny, lecz także udziałem z bronią w ręku. Oto w Grodnie uchwaliła dnia 26.04.1794 roku Komisja Porządkowa „aby ludność żydowska dostarczyła tak pieszych jak i konnych rekrutów z obrządku religii swojej“, a w Wilnie zapalił się dla tej sprawy lekarz żydowski, dr Salomon Polonus, nadworny konsyliarz Stanisława Augusta, autor projektu reformy w okresie Sejmu Wielkiego (obacz wyżej) i wydał odezwę pod tytułem: Głos Salomona, obywatela wileńskiego w dn. 17 maja roku 1794, do ludu izraelskiego miany. Było to prawdopodobnie przemówienie, wygłoszone w sobotę dnia 17 maja w bożnicy wileńskiej, które nie chybiło celu.

Berek Joselewicz. Portret ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

Wśród powstańców widzimy kilku Żydów litewskich, jak np. Józefa Kapłana z Lucyna w Witebskiem, który już w r. 1792 służył w armii polskiej, a teraz wrócił na swe miejsce, by po upadku insurekcji razem z Berkiem (choć mniej znany) odbyć całą gehennę legionową i wszystkie kampanie napoleońskie i dostać się w r. 1813 do niewoli rosyjskiej.

Tymczasem Stolica gotowała się do obrony; rychło bowiem Moskale i Prusacy zamknęli miasto żelaznym kołem, więc celem odparcia wroga sypano na całej peryferii miasta szańce. „W tej to pracy bierze udział 2000 Żydów, którzy codziennie w porządku, z rydlówkami w ręku, z muzyką idą do pracy. Biorą też Żydzi udział w milicji miejskiej, strzegąc rogatek, wałów i armat, a nawet w szabasy odprawiają pilnie patrole“. Bolą jednak żołnierza żydowskiego szykany średniowieczne; on, który walczy dla ojczyzny, musi starym zwyczajem płacić za prawo pobytu w Warszawie t. zw. biletowe (podatek za pięć dni pobytu), nie dziw więc, że grupa inteligentniejszych młodzieńców wnosi do Rady Najwyższej Narodowej memoriał o zniesienie tego podatku, gdyż „nie przystoi, ani należy... by klasa mieszkańców, równie z drugimi pożyteczna, równie nawet z drugimi do obrony ojczyzny przykładać się chcąca, od względów rządu oddaloną być miała“. Podania nie uwzględniono! Czy przeważyło średniowiecze, czy zaważyły na szali pustki w skarbie, trudno wyjaśnić. Zabolało to zapewne Żydów, lecz nie umniejszyło ich zapału, a gdy oblężenie zostało zniesione i armia polska gotowała się do akcji w polu, zrodziła się myśl wyzyskania tegoż zapału i stworzenia oddzielnego pułku jazdy zbrojnej, złożonego z żydowskiej młodzieży. Myśl tę rzucili dwaj członkowie milicji: Berek Joselewicz i Józef Aronowicz, z których pierwszy wsławił się następnie w dziejach Polski.

Myśli tej przyklasnął Naczelnik, który ogłosił w „Gazecie Rządowej” (nr 78, str. 312, 17 września 1794) odezwę do Żydów, a w niej wyraził adorację dla bohaterstwa żydowskiego w okresie biblijnym i machabejskim, oraz pochwalił wystąpienie Żydów w dniach 17 i 18 kwietnia. Pod koniec wspomina Naczelnik o prośbie Berka i Józefa i „daje im pozwolenie werbowania rzeczonego korpusu, opatrywania go we wszystkie wojenne uzbrojenia i potrzeby, aby jak najrychlej pod żołd przyjść mogli i jak najlepiej nieprzyjaciela (!) walczyli”.

Dnia 1 października wystosował Berek, już jako nominowany pułkownik, odezwę do swych współwyznawców, a dnia 3 października otrzymał z kasy rządowej pierwszą i jak wynika z rachunków, jedyną zaliczkę w sumie 3000 zł, w papierach mocno zdeprecjonowanych, na pierwsze potrzeby formującego się pułku. Snadź musiał tenże pułk w okresie formowania utrzymywać się z ofiar kahałów, a może i poszczególnych bogatszych Żydów i do tego odnoszą się ofiary w uniformach, broni i t. p.

Rychło stanął tenże pułk na nogach i w najgorszym czasie, po klęsce maciejowickiej, mimo iż nie był ani należycie uniformowany, ani nie miał skompletowanego sztabu oficerów, a tylko nominałów z łaski czy kaprysu Berka, pełnił służbę tak w okopach, jako też i w mieście. „Mieszkańcy Warszawy — pisze Karpiński — z trudnością i to w małej liczbie do okopów praskich wychodzili, a nawet u siebie zaniedbali dawnego porządku żołnierskiego. Rząd zaś pod Wawrzeckim słaby, oprzeć się temu nie mógł, sam tylko regiment żydowski nie odstępował nigdy okopów i pilnie robił powinność swoją. Ale nie sami mieszczanie tak się opuścili, kawaleria narodowa zgorszeniem była dla innych swą niedbałością o los ojczyzny... Po teatrach i bilar[d]ach pełno ich było“.

Szybkim krokiem zbliżała się katastrofa; wojska moskiewskie maszerowały od strony Pragi ku miastu, a w samem mieście uwijało się mnóstwo stronników Targowicy i mnóstwo szpiegów. Wszak w obozie moskiewskim bawili od początku Insurekcji najwyżsi dostojnicy państwa, jak: marszałek koronny Kazimierz Raczyński, podskarbi nadworny koronny Teofil Załuski, marszałek sejmu grodzieńskiego Stanisław Bieliński i liczni posłowie na tenże sejm, były kanclerz koronny Jacek Małachowski i wielu, wielu innych, a wśród nich najbogatszy Żyd praski i liwerant wojsk polskich i rosyjskich Szmul Jakubowicz Zbytkower. Jemu to skonfiskowano na rzecz Powstania milionowy majątek i jego to wraz z innymi wezwał (9 października 1794) sąd kryminalny wojskowy na dzień 1 listopada przed swe forum „do odpowiedzi z osób i majątków”.

Nie dziw, że zdenerwowana ludność warszawska i praska wszędzie szukała i węszyła szpiegów, przy czym rzucano podejrzenie na najniewinniejszych Żydów. Winę aresztowanych sprawdzał w każdym poszczególnym wypadku sąd wojskowy kryminalny i z wyjątkiem jednego (bankiera Haymana) wszystkich aresztowanych uwolnił.

Wyroki tego sądu ogłaszano w „Gazecie Rządowej”, skąd czerpiemy niniejsze wiadomości i stamtąd dla przykładu podajemy wyrok z 29 września, ważniejszy od innych już bodaj dlatego, że zawiera wzmiankę również o pułku Berka. Oto „Abraham Fiszel, złapany w czasie rewolucji warszawskiej i uprowadzony od Moskali, uciekając od tych, złapany, gdy nie tylko nie podejrzany, ale nadto w chwalebnej chęci zaciągnięcia się do pułku lekkozbrojnego starozakonnego, być się okazał, wyrokiem sądu natychmiast z aresztu uwolniony i do tegoż pułku oddany“.

Rychło wojska moskiewskie uderzyły na Pragę, regularne wojska polskie wraz z dowódcami w popłochu cofnęły się do Warszawy, spaliwszy za sobą most na Wiśle. Strasznie zemścił się Suworow na milicji mieszczańskiej, która została na Pradze i na ludności cywilnej, zdanej na jego łaskę i niełaskę. Współczesne relacje mówią o 15 000 zabitych i kilku tysiącach (do 8 000), którzy utonęli w Wiśle. Kozacy nie przepuszczali nawet starcom, kobietom i dzieciom. Okropnie pastwili się również nad Żydami, może z zemsty za udział tychże w obronie Pragi. Wytrwał bowiem na swym posterunku pułk Berka i poniósł poważne straty. Sam dowódca, ranny, z biedą umknął z placu boju, by po długich perypetiach przedostać się do Galicji. Rzeź Pragi, rozpoczęta w nocy z 4 na 5 listopada 1794 r., trwała przez cały dzień piąty listopada. Trupy chrześcijan i Żydów zasłały ulice i podwórza Pragi, a mały, ale bardzo charakterystyczny obrazek tej rzezi podaje nam pruski komisarz prowiantowy Fryderyk Nufer w ciekawej książce p. t. Schicksale während und nach seiner Gefangenschaft in Warschau unter den Polen und Russen (Poznań 1795).

Wędrując po zgliszczach płonącej Pragi, usłyszał Nufer z jednego podwórza okropny krzyk dzieci. Gdy się zbliżył do bramy, ujrzał mnóstwo dzieci żydowskich, którymi kozacy się bawili, „wbijając je na piki“. Wstrząśnięty tym widokiem, wykupił Nufer 35 żywych dzieci, płacąc po złotym od głowy.

Legenda ludowa głosi, że wyżej wspomniany liwerant Szmul Jakubowicz Zbytkower, który wrócił wraz z Moskalami na Pragę, widząc co się dzieje, ustawił na swym podwórzu dwie baryłki, jedną napełnioną srebrnemu, a drugą złotymi monetami i każdemu, który przyniósł zabitego, płacił srebrnego rubla, po czym dawał trupa pogrzebać, za rannego zaś płacił dukata i odsyłał go do lazaretu. Za jego to inicjatywą miał Buxhoeveden wpłynąć na Suworowa, by powstrzymał kanonadę.

Podczas rzezi praskiej Warszawa była bezradna, strach opanował wszystkich; wojsko zaniedbywało swe obowiązki i wszyscy głośno mówili o poddaniu się; bogaci pakowali swe manatki, chcąc jak najprędzej wydobyć się z niebezpieczeństwa. „Także i król kazał pakować swe wozy, ale lud napełnił dziedziniec zamkowy i pilnował króla, aby nie wyjechał, lecz sprzykrzywszy sobie, zostawił nareszcie straż tę Żydom samym“.

Warszawa się poddała, wojska rosyjskie zajęły ulice i koszary, generał Buxhoeveden stał się panem sytuacji, by po niespełna roku panowania oddać stolicę Polski — po trzecim rozbiorze — Prusakom.

***

Pułk żydowski Berka przeszedł do historii; wszyscy pamiętnikarze chlubnie się o nim wyrażają, a legenda ustroiła Berka i jego pułk w pstre, a wonne kwiaty. W 36 lat potem (1830) deputowany francuskiej izby prawodawczej, Salverte, odpierając antysemickie ataki pana de Montigny powołał się na czyn Berka i jego żołnierzy. „Po upadku Kościuszki — wywodził on — patrioci polscy robili ostatnie wysiłki w Warszawie. Przedmieście Praga, osłaniane przez starozakonny regiment, zdobyto szturmem, wszystko zginęło pod cięciem miecza. Nazajutrz znaleziono na fortyfikacjach cały pułk we śnie wiecznym, ani jeden żołnierz nie zbiegł przed apelem śmierci. Ci ludzie zasługiwali na miano Francuzów!“.

Tyle francuski polityk; wykazy zmarłych Bractwa Pogrzebowego na Pradze podają szereg imion Żydów — ofiar rzezi i do dnia dzisiejszego wylicza się te imiona podczas nabożeństw żałobnych w uroczyste święta żydowskie. Także do literatury liturgicznej przeszli „pomordowani na Pradze w r. 1794“; wspomina o nich modlitwa ludowa (w języku żydowskim) t. zw. Techina, wydana w Nowym Dworze pod Warszawą w r. 1813 p. t. Neue lange Rosz Chodesz-Bentschen Tchine, w której pobożne niewiasty proszą o pamięć dla męczenników żydowskich w Polsce w rozmaitych wiekach i miejscach.

Drukuj