19 kwietnia mija 81. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. Temat udziału w powstaniu i pamięci o nim jest ważnym wątkiem w relacjach świadków historii z naszej kolekcji historii mówionej.

19 kwietnia 1943 r. niemieckie oddziały wkroczyły do getta warszawskiego – największego getta w okupowanej przez Niemców Europie. Wówczas przebywało tam już tylko ok. 50 tysięcy Żydów. Latem 1942 r. ok. 300 tys. jego więźniów Niemcy zamordowali w ośrodku zagłady w Treblince. W getcie pozostali głównie ludzie młodzi, zatrudnieni w niemieckich warsztatach produkcyjnych. W atmosferze strachu i terroru narodził się wśród nich pomysł zbrojnego oporu, aby nie dać się zabrać żywcem na Umschlagplatz – miejsce, z którego odchodziły transporty do Treblinki.

19 kwietnia walkę podjęło kilkaset bojowców i bojowniczek. Większość ludności getta przebywała w tym czasie w bunkrach i schronach. Pomimo rozpaczy, głodu i strachu, walczyli o każdy kolejny dzień życia. Niemcy stale podpalali domy i zabijali ukrywających się. W połowie maja stłumili powstanie, a getto zrównali z ziemią. Symbolicznym dla Niemców końcem powstania było wysadzenie przez nich Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Nielicznym Żydom udało się przedostać poza getto, na tzw. aryjską stronę Warszawy i tam przetrwać.

Przeczytaj więcej o historii getta warszawskiego, ruchu oporu w getcie i powstania w 1943 roku.

Halina. Ciągle słychać było strzały

„19 kwietnia, o piątej rano, jeden z kolegów przylatuje z krzykiem: «Getto oblężone, armaty, artyleria, strzelają ze wszystkich stron! Ubierajcie się, nie możecie tu zostać!»”.

Dziewiętnastoletnia Halina Aszkenazy, jej matka Maryla i dwudziestojednoletnia kuzynka Celina Einholz uciekły ze swojego pokoju przy ulicy Franciszkańskiej, przydzielonego, gdy zatrudniono je w niemieckim warsztacie. Przyjaciele zaprowadzili je do pobliskiego bunkra.

„Przez dziurę po misce klozetowej, po drabinie zeszło się na dół. A tam kolosalna sala i dużo ludzi. Kilka kubłów stało, żeby cały dzień wytrzymać… [bez toalety] Ciągle słychać było strzały. I te buty ciężkie Niemców. Słyszymy, jak chodzą i krzyczą: «Raus! Raus! Raus!», żeby wyjść. Wiedzieli, że ludzie się chowają. Ale my siedzimy cicho i nic, nie wychodzimy. Cały dzień tak. Wieczorem cisza. Wracamy do naszego mieszkania, żeby się położyć”.

Jerzy. Wiedzieliśmy, że ludzie się biją

„Tej nocy w kwietniu wiedzieliśmy, że coś się stanie. Moja komórka konspiracyjna była na Lesznie. Byłem wtedy u przyjaciół na kolacji sederowej 300 metrów dalej, ale przeprosiłem, że muszę się połączyć z kimś i wyszedłem. W komórce pytam, co się dzieje. Strzelają”.

Szesnastoletni Jerzy Rawicki zaangażowany był w konspirację – wychodził z placówkami robotników poza getto, przekazywał informacje, szmuglował broń i jedzenie. Gdy wybuchło powstanie, jego grupa, nie mając amunicji, wycofała się.

„Kilka budynków było podpalonych, były pożary. Wiedzieliśmy, że ludzie się biją, ale nie mogliśmy się tam dostać, nie wiedzieliśmy, gdzie oni są. Ukryliśmy się w piwnicy. Nie wiem, ile dni czy tygodni tam zostaliśmy. Byłem chory, miałem świerzb i dezynterię. Straciłem świadomość”.

Krystyna. Jesteśmy jak w piecu chlebowym

„Nasz bunkier był zbudowany poniżej poziomu piwnicy. Ziemia z podłoża została obsypana dookoła – na strop i ściany boczne. Bunkier był bezpieczny ze względu na połączenie z kanałami burzowymi”.

Jedenastoletnia Hena Kuczer (później Krystyna Budnicka), wraz z rodziną – rodzicami, siostrą i czterema braćmi oraz innymi osobami – ukryła się w bunkrze wybudowanym przez jej braci na terenie getta, przy ulicy Zamenhofa, już w styczniu 1943 roku. Grupa miała niewielkie zapasy żywności, prycze, wodę i prąd, a nawet radio. Wszystkim doskwierało osłabienie – fizyczne i psychiczne.

„Żyłam jakby w letargu. Wyłączone uczucia, wyłączone myślenie. Spało się przede wszystkim. Pamiętam, że do mamy się tuliłam i to wszystko. Ale nieraz wyobrażałam sobie, że jestem rycerzem albo że jem chleb – że mam w ustach smak chleba”.

19 kwietnia trzej bracia dziewczynki, Izaak, Rafał i Chaim, poszli do powstania.

„Ich nie ma, a my w bunkrze. I uciekamy, bo się do kolan pali, jest strasznie gorąco. Jesteśmy jak w piecu chlebowym, bo ziemia się nagrzewa. I tam nie ma możliwości przeżycia. Uciekamy do kanałów, bo tam można tam się ochłodzić. Ale Niemcy zaczęli wrzucać do nich bomby gazowe. Kanałem często płynęły zwłoki ludzkie. Jak był gaz, to uciekaliśmy z powrotem do gorącego bunkra. I tak na zmianę”.

Halina. Skaczemy przez rozżarzone belki

„20 kwietnia ciągle strzały. My znowu do bunkra. A tam strasznie, bo już nie było powietrza. Dzieci i kobiety płakały i krzyczały. Trzeciego dnia zrobiło się spokojniej. Niemcy wycofali się. Myśleli, że z łatwością zdobędą całe getto, a tymczasem jest opór. Po dwóch dniach sprowadzili tanki, artylerię ciężką i znów otwierają ogień”.

Halina, Celina i Maryna znajdują schronienie strychu, ale po chwili słyszą krzyki – domy będą podpalane. Uciekają więc górą – przez dziury między strychami, z jednego domu do drugiego. Za nimi biegną kolejni ludzie.

„Czujemy te płomienie, ten ciężki zapach dymu, czarnego dymu. W końcu stajemy, bo to ostatni dom, koniec ulicy, nie ma dokąd iść. Nagle jeden chłopak mówi, że okna pierwszego piętra wychodzą na pusty plac. Schodzimy, on wyskakuje pierwszy, potem reszta. Chłopcy łapią dziewczęta. Okazuje się, że to teren opustoszałej fabryki pilnowany przez żydowskich policjantów. Pozwalają nam zostać na noc. O szóstej rano wyrzucają nas. Wracamy przez getto, a dokoła wszystko się pali, tli – butelki gorące, żarzące się kamienie, jeszcze czerwone od ognia. Skaczemy przez rozżarzone belki. Nie wiemy dokąd iść. Polska straż ogniowa wskazuje nam kamienicę, którą ugasiła: «Uratowaliśmy ją, bo to jest koło muru i baliśmy się, że ogień przejdzie»”.

Janusz. Oni podpalali, my gasiliśmy

„Niemcy wyganiali pożarem ludzi z kamienic – można było ich wtedy aresztować albo od razu zabić. Ale dokoła były też magazyny, warsztaty i fabryki, całe getto pracowało na Niemców. Naszym zadaniem było ratowanie tego wszystkiego. Oni podpalali, my gasiliśmy”.

Janusz Ostrowski – Polak, wówczas siedemnastolatek – był w oddziale Warszawskiej Straży Pożarnej. Gdy w getcie wybuchło powstanie, Straż została zaangażowana przez Niemców do ograniczania pożarów. Janusz co drugą dobę spędzał w getcie.

„Któregoś dnia stoimy pod płonącą kamienicą. Jesteśmy w pogotowiu, by sąsiadujące domy się nie zapaliły. Ale tego płonącego gasić nie możemy. Nagle słyszymy przeraźliwe kobiece krzyki dobiegające z ostatniego piętra. Osiem kobiet w oknie. Są uwięzione, wszędzie płomienie i dym, klatka schodowa zasypana gruzem. O ugaszeniu nie ma mowy, choćbyśmy chcieli wbrew Niemcom. Gapimy się przerażeni, cała sekcja ośmiu strażaków”.

Sierżant każe sprawdzić czy wokół nie ma Niemców i mówi: „Kto się nie boi, ten zostaje i ściągamy te dziewczyny”.

„Wzięliśmy hakówkę – każdy strażak wie, że to jest taka drabina z hakiem, który zaczepia się o otwór okienny. Można i na setne piętro z nią wejść. Zahaczyć – wejść, zahaczyć – wejść. Weszliśmy we trzech i po kolei ściągamy dziewczyny na dół, po linach. Pierwszy raz wtedy zjeżdżałem na linie, i to z dziewczyną przywiązaną. Ona była tak przerażona, tak mocno ściskała mnie za szyję, że ledwo oddychałem”.

Halina. I biorą nas powoli, marszem na Umschlagplatz

„W kamienicy wskazanej przez strażaków łapiemy jakiś pokój, żeby być razem. Wychodzimy tylko wieczorem, jak myszy. Wiedzieliśmy, gdzie jest mykwa – stamtąd bierzemy wodę, żeby troszeczkę wypić, obmyć się. Do jedzenia nic, tylko jakieś okruchy”.

Po kilku dniach Niemcy i Ukraińcy otaczają budynek i wyganiają ukrywających się. Halina, Maryna i Celina wychodzą na podwórze.

„I biorą nas powoli, marszem na Umschlagplatz. I pakują do tych wagonów, wagonów śmierci”.

Jerzy. Koszulka będzie moim biletem na polską stronę

„Pewnej nocy zostałem sam w naszej piwnicy. Były tam zgniłe ziemniaki, jak woda, których używałem do picia i do umycia się. I miałem ze sobą czystą koszulkę – ona będzie moim biletem na polską stronę. Wyszedłem i zobaczyłem grupę Żydów prowadzoną przez Ukraińców. Mnie też złapali. Szliśmy w stronę Umschlagplatzu. Walki były skończone, getto spalone. I nagle ktoś strzela skądś. Wszyscy upadli na ziemię, a ja poleciałem i ukryłem się”.

W nocy Jerzy wyszedł z kryjówki. Przy murze getta natknął się na dwóch młodych mężczyzn, którzy chcieli wysadzić cegły granatem, ale nie udało im się.

„Tylko dwie czy trzy cegły były wywalone. Byłem chudy. Powiedziałem sobie: teraz albo nigdy. Wziąłem tę koszulkę, najpierw wysunąłem rękę. Do tej chwili nie wiem, jak się wydostałem z tego getta”.

Krystyna. Nie mogliśmy wrócić do bunkra

„Po powstaniu moi bracia wrócili do nas, bo wiedzieli, że bez nich zginiemy. Bunkier przeżył te wszystkie wstrząsy, ale miejsce, gdzie były nasze zapasy zostało spalone. Mój brat Rafał przejął przewodnictwo i zarządził: teraz będzie system wojskowy, zamieniamy dzień na noc – chodzi o to, żeby nie było żadnego ruchu”.

Latem Niemcy zaczęli systematyczne wyburzanie getta. W ruinach grasowali szabrownicy, w poszukiwaniu kosztowności i innych przedmiotów.

„Któregoś dnia we wrześniu słyszymy szuranie. Uciekliśmy do kanału, ale dwóch moich braci i jeden pan wyszli zobaczyć, co się dzieje. I okazało się, że jest tam dwóch Polaków, którzy grzebią w gruzach. Powiedzieli do naszych, że porządkują, a potem: »Chleba wam przyniesiemy«. To była naiwność. Zamiast uciekać, niestety we trzech czekali na ten chleb. W nocy nie było po nich śladu. Bunkier był splądrowany. Nie mogliśmy już tam wrócić”.


Halina Aszkenazy-Engelhard i Celina Einholz wyskoczyły z pociągu jadącego na Majdanek. Celina zginęła w drodze do Warszawy, wydana przez Polaków, Maryla w obozie. Halina trafiła do kościoła przy ul. Kawęczyńskiej na warszawskiej Pradze, gdzie otrzymała pomoc od ks. Michała Kubackiego. Po wojnie wyemigrowała do Izraela. Zmarła w 2016 roku.

Jerzy (Jerry) Rawicki, po ucieczce z getta, nocował w przypadkowych miejscach, pomógł mu m.in. Janusz Rybakiewicz. Pod polskim nazwiskiem, w Batalionach Chłopskich, Jerzy przedarł się przez linię frontu i dotarł do Lublina. Po wojnie, w Radomiu, odnalazł siostrę i zamieszkał we Wrocławiu. W 1948 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Zmarł w 2022 roku. 

Krystyna Budnicka i jej bratowa Anna przedostały się na „aryjską stronę” i przeżyły wojnę. Kilkakrotnie zmieniały kryjówki i opiekunów. Na ich utrzymanie prawdopodobnie płaciła Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Inni członkowie rodziny – matka Cyrla, ojciec Józef Lejzor, siostra Perla i bracia Izaak, Boruch, Szaja, Rafał (Ruben), Chaim i Jehuda – zginęli. Po wojnie Krystyna pracowała jako pedagog. Od lat, opowiadając swoją historię, wspiera działania edukacyjne Muzeum POLIN. Mieszka w Warszawie.

Janusz Ostrowski po wojnie zajmował się fizyką ciała stałego i elektroniką medyczną. Pracował w Polskiej Akademii Nauk i jako profesor w Stanach Zjednoczonych. Wrócił do Polski w 1993 r. Zmarł w 2015 roku. Losy uratowanych przez jego oddział strażacki kobiet są nieznane.


Program obchodów 81. rocznicy powstania w getcie warszawskim w Muzeum POLIN znajdziesz na polin.pl.

Relacje świadków getta warszawskiego obejrzysz na kanale „Historia mówiona | Kolekcja Muzeum POLIN” na YouTube.

 

Opracowanie: Klara Jackl

Przeczytaj także:

 

 

Print